Kości

Tomasz Rożek

GN 48/2014 |

publikacja 27.11.2014 00:15

Ze szczątków człowieka, nawet jeżeli ich wiek wynosi kilkaset lat, można bardzo dużo odczytać. Nikogo nie powinna dziwić wielka popularność telewizyjnych seriali detektywistycznych czy archeologicznych. To jest naprawdę ciekawe!

O życiu Alpejczyka sprzed 5300 lat wiemy naprawdę bardzo dużo.  Jak wyglądał, co jadł, a nawet  – z detalami – jak zginął ROBERT PARIGGER /dpa/pap O życiu Alpejczyka sprzed 5300 lat wiemy naprawdę bardzo dużo. Jak wyglądał, co jadł, a nawet – z detalami – jak zginął

Gdy umierała, miała 13 lat. Jej ciało znaleziono wysoko w Andach. Jej zwłoki są tak dobrze zachowane, że można by pomyśleć, że skulone dziecko śpi. Specjaliści są pewni, że dziewczynka została złożona w ofierze i przeszła rytuał zwany „capacocha”. Tak samo jak znaleziony kilkadziesiąt lat wcześniej 9-letni chłopczyk. Najpierw odurzono go narkotykami, a potem pozwolono, by zamarzł.

Ofiara z dziecka

Nie wiadomo, jak dziewczynka miała na imię. Nie znaleziono przy niej żadnych dokumentów. To akurat nie może nikogo dziwić. Śmierć dziecka nastąpiła przynajmniej 500 lat temu. Dziewczynka była odświętnie ubrana, miała pięknie zaplecione włosy, a jej śmierć zaplanowano przynajmniej na dwa lata przed rytualnym zabójstwem. Rok przed złożeniem w ofierze diametralnie zmieniła się dieta dziecka. Dziewczynka zaczęła bardzo dobrze się odżywiać. Być może pochodziła z biednej rodziny, a polepszenie jej diety nastąpiło wraz z przeprowadzeniem się do świątyni. Z dokładnego badania włosów dziecka wynika, że w ostatnich miesiącach życia było ono odurzane dużą ilością koki. Sześć miesięcy przed zgonem dziewczynka była pojona dużymi ilościami napojów alkoholowych. Być może zdawała sobie sprawę z tego, co ją czeka, i upijano ją, żeby była spokojniejsza? Jest to prawdopodobne, bo w jej ciele zidentyfikowano ślady wysokiego poziomu hormonów stresu. Śmierć nastąpiła w wyniku wyziębienia organizmu. Jak na kogoś, kto zmarł 500 lat temu, całkiem sporo udało się ustalić. Dokładnie przebadano krew dziewczynki, a nawet powietrze, jakim oddychała w ostatnich minutach życia. Mając do dyspozycji same kości, archeolodzy i antropolodzy są w stanie określić płeć, wiek i miejsce pochodzenia człowieka. Są w stanie zidentyfikować niektóre choroby, a czasami przyczynę śmierci. Potrafią dużo powiedzieć o trybie życia i wykonywanym zajęciu. Gdy do dyspozycji są skóra, niektóre tkanki miękkie, włosy czy treść żołądkowa (a nawet to czasami się zdarza), można o nieboszczyku powiedzieć niemal wszystko. I jednym z najlepszych na to przykładów jest Oetzi, człowiek, którego szczątki zostały znalezione ponad 20 lat temu w Alpach, a który żył ponad 5000 lat temu. Co jadł, co pił. Może był kupcem albo myśliwym. Być może zgubił drogę, a może szedł odwiedzić krewnych? O nim samym wiadomo jednak całkiem sporo.

Gdy zginął, miał 46 lat. Był dość niski, mierzył 160 cm wzrostu. Miał też reumatyzm i cierpiał na infekcję jelit spowodowaną pasożytem włosogłówką. Dzięki badaniom izotopowym szkliwa zębów wynika, że pomiędzy 3. i 5. rokiem życia (wtedy formuje się szkliwo) Oetzi mieszkał od kilkunastu do kilkudziesięciu kilometrów na południe od miejsca, w którym znaleziono jego zamarznięte ciało. Tylko tam w wodzie występuje charakterystyczna proporcja pomiędzy izotopami tlenu i argonu. Z kolei analiza kości pozwoliła stwierdzić, że dorosły Oetzi często zmieniał miejsce zamieszkania. Być może jego plemię było wędrowne albo on sam był obieżyświatem. Mógł też być handlowcem albo szpiegiem. Nie ulega jednak wątpliwości, że śniadanie w dniu swojej śmierci jadł w pobliżu miejsca, w którym przebywał jako dziecko. To wynika z analizy treści jelitowej. Może przed długą wędrówką albo niebezpieczną misją odwiedził rodzinne strony? Na pewno nie spotkał tam rodziców, bo Oetzi był bardzo wiekowy jak na swoje czasy. Jego rodzice na pewno już dawno nie żyli. Wydaje się, że Alpejczyk zajmował się – przynajmniej przez część swojego życia – wytapianiem miedzi. O tym świadczyć ma bardzo wysoki poziom izotopów miedzi i arszeniku w jego włosach. – Sprawny archeolog i antropolog na podstawie znalezionych ludzkich szczątków może bardzo precyzyjnie określić zajęcie czy zawód, który był uprawiany przez nieżyjącą osobę – mówił na antenie Polskiego Radia dr Wiesław Więckowski, antropolog i bioarcheolog z Instytutu Archeologii UW. – W literaturze opisany jest np. szkielet tancerza z Bliskiego Wschodu. Ten człowiek miał doskonale widoczne zmiany w obrębie stawów, które mogły być skutkiem akrobatycznego tańca – dodaje dr Więckowski. Wróćmy jednak do Alpejczyka. Dzięki dokładnym badaniom treści żołądkowej wiadomo, co  Oetzi jadł przed śmiercią. Dzień rozpoczął od zjedzenia ziaren zbóż, warzyw i mięsa koziorożca alpejskiego. To ostatnie jest szczególnie ciekawe, bo tego gatunku zwierząt już na Ziemi nie ma. Drugie śniadanie spożył w lesie iglastym, bo tylko tam mogły rosnąć rośliny, którymi się pożywił. Na obiad zjadł mięso jelenia. Być może upolował go w lesie, przez który przechodził, bo mięso było świeże. I wtedy przyszła śmierć.

Strzał w plecy

Maj musiał być piękny. Maj, bo w drogach oddechowych i systemie trawiennym Alpejczyka znaleziono pyłki chmielograbu wirginijskiego. To drzewo z rodziny brzozowatych kwitnie w Alpach pomiędzy kwietniem a czerwcem. Śmierć nie była nagła. Oetzi walczył z jednym lub większą liczbą przeciwników. Na jego ciele znaleziono wiele ran szarpanych. W tym bardzo głęboką i bolesną ranę prawego nadgarstka. Być może udało mu się uciec, a może to napastnicy na chwilę odpuścili. Kolejny atak nastąpił kilka godzin później. Tym razem rana była śmiertelna, bo do Alpejczyka napastnik strzelił z łuku. Na dodatek strzała wbiła się w plecy poniżej obojczyka i rozerwała tętnicę szyjną. Łucznik strzelał z pozycji klęczącej lub znajdował się poniżej swojej ofiary, bo strzała weszła w ciało od dołu. Był też stosunkowo blisko, bo strzała miała bardzo dużą prędkość. Jej kamienny, dwucentymetrowy grot jasno wskazuje miejsce, z którego pochodził łucznik. To dokładnie ten sam region Alp, z którego pochodziła ofiara. Może ofiara i napastnik (napastnicy)  znali się? Może atak nie miał podłoża rabunkowego, tylko był ostatnią fazą trwającego od dłuższego czasu konfliktu w obrębie pradawnej społeczności? To już są dywagacje, na które (najpewniej) nie uda się znaleźć odpowiedzi. Lekarze, którzy badali ciało Oetziego, stwierdzili, że nawet gdyby żył dzisiaj i od razu podjęto by akcję reanimacyjną, szanse na jego przeżycie wynosiłyby nie więcej niż 40 procent. W wyniku ataku Alpejczyk doznał rozległego zawału serca. Zmarł jednak z powodu wykrwaPwienia. Słabnąc, spadł w miejsce, w którym go znaleziono ponad 5300 lat później. Alpejczyk, choć nie żyje od tak długiego czasu, nie przestaje naukowców zaskakiwać. Wiedzą o nim bardzo dużo, ale wciąż dowiadują się nowych rzeczy.

Król na parkingu?

Oetzi jest świadkiem epoki, do której nie mamy żadnego wglądu. Czasów, w których panował inny klimat, występowały inne rośliny, a po ziemi chodziły zwierzęta, których dzisiaj już nie ma. Takich świadków jest stosunkowo niewiele. Musi zajść całkiem sporo zbiegów okoliczności, by ciało w tak doskonałym stanie przetrwało tak długi okres. Ale nawet ze źle zachowanych i pogruchotanych kości wiele można się dowiedzieć. Doskonałym przykładem na to jest żyjący ponad 550 lat temu król Anglii Ryszard III. Resztki jego szkieletu odnaleziono przy budowie miejskiego parkingu w Leicester w Wielkiej Brytanii. Ryszard III to ostatni król z dynastii Plantagenetów. Choć panował krótko, zdążył zapisał się w historii jako tyran. Został zabity w czasie przegranej bitwy pod Bosworth i pochowany w miejscowym klasztorze franciszkanów. Zabudowania klasztorne zniszczono w okresie reformacji. Na miejscu klasztoru przez długi czas był ogród, który w latach 30. i 40. XX w. został zagospodarowany na parking. Z analiz szczątków szkieletu wynika, że król w czasie bitwy otrzymał 11 ciosów, w tym 9 w głowę. Wiadomo też, że w czasie, gdy mu je zadawano, władca nie miał na głowie hełmu. Nosił jednak zbroję chroniącą ramiona. Śmiertelne najpewniej były dwa ostatnie ciosy, zadane w tył głowy: jeden mieczem, a drugi halabardą. Cios, który przeszył miednicę władcy – zdaniem badaczy – był zadany już po jego śmierci. Zresztą ciosów po śmierci było znacznie więcej. Jedno jest pewne: król zginął w walce pieszej nie z jednym, tylko z kilkoma wrogami. Tylko co robił na ziemi? Dlaczego nie siedział w siodle? Na to pytanie antropologia ani archeologia nie dają odpowiedzi. Choć ta jest znana z przekazów historycznych. 22 sierpnia 1485 r. król na czele małego oddziału rzucił się na orszak Henryka Tudora. Śmierć tego ostatniego rozstrzygnęłaby losy bitwy pod Bosworth. Za oddziałem Ryszarda III rzuciła się pogoń. W czasie walki koń króla utknął w błocie i Ryszard musiał z niego zsiąść.