Wrak znaleziony po latach

Tomasz Rożek

GN 09/2015 |

publikacja 26.02.2015 00:15

54 lata temu w Andach rozbił się mały samolot pasażerski z chilijską drużyną piłki nożnej na pokładzie. Właśnie znaleziono jego wrak.

Alpiniści przy szczątkach chilijskiego samolotu, który rozbił się w Andach 3 kwietnia 1961 roku. Wrak właśnie odnaleziono w paśmie Linares, na wysokości 3200 m n.p.m. LEONARDO ALBORNOZ /EPA/pap Alpiniści przy szczątkach chilijskiego samolotu, który rozbił się w Andach 3 kwietnia 1961 roku. Wrak właśnie odnaleziono w paśmie Linares, na wysokości 3200 m n.p.m.

W wyniku katastrofy zginęli wszyscy sportowcy. Wraku nigdy nie odnaleziono, przyczyny katastrofy nie zostały poznane. Teraz to pierwsze uległo zmianie. Choć władze nie ujawniły dokładnie miejsca, w którym znaleziono szczątki Douglas DC-3 linii lotniczych LAN Chile, poinformowały, że spoczywają w odległości 200 km od stolicy Chile Santiago, na wysokości 3200 m n.p.m.

Miejsce nieznane

3 kwietnia 1961 roku z Osorno na południu Chile wystartował samolot lecący do stolicy kraju Santiago. Na pokładzie samolotu były 24 osoby, w tym 7 zawodników narodowej drużyny piłki nożnej. Resztę pasażerów stanowili trenerzy i rodziny piłkarzy.

Z niewiadomych przyczyn samolot rozbił się wysoko w Andach. Gdy w godzinach wieczornych samolot zniknął z radarów, podjęto akcję poszukiwawczą. Obejmowała ona ogromny obszar i trwała ponad tydzień. Choć ciał piłkarzy nie odnaleziono, 17 kwietnia, a więc dwa tygodnie po katastrofie, w stolicy Chile zorganizowano uroczyste pogrzeby gwiazd sportu. Wypełnione popiołem i kamieniami trumny wystawiono na widok publiczny w budynku narodowej federacji piłkarskiej. Pogrzeb stał się narodowym wydarzeniem nie tylko w Chile, ale także w Argentynie, skąd pochodzili niektórzy pasażerowie feralnego lotu.

Choć wielokrotnie próbowano odnaleźć wrak samolotu, choć pojawiało się wiele wskazówek (np. komunikaty pilotów lecących przez Andy), bez skutku. Dopiero niedawno chilijska telewizja pokazała reportaż z miejsca katastrofy. Nie ujawniono dokładnie, gdzie ono się znajduje, ale nie ma wątpliwości, że wrak to szczątki samolotu Douglas DC-3 linii LAN. – W miejscu katastrofy jest duża część kadłuba samolotu, a wokół niego szczątki rozrzuconych rzeczy i ludzkie kości – mówił w reportażu jeden z alpinistów. Miejsce, w którym znaleziono wrak, jest bardzo trudno dostępne.

72 dni do ocalenia

Katastrofa z 1961 r. ma bardzo wiele wspólnego z inną tragedią, która rozegrała się także w Andach, ale ponad 10 lat później. 13 października 1972 roku rozbił się samolot należący do Urugwajskich Sił Powietrznych. Na pokładzie maszyny byli zawodnicy drużyny rugbystów, którzy z Urugwaju lecieli na rozgrywki do Santiago. Samolot z 45 osobami na pokładzie wystartował i z powodu złej pogody musiał zmienić trasę lotu. Silny wiatr zmniejszył prędkość maszyny, a piloci popełnili błąd w obliczeniach. Zaczęli zniżać pułap, myśląc, że przelecieli już nad górami, a tymczasem wciąż byli nad ich czubkami. Lecący w chmurach samolot rozbił się w pobliżu granicy Chile z Argentyną. Przy pierwszym uderzeniu o zbocze urwało się prawe skrzydło i statecznik pionowy.

Przy uderzeniu w kolejne wzniesienie urwane zostało lewe skrzydło. Sam kadłub zsunął się kilkaset metrów po oblodzonym stoku. Katastrofę przeżyło z niewielkimi obrażeniami ciała aż 27 pasażerów. W zimie, na wysokości 3600 m n.p.m., pasażerowie nie mieli żadnych szans na przeżycie. Nie mieli jedzenia i sprzętu ratowniczego ani lekarstw. Na okrutną ironię zakrawa fakt, że jednym z nielicznych urządzeń, jakie pasażerowie mieli, było niewielkie radio, z którego po 10 dniach od katastrofy dowiedzieli się, że... akcję poszukiwawczą odwołano, uznając wszystkich pasażerów za martwych. Jakby tego było mało, dwa tygodnie po katastrofie kadłub samolotu został przysypany lawiną śniegową. Spośród 27 ocalałych 8 zginęło, a reszta na trzy dni została uwięziona we wnętrzu samolotu. Podejmowano kilka prób odnalezienia siedzib ludzkich, ale żadna nie była udana. W czasie jednej z wypraw odnaleziono znajdujący się w odległości kilku kilometrów ogon samolotu, a w nim bagaże, z niewielką ilością żywności. 12 grudnia, a więc dwa miesiące po katastrofie, dwóch pasażerów podjęło kolejną próbę wspinaczki i przedostania się do siedzib ludzkich. Po kilkunastu dniach wędrówki udało im się dotrzeć do niewielkiej wioski, z niej informację o ocalonych przekazano do Santiago. 22 grudnia wyruszyła stamtąd ekspedycja ratunkowa. Rozbitkowie dowiedzieli się o nadciągającym ratunku za pośrednictwem tego samego odbiornika radiowego, przez który wcześniej usłyszeli o zawieszeniu akcji. Ostatni ocaleni do Santiago dotarli w Wigilię Bożego Narodzenia, 72 dni po katastrofie.