Rzeczywistość rozszerzona

Tomasz Rożek

GN 26/2013 |

publikacja 27.06.2013 00:15

To już nie jest fikcja. Na rynek wchodzą okulary, które wprowadzają właściciela w wirtualny świat i w pewnym sensie wyprowadzają to, co jest wirtualne, do rzeczywistości.

„Mieć oko na świat”  – to hasło z Gooogle Glass  zyskuje nowe znaczenie OLE SPATA /east news/AFP PHOTO „Mieć oko na świat” – to hasło z Gooogle Glass zyskuje nowe znaczenie

Nikt się chyba nie spodziewał, że coś, co wygląda jak zabawka, tak szybko zyska tak poważne zastosowanie. Google Glass, – bo tak nazywa się urządzenie, okulary, o których mowa, weszły na pierwsze strony światowych mediów przy okazji zamieszek w Turcji. Brytyjski dziennikarz Tim Pool, który specjalizuje się w relacjonowaniu zamieszek, konfliktów zbrojnych i klęsk żywiołowych, wyposażony jedynie w Google Glass i telefon komórkowy (smartfona) jest cytowany na całym świecie. Jego relacje mają to, czego dotychczas nie potrafił zrobić nikt. Pool udostępnia wszystkim, którzy mają połączenie z siecią, rzeczywistość. Pokazuje ją nie przez pryzmat kamery, ekipy telewizyjnej, tylko pokazują ją taką, jaką widzą ją uczestnicy wydarzenia. Jest mobilny, bo nie ogranicza go technologia, sprzęt, kable, światła czy anteny. Po prostu zakłada okulary i idzie. A wraz z nim miliony oglądających.

Telefon na nosie

Czym są okulary Google’a? To urządzenie mające funkcje zaawansowanego smartfona, a więc nie tylko umożliwiające dzwonienie, wysyłanie informacji (w tym zrobionych zdjęć i filmów), ale także ich pobieranie, czyli wysyłanie e-maili i przeglądanie stron internetowych. Przez zastosowanie małego wyświetlacza i odpowiednio skonstruowanego „pryzmatu”, obraz wyświetla się przed oczami tak jak na półprzezroczystym ekranie. Rzeczywistość wirtualna nakłada się na prawdziwą. Komunikacja pomiędzy człowiekiem a urządzeniem odbywa się głosowo. Człowiek mówi, a urządzenie rozumie i wykonuje. Komunikacja w drugą stronę, a więc pomiędzy urządzeniem a człowiekiem, także opiera się na głosie, ale w Google Glass nie ma słuchawek. Głos przekazywany jest bezpośrednio do czaszki przez przewodzenie kostne (drgania przechodzić mają przez kości). W dzień można w polu widzenia wyświetlać informacje o temperaturze otoczenia albo o wynikach giełdy, można czytać SMS-y, e-maile albo dyskusje na portalach społecznościowych. Wieczorem można poczytać książkę, zobaczyć film albo wiadomości.

W czasie jazdy na rowerze czy samochodem okulary Google’a mogą wyświetlać przed oczami prowadzącego mapę GPS. Okulary mają wbudowaną kamerę i aparat fotograficzny o rozdzielczości 5 megapixeli. Łączą się z innymi urządzeniami przez Blue- tooth i Wi-Fi. Mają wbudowaną pamięć 12 GB i baterię, która – jak twierdzi producent – wystarczy na cały dzień pracy.

Nie wszystko złoto...

Ale to wciąż nie wszystko. Okulary miały być wyposażone w funkcję rozpoznawania twarzy. Innymi słowy, przed oczami ich użytkownika wyświetlane miały być informacje o osobach, na które patrzy. Informacje znalezione w internecie. Na przykład te z portali społecznościowych. Ta funkcja z łatwością mogłaby zostać podłączona np. do policyjnej bazy danych. A wtedy funkcjonariusze na służbie, patrolując miasto, od razu wiedzieliby, z kim mają do czynienia. Pod naciskiem opinii publicznej Google zdecydował się tej funkcji nie włączać. Ale czy z czasem nie zmieni zdania?

Okulary wyposażone są w kamerę i aparat. Zdjęcia i filmy robi się przez mrugnięcie okiem. To przydatna funkcja np. dla kierowców, którzy po raz pierwszy jadąc przez duże miasto, nie znają drogi. Z okularami Googla mogą wyświetlić to, co widzą, osobie, która ich poprowadzi. To przydatne dla dziennikarzy czy reporterów. Nie muszą zawracać sobie głowy dodatkowym sprzętem. Zakładają okulary, a to, co widzą, mogą razem z nimi oglądać miliony ludzi. W ten sposób zawodu mogą uczyć się np. młodzi chirurdzy. Niezależnie od miejsca, w którym się znajdują, mogą widzieć to, co widzi osoba operująca. Ale z drugiej strony... co z miejscami, w których zdjęć robić nie wolno? A co w sytuacji, gdy do okularów ktoś się włamie i będzie widział to, co my widzimy, ale bez naszej wiedzy? Granica pomiędzy tym, co wirtualne, a tym, co rzeczywiste, zaciera się. To proces nieunikniony. To, co kiedyś było odległymi światami, dzisiaj jest tuż obok. Więcej, zaczyna na siebie nachodzić. I coraz częściej pojawia się nowe do niedawna określenie: rzeczywistość rozszerzona. Czyli jedna. A swoją drogą to ciekawe, że człowiek nigdy wcześniej nie miał tak ogromnych możliwości łatwego kontaktowania się z drugim człowiekiem. A równocześnie nigdy wcześniej te prawdziwe, głębokie relacje pomiędzy ludźmi nie były tak odległe.