Kopuła nad Izraelem

Tomasz Rożek

GN 48/2012 |

dodane 29.11.2012 00:15

Ma ponad 90-procentową skuteczność, powstał w rekordowo krótkim czasie, jest mobilny i nie wymaga infrastruktury naziemnej. Wielu z niedowierzaniem śledzi sukcesy izraelskiego systemu obrony rakietowej Iron Dome.

Jak działa Iron Dome rafael smart and to the point Jak działa Iron Dome

Jeżeli wierzyć w informacje podawane przez zachodnie agencje prasowe, Izrael rozpoczął prace nad swoim własnym systemem antyrakietowym w 2006 roku, gdy na północne terytorium kraju spadło kilka tysięcy rakiet Hezbollahu. Choć systemy chroniące przed rakietami dalekiego zasięgu istniały, okazywały się nieskuteczne w starciu z prymitywnymi rakietami krótkiego zasięgu. Wymagania, jakie sformułowało izraelskie ministerstwo obrony, mówiły, że system ma chronić powierzchnię około 150 kmkw. przed niewielkimi rakietami, których zasięg wynosi nie więcej niż 100 km. System miał działać niezależnie od pory dnia i niezależnie od pogody. Miał też – co z technicznego punktu widzenia jest chyba najtrudniejsze – być zdolny do śledzenia kilku celów równocześnie. Prace ruszyły w 2007 roku, a w 2010 roku już przeprowadzano pierwsze testy polowe. Oficjalnie prace koncepcyjne i budowa systemu zostały zakończone w 2011 roku, kiedy do służby weszła pierwsza bateria rakiet przechwytujących.

Amerykanie już mają

Dzisiaj takich baterii jest 5, a docelowo ma być 10. Nie chronią całego terytorium Izraela, tylko te obszary, wokół których rozlokuje się urządzenia radarowe i samą baterię. I jedno, i drugie zainstalowane jest na platformie samochodu ciężarowego i bardzo łatwo można to transportować. Do ochrony kilkudziesięciotysięcznego miasta wystarczy jedna bateria. Już pierwsze, przeprowadzone jeszcze w 2010 roku, testy wykazały bardzo dużą skuteczność systemu. Raz jeszcze warto podkreślić – systemu, który może z łatwością być zainstalowany wszędzie, gdzie tylko zachodzi potrzeba. Powstał, gdy z terytoriów Libanu ostrzeliwany był północny Izrael, ale dzisiaj chroni miasta na południowym zachodzie kraju przed atakami ze strony Stefy Gazy. O skuteczności systemu niech świadczy fakt, że zanim do izraelskiej armii trafiła pierwsza bateria rakiet przechwytujących, amerykańskie wojsko już kupiło system dla siebie. Fachowcy twierdzą, że nieczęsto zdarza się, by Amerykanie kupowali tak zaawansowany technicznie sprzęt wojskowy za granicą. O bardzo wysokiej jego skuteczności może świadczyć jeszcze jeden obrazek. Gdy tuż przed nalotem w izraelskich miastach położonych w okolicach granicy ze Strefą Gazy zaczynają wyć syreny alarmowe, naprawdę nieliczni ich mieszkańcy szukają schronienia. Powszechny jest obrazek dla obcokrajowców (wspominało o tym wielu korespondentów) zaskakujący. Ludzie wychodzą z kawiarni na ulice popatrzeć, jak nadlatujące wrogie rakiety Hamasu są strącane przez izraelski system obrony.

Nie strącamy wszystkich

Jak ten rewelacyjny system działa? Składa się z trzech filarów. Pierwszym jest bardzo precyzyjny radar naziemny, który wykrywa nadlatujące rakiety i śledzi je do końca ich lotu. Jego zadaniem jest podawanie współrzędnych lecącej rakiety i przez to naprowadzanie na nią rakiety przechwytującej. Chodzi o antyrakiety Tamir, których w jednej baterii jest 60, po 20 na trzech wyrzutniach. W pierwszej fazie lotu są one na cel naprowadzane przez wspomniany już wcześniej radar naziemny. W ostatniej fazie naprowadzane są przez urządzenia zainstalowane w samej rakiecie. Trzecim elementem systemu jest centrum dowodzenia – to jego mózg. Zaawansowane komputery liczą trajektorie, szybkości i współrzędne dla kilku celów równocześnie. Gdy program komputerowy podejmie odpowiednią decyzję, automatycznie odpala antyrakietę i przez część lotu ją naprowadza. Czasami system decyduje, że nie warto rakiety wroga strącać. Na przykład wtedy, gdy naziemny radar wyliczy, że rakieta spadnie na niezamieszkany teren. Skoro i tak nie wyrządzi szkód, nie ma sensu jej niszczyć. Każde zestrzelenie oznacza zniszczenie antyrakiety Tamir, której koszt wynosi kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Jest jeszcze jeden powód, by nie śledzić i nie zestrzeliwać rakiet, które mają trafić w pustkowia. Im mniej wrogich rakiet system Iron Dome śledzi, tym bardziej precyzyjne są jego wyliczenia.

Sekunda na decyzję

Reasumując, radar wykrywa rakietę i przesyła informację do systemu dowodzenia. Tam na podstawie danych, które napływają na bieżąco, wyznaczane jest miejsce, w które wroga rakieta uderzy i zapada decyzja, czy niszczyć ją, czy nie. Proces decyzyjny trwa mniej niż sekundę i jest całkowicie automatyczny. Gdy zapada decyzja „niszczyć”, do jednej rakiety wystrzeliwana jest jedna antyrakieta. Przez pierwszą fazę lotu jest naprowadzana przez radar naziemny, a gdy „zobaczy” swój cel, sterowanie przejmują system i urządzenia zainstalowane na pokładzie rakiety. Od momentu wystrzelenia do momentu zniszczenia nie mija więcej niż kilka sekund. •

Tagi: