Barbarzyńcy z Peszawaru

Maciej Legutko

GN 01/2015 |

publikacja 02.02.2015 05:00

Pakistańscy talibowie, choć uważają się za gorliwych wyznawców islamu, udowodnili, że nie istnieją dla nich żadne świętości.

 Po zamachu na szkołę w Peszawarze, w którym talibowie z zimną krwią zastrzelili ponad  130 dzieci, na ulicach pakistańskich miast odbywały się demonstracje poparcia dla antyterrorystycznej operacji podjętej przez wojsko SHAHZAIB AKBER /EPA/pap Po zamachu na szkołę w Peszawarze, w którym talibowie z zimną krwią zastrzelili ponad 130 dzieci, na ulicach pakistańskich miast odbywały się demonstracje poparcia dla antyterrorystycznej operacji podjętej przez wojsko

Ponad miesiąc temu, w okrutnym ataku na szkołę w Peszawarze z zimną krwią zastrzelili 141 osób, w zdecydowanej większości niewinne dzieci. Atak nastąpił w 1,5-milionowym mieście położonym 120 km od stolicy kraju Islamabadu. W godzinach porannych przed bramą jednej z miejscowych szkół eksplodował samochód. Na miejsce przybyli strażnicy szkoły. Wybuch okazał się podstępem. W tym czasie na teren opuszczonej przez ochronę placówki wdarło się siedmiu talibów, którzy zaczęli strzelać do bezbronnych uczniów, głównie w wieku 12–16 lat. Przerażająca masakra, która wstrząsnęła całym światem, przyniosła 141 ofiar, z czego aż 132 to dzieci.

Masakra bezbronnych

Uzbrojeni po zęby zamachowcy przybyli z jasnym planem zabicia jak największej liczby osób. Nie przedstawili żądań, nie próbowali negocjować. Mieli za to przy sobie arsenał, który starczyłby „na cztery dni oblężenia”. Zabili tyle dzieci, ile udało się do momentu przybycia wojska, po czym sześciu z nich zdążyło się jeszcze wysadzić w powietrze. Przedstawiciele pakistańskiego wojska po krótkim oblężeniu zastrzelili ostatniego z morderców. To z pewnością jeden z najokrutniejszych zamachów współczesnych czasów. Już od dawna nikt nie dopuścił się tak haniebnego czynu na taką skalę. Jak zauważyły zagraniczne media, nawet masakra w szkole w Biesłanie nie była przeprowadzona z podobną premedytacją, bo wówczas dzieci zostały wzięte w niewolę jako zakładnicy. Pakistańscy talibowie od razu wzięli na siebie odpowiedzialność za ten czyn. Opublikowali w sieci zdjęcia morderców-samobójców, nazywając ich „męczennikami”. Do szkoły uczęszczało wiele dzieci żołnierzy, którzy prowadzą militarną operację przeciw talibom w graniczących z Afganistanem prowincjach. Rzecznik terrorystów Muhammad Khurasani stwierdził: „Nasza wspólnota zdecydowała się zaatakować wrogów islamu w ich domach, aby poczuli ból straty swych dzieci”. Dodał, że zabici uczniowie mogliby w przyszłości „podążyć ścieżką swych ojców oraz braci i wziąć udział w walce przeciwko nam”. Zbrodnia była tak szokująca, że odcięli się od niej nawet afgańscy talibowie, którzy złożyli kondolencje rodzicom ofiar.

Okrutni i radykalni

Korzeni obecnej zbrodniczej działalności pakistańskich talibów należy szukać jeszcze na przełomie lat 70. i 80. XX wieku, gdy rozpoczęła się radziecka inwazja w Afganistanie. Zradykalizowała ona muzułmańskich Pasztunów, którzy w realiach zimnej wojny zostali uzbrojeni i dofinansowani przez Amerykanów. Po wycofaniu się ZSRR w Afganistanie zapanowały chaos i bezprawie. W atmosferze pragnienia powrotu do porządku opartego na religii w 1994 r. w afgańskim mieście Kandahar zawiązała się radykalna grupa uczniów szkoły koranicznej, dowodzonych przez Mułłę Omara (w języku pasztuńskim słowo „talib” oznacza właśnie „student”). Błyskawicznie zyskali oni licznych zwolenników i już w 1996 r. zdobyli stolicę Kabul. Kres ich rządom przyniosła amerykańska interwencja w 2001 roku. W Pakistanie talibowie również zdobyli silne wpływy, przede wszystkim w pasztuńskich prowincjach na granicy z Afganistanem: Chajber Pasztunchwa oraz w Północnym i Południowym Waziristanie, obecnie połączonymi w tzw. Terytoria Plemienne Administrowane Federalnie. Słabość władz w Islamabadzie oraz położenie w wysokich górach, odizolowanych od reszty kraju, sprawiło, że pakistańscy talibowie de facto wywalczyli niemal całkowitą niezależność od reszty kraju, sami sprawują sądy i pilnują porządku.

Ideologia zarówno pakistańskich, jak i afgańskich talibów to skrajnie nietolerancyjne wynaturzenie islamu. Drastycznie ograniczane są prawa kobiet, zwalczane są próby edukacji dziewczynek. W 2012 r. talibowie postrzelili 15-letnią uczennicę Malalę Yousafzai, tegoroczną laureatkę Pokojowej Nagrody Nobla, która dokumentowała zamykanie przez islamskich radykałów szkół dla kobiet. Kolejnym elementem „programu” pakistańskich radykałów jest postulat zaprowadzenia szariatu w całym Pakistanie i związana z tym walka z mniejszościami religijnymi. Walka ta prowadzona jest przez terrorystyczne ugrupowanie pakistańskich talibów Tehrik-e-Taliban Pakistan (TTP), które ma już na koncie kilka barbarzyńskich zamachów. We wrześniu 2013 roku, także w Peszawarze, zamachowiec samobójca wysadził się w niedzielę podczas nabożeństwa w protestanckim kościele, zabijając 81 chrześcijan, w tym wiele dzieci. Z kolei w czerwcu 2014 roku terroryści zaatakowali największe pakistańskie lotnisko w Karaczi, zabijając 28 osób. Zostało ono odbite dopiero po całonocnym oblężeniu przez wojsko.

Koniec pobłażania

Wiele wskazuje jednak na to, że zuchwałe ataki talibów w różnych częściach Pakistanu i masakra niewinnych uczniów w Peszawarze mogą się obrócić przeciwko islamistom. Cytowany przez CNN analityk bezpieczeństwa międzynarodowego Peter Bergen uważa, że „jeżeli celem [ataku na szkołę – przyp. M.L.] było zmuszenie pakistańskiego wojska lub rządu do odwrotu, z pewnością się to nie stanie. Sądzę, że poziom oburzenia w Pakistanie przekroczył już wszelkie granice”. Pierwsze dni po ataku terrorystycznym potwierdzają – jak się zdaje – tę tezę. Ofensywa wojsk w Waziristanie, która w niemrawym tempie trwała od początku 2014 r., znacznie się nasiliła. Już dzień po zamachu dowódca pakistańskiej armii gen. Raheel Sharif poleciał do Afganistanu, aby wymóc na władzach w Kabulu zaangażowanie się we wspólną akcję militarną przeciwko talibom po obu stronach granicy. Islamscy radykałowie dobrowolnie zaprzepaścili dogodny do ustępstw wobec nich klimat polityczny, który w ostatnich latach panował w Pakistanie. Kraj jest wycieńczony kolejnymi latami zamachów terrorystycznych i rebelii przy granicy z Afganistanem. Obecny premier Nawaz Sharif wygrał wybory w 2013 r. właśnie pod hasłem negocjacji z radykałami. Atak na lotnisko w Karaczi sprowokował pakistańską armię do odwetu, ale kampania wciąż była prowadzona w ograniczonej skali. Jeszcze w 2014 r. w geście dobrej woli zwolniono z więzienia 19 lokalnych liderów talibów. Mimo tak delikatnej polityki władz największa opozycyjna partia Pakistański Ruch na rzecz Sprawiedliwości i tak apelowała o dalsze złagodzenie postępowania wobec radykałów. Natychmiast po masakrze uczniów opozycja odwołała jednak antyrządowe demonstracje i poparła siłowe rozwiązanie konfliktu.

