Gwiazda Betlejemska

Tomasz Rożek

GN 51/2014 |

publikacja 18.12.2014 00:15

Jest wszędzie. Na kartkach z życzeniami, na budowanych w kościołach i w domach stajenkach, na czubkach choinek bożonarodzeniowych, a nawet w reklamach telewizyjnych. Gwiazda Betlejemska jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli świąt Bożego Narodzenia.

Gwiazda Betlejemska east news

Inie ma się co dziwić, w końcu to gwiazda doprowadziła do Jezusa pierwszych pogan. I to dzięki niej przed Mesjaszem na kolana padli władcy ówczesnego świata. Ale czy Gwiazda Betlejemska istniała? A jeśli tak, czym była?

Koniunkcje

Według relacji św. Mateusza „gwiazda pojawiła się na wschodzie” i była oczekiwanym przez Mędrców ze Wschodu (czyli najprawdopodobniej z Persji) znakiem narodzenia się Króla Świata. O wydarzeniu nie wiedział najpewniej król Herod, bo „dokładnie dowiedział się od nich [mędrców] o czasie pojawienia się gwiazdy” i poprosił, żeby w drodze powrotnej o wszystkim, co widzieli, mu opowiedzieli. Żydzi – nakazem prawa – nie mogli uprawiać ani astronomii, ani astrologii, stąd nie powinno dziwić, że żydowscy władcy nie mieli rozeznania, co dzieje się na nocnym niebie. „A oto gwiazda, którą ujrzeli na Wschodzie, wskazywała im drogę, a doszedłszy do miejsca, gdzie było dziecię, zatrzymała się. A ujrzawszy gwiazdę, niezmiernie się uradowali”.

Dokładna lektura nie tylko samej Ewangelii, ale także starych kronik rzymskich, chińskich czy babilońskich i połączenie wydarzeń w nich opisanych z analizami czysto astronomicznymi może rozwiązać z dużym prawdopodobieństwem zagadkę Gwiazdy Betlejemskiej. Co więcej, można się pokusić o określenie z dokładnością nie tylko co do roku, ale także co do miesiąca, kiedy Chrystus się urodził.

Zjawisko astronomiczne, które można by uznać za Gwiazdę Betlejemską, musi spełniać kilka warunków. Po pierwsze musiało być dobrze widoczne na dosyć sporym obszarze, miało być długotrwałe oraz niecodzienne (ewentualnie bardzo rzadkie).

No to zacznijmy od koniunkcji planet. To takie ustawienie planet na nocnym niebie, że dla ziemskiego odbiorcy nakładają się one na siebie albo są bardzo blisko jedna od drugiej. Starożytne źródła, ale także tablice astronomiczne mówią, że 7 roku przed Chr. koniunkcja Jowisza i Saturna na tle konstelacji Ryb zdarzyła się trzy razy. Takie zdarzenie ma miejsce nie częściej niż raz na kilkaset lat. Co ciekawe te zjawiska miały miejsce w konstelacji Ryb i Lwa. Obydwa te gwiazdozbiory były identyfikowane z Izraelem. Pierwsza, narzucająca się wręcz interpretacja dla ówczesnych astrologów była taka, że coś dzieje się w tamtym rejonie świata.

Komety i wybuchające gwiazdy

Koniunkcja dwóch planet to niejedyne wytłumaczenie zjawiska Gwiazdy Betlejemskiej. W 5  roku przed Chr. miała miejsce koniunkcja trzech planet: Jowisza, Saturna i Marsa. Ale chyba najbardziej narzucające się wytłumaczenie Gwiazdy Betlejemskiej to kometa. Problem jednak w tym, że niewiele komet widać gołym okiem. Jedyną, która może być brana pod uwagę, jest kometa Halleya. Ale ona pojawiła się nad Betlejem w 11 roku przed Chr., a to za wcześnie, nie mogła być świadkiem narodzin Dzieciątka. Co prawda, w kronikach z ówczesnych czasów można znaleźć zapiski o dwóch innych kometach, które pojawiły się bliżej daty narodzin, ale były to komety jednorazowe. Dzisiaj nie da się zweryfikować prawdziwości tych relacji. Dosyć dobrze udokumentowana jest także teoria mówiąca, że Gwiazda Betlejemska to tzw. wybuch supernowej. Supernowa to niewyobrażalna wręcz eksplozja starej gwiazdy. Wybuch daje tak dużo energii, że supernowe czasami widać nawet w dzień. Jasność gwiazdy wzrosnąć może nawet o kilkadziesiąt milionów razy! Z obliczeń, obserwacji i starych chińskich kronik wynika, że wybuch supernowej nastąpił w środku 5 roku przed Chr. Co niesłychane, niedługo potem nastąpił wybuch innej supernowej pod koniec lutego 4 roku przed Chr. Nie sposób ocenić prawdopodobieństwo nałożenia się tylu rzadkich zjawisk astronomicznych.

Nie można także wykluczyć, że Gwiazda Betlejemska to nie jedno zjawisko, ale wszystkie naraz. Nie ulega wątpliwości, że Mędrcy ze Wschodu byli doskonałymi znawcami nieba. Wiele z tych wspomnianych i innych zjawisk, o których tutaj nie napisałem, działo się na tle gwiazdozbiorów jednoznacznie kojarzonych z Izraelem. Znaków było sporo, bo doliczyć do nich trzeba także dwa zaćmienia Księżyca (wtedy jego tarcza zmienia kolor na krwistoczerwony).

Porusza się czy stoi w miejscu?

I ostatnia sprawa. Jak sobie wyobrazić poruszanie się obiektu na nocnym niebie? Gwiazda Mędrców prowadziła. Ale to nie tak, że ci nie wiedzieli, gdzie mają iść. To powiedziały im proroctwa. Podróż z Persji czy Babilonu do Izraela musiała trwać kilka tygodni. Być może w czasie jej trwania Królowie obserwowali kilka zjawisk na niebie nocnym (a może także dziennym). Jedno zjawisko się kończyło, a drugie rozpoczynało w innej części nieba. Być może dlatego odnieśli wrażenie, że gwiazda się porusza. Mogło być jednak zupełnie inaczej. Mogli widzieć cały czas jedno zjawisko (pozostałe mogły dla nich oznaczać jedynie potwierdzenie niezwykłości wydarzenia). Idąc w kierunku jakiegoś punktu na niebie, można odnieść wrażenie, że ten punk przed nami „ucieka”. Dzieje się tak np. z Księżycem, gdy poruszamy się w jego kierunku. Dlaczego tak się dzieje, to temat na osobny artykuł, ale to samo złudzenie powoduje, że zatrzymując się w jakimś miejscu, odnosimy wrażenie, że i obiekt się zatrzymuje. Co ze wskazaniem miejsca narodzin Jezusa przez gwiazdę? Część z opisanych zjawisk miała miejsce w konstelacjach wiązanych z Izraelem. Może o to chodziło? Jakkolwiek by to interpretować, astronomowie twierdzą, że ich nagromadzenie w momencie narodzin Jezusa było ogromne.