publikacja 02.04.2015 00:15
Na Politechnice Warszawskiej powstają roboty do zapylania kwiatów. Może kiedyś takie urządzenia będą ratowały ludzi przed głodem...
Jakub Szymczuk /foto gość
Dr Rafał Dalewski trzyma model robota do zapylania kwiatów
Zaczęło się w USA i Kanadzie, gdzie kilka lat temu hodowcy zauważyli, że masowo giną pszczoły. Wiosną 2007 roku ogromne straty zaczęli notować plantatorzy owoców, warzyw i roślin oleistych. Na terenach, na których pszczoły wyginęły całkowicie, trzy czwarte roślin pozostawało niezapylonych, a plony zmniejszyły się nawet o 40 proc. Gdy za oceanem niektórzy bankrutowali, problem dotarł do Europy Zachodniej. Później przyszła kolej na Europę Środkową i Azję, głównie Chiny. W Wielkiej Brytanii zaobserwowano, że giną nie tylko pszczoły, ale także gatunki z pszczołami spokrewnione, np. trzmiele. W Europie wymieraniem pszczół najbardziej dotknięte są Wielka Brytania właśnie i Bułgaria. U znalezionych martwych osobników nie wykryto żadnych chorób. Problem wszędzie wygląda tak samo. Pszczoły wylatują z ula i nie wracają. Co ciekawe, często ten masowy wylot ma miejsce w nocy. Pszczoły nie giną więc w czasie pracy, tylko jak gdyby czując zagrożenie i nie chcąc narażać królowej matki, opuszczają ul. Na początku myślano, że problemem jest jakiś wirus. Później stawiano na pierwotniaki. Pojawiła się teoria, że pszczoły giną z powodu globalnego ocieplenia. To jednak szybko okazało się raczej trikiem marketingowym, wykorzystywanym przez organizacje zielonych aktywistów. Pszczoły ginęły także na terenach, gdzie temperatura średnia przy gruncie nie ulegała zmianie. Tak szybko, jak się pojawiła, tak szybko umarła także koncepcja, że pszczoły giną z powodu upraw żywności modyfikowanej genetycznie. I ta, która mówi, że masowe wymieranie to wina fal elektromagnetycznych, a konkretnie rozwoju telefonii komórkowej. Teoria ciekawa, ale… trudna do udowodnienia. Nie ma żadnej korelacji pomiędzy największym wymieraniem pszczół a infrastrukturą komórkową. Jest jeszcze coś. Nie chodzi o samo wymieranie owadów, ale o sposób, w jaki do tego dochodzi. Pszczoły nie padały losowo, tylko grupowo. Nigdzie na świecie w ulach nie znajdowano martwych osobników. Tego zachowania nie da się wytłumaczyć wpływem fal. Szczególnie dokładnie sprawdzano teorię, że powodem wymierania jest zatrucie chemiczne owadów. Chodzi głównie o pestycydy, czyli środki ochrony roślin. Nie udało się jednak wykazać korelacji pomiędzy wymieraniem a pestycydami.
Sam robot nie jest poza tym jednostką autonomiczną, a jednym z elementów systemu – pozostałe to komputery czy czujniki, a także stacje dokujące (wymiany baterii), które nie mogą znajdować się w dużej odległości od miejsca pracy mechanicznych pszczół. Gdy pytam o wizję, w której tysiące małych robocików wylatuje rano na pole rzepaku, by wrócić po ciężkiej dniówce wieczorem, widzę na twarzy dr. Dalewskiego uśmiech. Jego roboty potrafią latać, potrafią odnajdywać kwiat konkretnego gatunku i potrafią go zapylać, ale pojemność ich baterii wystarcza na kilka minut pracy. Zresztą latające roboty to tylko jedno z rozwiązań, nad którymi się pracuje. W ramach programu, dofinansowanego w kwocie ponad miliona złotych przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, inżynierowie rozwijają trzy warianty urządzeń. – Największym wyzwaniem jest urządzenie latające. Ta część projektu jest już bardzo zaawansowana. Drugi robot to urządzenie jeżdżące, trzeci – trawersujące, czyli maszyna współrzędnościowa. Każde z tych rozwiązań przeznaczone jest do innego rodzaju upraw. Roboty te wiele też łączy. Mają wspólną metodę pozycjonowania, czyli wyszukiwania obiektów w terenie – mówi dr Dalewski. O co chodzi?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł