publikacja 17.01.2013 00:15
Przy polskich drogach mają – jak grzyby po deszczu – wyrastać radary mierzące prędkość samochodów. Choć ostatnio toczyła się sprawa przeciwko złapanemu na radar rowerzyście, który jechał za szybko. Czy ograniczenie prędkości zwiększa bezpieczeństwo jazdy?
henryk przondziono
Nie! Nie ma żadnych dowodów na to, że ograniczanie prędkości automatycznie zwiększa bezpieczeństwo ruchu. Nie ma też dowodów na to, że stawianie fotoradarów (czy atrap fotoradarów) czyni jazdę bezpieczniejszą. W niektórych sytuacjach fotoradar może zwiększać zamieszanie na drodze. Generalna i zawsze sprawdzająca się zasada mówi, że bezpieczna droga (i dla kierowców, i dla pieszych) to taka, na której samochody poruszają się w sposób przewidywalny.
Zamek błyskawiczny
Płynny ruch gwarantują także ronda i bezkolizyjne skrzyżowania. Ale te wymagają dużej ilości miejsca, a z tym w miastach jest problem. Poza tym bezkolizyjne zjazdy sprawdzają się tylko wtedy, gdy kultura jazdy kierowców jest na odpowiednio wysokim poziomie. Chodzi między innymi o wpuszczanie jadących kończącym się pasem na „zamek błyskawiczny”. Dlaczego tak ważne jest, by samochody jechały laminarnie, a nie turbulentnie? Bo ten ostatni rodzaj ruchu jest nieprzewidywalny, a chaos to ostatnia rzecz, która powinna występować na drodze. Nawet najnowsze rozwiązania technologiczne niewiele pomogą, jeżeli do trudnych warunków jazdy nie będzie dostosowana kultura jazdy. Kolumna samochodów ma pewną bezwładność. Gdy nagle hamuje ktoś na jej początku, na błysk czerwonych świateł zaczynają się zatrzymywać samochody jadące dalej. Każdy następny zatrzymuje się później (co oczywiste) i każdy następny zatrzymuje się na dłużej. Gdy pierwszy samochód w kolumnie zaczyna przyspieszać, w kolejnym pedał gazu zostanie przyciśnięty nieco później. To także oczywiste, ale to, co istotne, jego przyspieszenie będzie mniejsze. Samochód trzeci w kolejce ruszy jeszcze później, z powodu reakcji drugiego kierowcy i swojej własnej. W efekcie nawet na szerokiej drodze hamowanie jednego samochodu może spowodować całkiem spory zamęt. Ten mechanizm bardzo dobrze widać, czekając na zmianę świateł na skrzyżowaniu. Zapalenie zielonego światła nie oznacza, że wszyscy ruszają równocześnie. Niektórzy dopiero wtedy przekręcają kluczyk w stacyjce, inni dopiero wtedy włączają pierwszy bieg. W efekcie na zielonym świetle przejeżdża tylko kilka, kilkanaście samochodów. Korek powodować mogą znacznie bardziej, wydawać by się mogło, niewinne poczynania na drodze niż brawura. Na zatłoczonej szosie wystarczy jeden nieprzewidywalny ruch. Zmiana pasa „na wcisk” albo wymuszenie lub przepuszczenie kogoś z bocznej drogi. Kolejne samochody nie wiedząc, co się dzieje, zaczynają zwalniać. I korek gotowy. W tym kontekście warto wspomnieć o tym, że z punktu widzenia płynności ruchu niepożądane jest przepuszczanie kogoś z boku. Nie powinno się ustępować miejsca tym, którzy akurat czekają na drodze podporządkowanej. To wprowadza lokalne zaburzenie, czynnik, którego inni kierowcy nie mogą przewidzieć. Bardzo często kończy się to zakorkowaniem drogi.
Zwykle światła są wyłączone. Dlaczego? Gdy działają, kierowcy są tak zdezorientowani, że natychmiast tworzy się korek. Nawet tramwaje z zajezdni nie potrafią wyjechać. Gdy światła są wyłączone, korek znika, a ruch przebiega płynnie. A wracając do ograniczenia prędkości. Im wolniej, tym bezpieczniej? Niekoniecznie. Jest pewne minimum, granica prędkości. Gdy samochody poruszają się zbyt wolno, wcale nie ułatwia to ruchu. Ta prędkość graniczna jest zależna od typu drogi (jakości, ilości pasów, zakrętów czy wzniesień), a także od ilości poruszających się nią samochodów. Ograniczenia prędkości powinny być określane właśnie na podstawie takiej analizy. Ruch może być wolniejszy, o ile pozostanie płynny. Zbyt wolny nie jest wskazany z wielu powodów. Wydłuża czas przejazdu, a to wiąże się z tym, że w ciągu godziny drogą przejedzie mniej samochodów. Ograniczenie ich prędkości np. do 30 km/h na trasach przelotowych nie zmniejszyłoby więc wcale ilości korków. Przeciwnie, byłoby ich źródłem. Prędkość optymalna zależna jest oczywiście od liczby samochodów na jezdni. Dlatego jednym z lepszych rozwiązań jest stosowanie wyposażonych w fotokomórki elektronicznych znaków drogowych. Mogą ograniczać (albo znosić ograniczenie) prędkość w zależności od natężenia ruchu, warunków atmosferycznych czy wypadku, który zdarzył się kilka kilometrów dalej. To wszystko działa pod warunkiem, że ktokolwiek przejmuje się tym, co one wskazują. Kilka lat temu w Fargo, w Dakocie Północnej w USA, przeprowadzono dokładne analizy skuteczności takich systemów. Okazało się, że adaptujące się do sytuacji na drodze oznaczenia pionowe skutkują prawie 20-procentową redukcją czasu podróży i redukują zużycie paliwa o około 13 proc.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł