Dzieci są na zawsze

Joanna Bątkiewicz-Brożek

GN 46/2015 |

publikacja 12.11.2015 00:15

Dzieci zostawiają matce swoje komórki w sercu, nerkach, żołądku i mózgu. To niezwykłe odkrycie naukowców może być ważne dla mam, które straciły dzieci.

Dzieci są na zawsze

Moje dzieci są zawsze ze mną. Także fizycznie. Nie tylko ja, jako mama, przekazuję dziecku w ciąży komórki, ale i ono dzieli się nimi ze mną. Jak to możliwe? Medycyna tłumaczy to tak: już w 4. tygodniu ciąży komórki embrionalne dziecka zaczynają wędrówkę do organizmu matki. Pokonują barierę krwi i przedostają się do mózgu, a potem do serca i kilku jeszcze narządów mamy. Komórki dziecka pozostają w nas nawet na całe dekady. Zjawisko to w medycynie nazwano „embrionalno-matczynym mikrochimeryzmem”. Naukowcy twierdzą, że może ono mieć poważny wpływ na system immunologiczny kobiety. Bo komórki naszych pociech nie są bierne w naszych organizmach. Wiele wskazuje na to, że odgrywają one kluczową rolę w funkcjonowaniu organizmu kobiety.

Są w niej szczegółowe prace biologów i farmaceutów z Uniwersytetu w Singapurze. Pokusili się oni o stwierdzenie, że dziecko jest tym samym wpisane na stałe w życie kobiety, która je nosi i rodzi. Niczym wyryte na tablicy jej życia rysy. Tak naprawdę głośno o wszystkim zrobiło się, dopiero kiedy sprawę „wywęszyły” media. Przed miesiącem „New York Times” wrzucił nawet temat na okładkę. Świat się zachłysnął. Bo dotąd przecież wiedzieliśmy tylko, że w czasie każdej ciąży komórki kobiety przedostają się do organizmu jej dziecka, maluszek odżywia się i rośnie dzięki mamie. Ale kto mógł przypuszczać, że proces ten odbywa się też w drugą stronę?!

Po urodzeniu dziecka system immunologiczny kobiety pracuje na najwyższych obrotach. Wszystko traktuje jako zagrożenie. Najbardziej wojenne nastawienie mają hormony przysadki mózgowej. I dlatego organizm toczy walkę z komórkami dziecka. Ciekawy jest przy tym fakt, że niektóre z nas mają komórek płodowych więcej, inne mniej. I nie zależy to od tego, czy ciąża była donoszona, czy też przerwana. Nie u wszystkich mam też komórki dziecka zachowują się tak samo. Przypuszcza się, że niestety mogą one przyspieszyć niektóre procesy chorobowe. Choć to akurat jest jeszcze niczym niepotwierdzona hipoteza. Z pewnością to odkrycie otwiera nie tylko nieograniczone przestrzenie do rozwikłania wielu zdrowotnych zagadek, ale kto wie, czy nie i tych z pogranicza metafizyki. Bo jeśli dobrze się zastanowić – co fakt, że dziecko zostawia nam niejako w spadku swoje komórki w tylu miejscach, może oznaczać? Po pierwsze, tak po ludzku, że kobieta nigdy nie rozstanie się ze swoim potomkiem. Wiadomo, że dzieci nosimy w sercu, że je kochamy całym sobą – w kontekście odkrycia naukowców nie bez kozery mówi się często o matczynej nadopiekuńczości. Fakt, że emocjonalną zależność od dzieci potwierdza nauka, przyprawia o dreszcz wzruszenia. Mnie, jako mamę trojga dzieci, z pewnością. Ale jest też w tym wszystkim coś więcej. W internecie natrafiłam na taki wpis: „Poroniłam dzieci, ale moja otchłań tęsknoty zmniejszyła się, od kiedy wiem, że one ze mną zostały na całe życie, w moim ciele” – pisze jedna z mam. Nauka przyniosła takim kobietom choć cząstkę ukojenia. A co z tymi, które dzieci straciły przez aborcję? Odkrycie w kontekście aborcji jest w zasadzie potwierdzeniem na istnienie tak negowanego przez wiele środowisk syndromu postaborcyjnego. A przynajmniej może wyjaśniać jego mechanizm. Potwierdza jednak jedno: nie da się „usunąć” dziecka. Ono jest na zawsze. I wreszcie odkładam na bok czysto medyczne i naukowe aspekty i zakładam okulary wiary. Co widzę? Pan Bóg wpisał nasze dzieci nawet fizycznie w nasze serca. Tak samo jak mówi Pismo – każdego z nas wyrył na swoich dłoniach.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.