Gaz (w) płynie

Tomasz Rożek

GN 28/2014 |

publikacja 10.07.2014 00:15

Już za kilkanaście miesięcy do Polski gaz będzie przypływał statkami. Najpierw z Kataru, potem... w zasadzie z każdego miejsca na świecie. Nasza niezależność energetyczna wyraźnie wzrośnie.

Srebrnymi rurami skroplony gaz będzie płynął do dwóch zbiorników (w tle zdjęcia) polskie lgn Srebrnymi rurami skroplony gaz będzie płynął do dwóch zbiorników (w tle zdjęcia)

Polska potrzebuje z grubsza 15 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Około 30 proc. z tego wydobywamy sami, na miejscu. Pozostałe 70 proc. importujemy. Prawie w całości z Rosji. To w praktyce oznacza uzależnienie od wschodniego sąsiada. Rosja nigdy nie ukrywała, że handel surowcami energetycznymi to dla niej coś więcej niż biznes, że to narzędzie uprawiania polityki. Imperialnej polityki. Od lat mówi się o konieczności uniezależnienia. Był projekt gazociągu łączącego Polskę i Norwegię, ale upadł. Naszą sytuację poprawiły trochę połączenia z sąsiadami. Do niedawna gaz można było pompować tylko w jedną stronę, teraz odbywa się to już w obu kierunkach. Ale prawdziwa zmiana nastąpi dopiero, gdy ruszy gazoport. Najpóźniej w połowie przyszłego roku będą do niego płynęły metanowce z płynnym gazem. Ta instalacja, która jest właśnie wykańczana, będzie mogła pokryć potrzeby Polski w 30 proc. Gdy doda się ok. 30 proc. wydobycia własnego, z Rosji Polska będzie musiała importować już nie 70 proc., tylko ok. 30 proc. błękitnego paliwa.

Gaz w kroplach

Co to za różnica, czy uzależniamy się od Rosji, czy od innego zagranicznego dostawcy gazu płynnego? Po to, żeby przesyłać gaz, potrzebne są gazociągi. Ich nie da się układać w ciągu miesięcy. Są drogie i – w wielkim skrócie – łączą dostawcę z odbiorcą. Co innego metanowce, statki, które gaz transportują. Przede wszystkim zgromadzony w ich zbiornikach gaz jest doprowadzany do stanu płynnego. A to oznacza, że 600-krotnie zmniejsza swoją objętość. Albo inaczej: w zbiorniku pomieści się 600 razy więcej paliwa w formie płynnej niż w formie gazowej. Jeden metanowiec typu Q-Flex (bo takie będą przywoziły do Świnoujścia gaz) w czterech zbiornikach mieści 216 tys. metrów sześciennych skroplonego gazu. Po zamianie go w stan gazowy (czyli po tzw. regazyfikacji) do systemu gazociągów wtłoczonych zostanie prawie 130 mln m sześc. gazu. Aby zaspokoić jedną trzecią potrzeb całej Polski, wystarczy, by w ciągu roku do gazoportu przypłynęło 40 Q-Flexów. Niekoniecznie z Kataru. Mogą to być metanowce z USA (ze skroplonym gazem z pokładów łupkowych) czy z Norwegii. W zasadzie skądkolwiek. I co ważne, podpisanie nowego kontraktu nie będzie wymagało budowania nowej infrastruktury. A to oznacza uniezależnienie się od istniejących gazociągów.

Jak proces dostarczania gazu wygląda od strony technicznej? Metanowiec o długości 315 m (to długość trzech pełnowymiarowych boisk do piłki nożnej) jest wypełniany skroplonym gazem ziemnym. Wszystkie gazy przez obniżanie temperatury albo/i podnoszenie ciśnienia można skroplić, czyli zamienić w stan płynny. W przypadku gazu ziemnego, aby ten proces zaszedł, konieczne jest obniżenie temperatury do minus 162 st. C. Skroplonym gazem o takiej temperaturze są wypełniane zbiorniki statku. Same zbiorniki w trakcie kilkutygodniowej podróży (z Kataru do Polski statek popłynie trzy tygodnie) nie są już schładzane. Działają jak termos, a nie jak lodówka. Paliwo, które na pokładzie statku odparowało (zamieniło się z płynnej z powrotem w formę gazową), jest wykorzystywane do napędzania silników metanowca.

Po przybyciu do gazoportu statek jest cumowany do specjalnej konstrukcji zintegrowanej z falochronem. Ten w Świnoujściu ma aż 3 km długości i jest najdłuższym falochronem w Europie. Po zacumowaniu rury na specjalnych wysięgnikach podłączane są do zbiorników i rozpoczyna się wypompowywanie gazu. Trwa od 24 do 36 godzin. Zbiorniki statku nigdy nie są opróżniane do samego końca. Po pierwsze – trzeba w nich utrzymać odpowiednie ciśnienie, a po drugie – statek musi mieć paliwo, by wrócić do swojego portu.

Trzy statki w miesiącu

Gaz jest w formie płynnej rurociągami kierowany do dwóch zainstalowanych na lądzie zbiorników. Te w Świnoujściu mają po 160 tys. m sześc. pojemności. W obydwu mieści się więc ładunek z jednego całego metanowca i z połowy kolejnego. Zbiorniki nie służą więc do magazynowania paliwa. Są raczej „buforami” pomiędzy statkiem a urządzeniami służącymi do regazyfikacji, czyli zamiany paliwa skroplonego w formę gazową. Podobnie jak zbiorniki na pokładzie statku te na lądzie, w gazoporcie, nie są schładzane. Są za to doskonale izolowane. Ta część gazu, która tutaj odparuje, wykorzystywana jest np. do ogrzewania budynków dużego kompleksu gazoportu.

Regazyfikacja odbywa się przez ogrzewanie. Rury z ciekłym paliwem o temperaturze minus 162 st. C są zanurzone w zbiorniku z ciepłą wodą. Podnoszenie temperatury oznacza parowanie. Paliwo z płynnego zamienia się w gazowe. To proces podobny do gotowania wody w garnku. Wtedy także pod wpływem wzrostu temperatury woda z fazy płynnej przechodzi w gazową (parę wodną). Kolejnym i ostatnim już krokiem jest wtłoczenie paliwa w formie gazowej do systemu gazociągów krajowych.

Z kontraktu podpisanego z Katarem wynika, że do Polski przypływał będzie jeden statek co trzy tygodnie. To około 17 statków rocznie, czyli sporo ponad 2 mld metrów sześciennych gazu wtłoczonego do sieci. Taka ilość zaspokoi kilkanaście procent krajowego zapotrzebowania na błękitne paliwo. Instalacja gazoportu może jednak przyjmować 3 statki miesięcznie. Gdyby do dwóch już istniejących zbiorników dobudować trzeci, gazoport mógłby zaspokajać nawet połowę naszego zapotrzebowania na gaz.