Owoce hipokryzji

Żądna odwetu pakistańska armia przy aprobacie społeczeństwa nasiliła ofensywę. Niestety, analizując rozwój wydarzeń w ostatnich latach w Pakistanie i w całym regionie, trudno liczyć na rychłe pokonanie islamskich fanatyków. Przede wszystkim żadnej armii w historii nie udało się definitywnie podporządkować sobie pasztuńskich plemion żyjących wzdłuż afgańsko-pakistańskiej granicy. W minionym wieku klęskę poniósł ZSRR. Amerykańska armia pozbawiła talibów władzy w Afganistanie, ale również nie wyeliminowała zagrożenia z ich strony. Już po kilku miesiącach podjęli oni wojnę partyzancką i nadal są poważnym zagrożeniem dla władz w Kabulu. Trudno też liczyć na pokonanie terrorystów w Pakistanie, biorąc pod uwagę dotychczasową, bardzo niejasną politykę, jaką prowadziły władze w Islamabadzie. Nie umniejszając ogromu współczucia i solidarności z rodzinami ofiar, niemal wszystkie zagraniczne media piszące o tragedii w Peszawarze (Reuters, The Guardian, CNN) przypomniały, iż pewna odpowiedzialność za ten stan rzeczy spada również na pakistańskie władze. Nieudolnie próbowały one stosować wobec fanatyków strategię „dziel i rządź”.

Przez lata przyjmowały katastrofalnie krótkowzroczny punkt widzenia, że tolerowanie działalności talibów jest elementem regionalnej równowagi i absorbuje uwagę Indii i Stanów Zjednoczonych, konkurentów Pakistanu do dominacji w tej części świata. Pakistański wywiad miał nawet werbować islamskich radykałów do walki z indyjskim wojskiem w konflikcie o Kaszmir. Waszyngton wielokrotnie oskarżał Pakistan o „wybiórczy” stosunek do islamskich fanatyków. Nawet jeżeli założymy, że po okrutnym zamachu Islamabad porzuci dwulicową politykę wobec talibów, a kraj zjednoczy się w walce z nimi, nie gwarantuje to sukcesu. Choć armia jest liczna i posiada broń atomową, jej kondycję osłabia chroniczna niestabilność państwa. Od dwóch lat Pakistanem wstrząsają regularne strajki generalne organizowane przez największą partię opozycyjną Pakistański Ruch na rzecz Sprawiedliwości, która uważa, że wybory w 2013 r. zostały sfałszowane. Premier Nawaz Sharif jest w ostrym konflikcie nie tylko z opozycją, ale również z generalicją, która co jakiś czas nieoficjalnie grozi zamachem stanu. Nawet po tragedii w Peszawarze szef rządu oraz dowódca armii polecieli na miejsce tragedii osobno i każdy rozpoczął wyjaśnianie okoliczności masakry na własną rękę. Biorąc pod uwagę fakt, że od początku roku z Afganistanu mają się wycofać kolejne oddziały koalicji NATO, można spodziewać się, że siła talibów wzrośnie. Tylko szczera i bliska współpraca wojsk i wywiadów wszystkich graczy regionu (Indii, USA, Afganistanu i oczywiście Pakistanu) może przynieść wymierne sukcesy w walce z islamskimi fanatykami. Po zastrzeleniu 132 dzieci nikt nie ma wątpliwości, że potrzebna jest szybka i zdecydowana odpowiedź. Talibowie nie cofną się przed żadnym okrucieństwem.