Marihuana wylana z kąpielą

Tomasz Rożek

GN 35/2016 |

publikacja 25.08.2016 00:00

Gdy do dyskusji na temat dopuszczenia tzw. leczniczej marihuany dołączyli ideolodzy, ci, którzy postulują całkowitą jej legalizację, temat z poziomu faktów automatycznie przeskoczył na poziom emocji. Ze szkodą dla tych, którzy rzeczywiście marihuany potrzebują.

W 2015 r. z pracy w Centrum Zdrowia Dziecka wyrzucono 
dr. Marka Bachańskiego. Leczył on preparatami z marihuany małych pacjentów, którym nie pomagały inne leki. Paweł Supernak /pap W 2015 r. z pracy w Centrum Zdrowia Dziecka wyrzucono 
dr. Marka Bachańskiego. Leczył on preparatami z marihuany małych pacjentów, którym nie pomagały inne leki.

Badań wskazujących na to, że marihuana może być skutecznym lekarstwem, jest na tyle dużo, że dyskusja z nimi nie ma większego sensu. Co jakiś czas na łamach periodyków naukowych ukazują się informacje o kolejnych odkryciach.

Na świecie

W największym skrócie: marihuana i jej pochodne hamują, w niektórych przypadkach znacząco, rozwój nowotworów przez hamowanie wzrostu śródbłonka naczyniowego. Ponadto kannabinoidy (związki zawarte w liściach marihuany) uśmierzają bóle neuropatyczne, np. w przebiegu ciężkiej i niewyleczalnej choroby, jaką jest stwardnienie rozsiane. Jako środek leczący ból pochodne marihuany mogą być stosowane u pacjentów nowotworowych. Co ciekawe, marihuana pomaga nawet tym, którym przestały przynosić ulgę leki oparte na najsilniejszych środkach przeciwbólowych. Przy tym nie uzależnia ona tak silnie jak inne leki. Preparaty na bazie wyciągu z liści marihuany zostały opatentowane i przeszły pełną drogę rejestracji leków już kilkanaście lat temu.

Preparaty leczniczej marihuany bada się także w kontekście zapalenia stawów i jelit. W USA syntetyczne związki występujące w naturze w liściach tej rośliny stosuje się w leczeniu nudności, jakie pojawiają się u pacjentów poddanych chemioterapii, i przy leczeniu anoreksji, także tej związanej z chorowaniem na AIDS. W obydwu tych przypadkach lek przeszedł badania kliniczne i został dopuszczony na rynek przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków. W trakcie testów klinicznych są preparaty służące do walki z otyłością i uzależnieniami. Potwierdzone jest korzystne działanie marihuany u osób cierpiących na jaskrę. W sumie na całym świecie opatentowanych i wprowadzonych na rynek (a więc takich, które przeszły całą ścieżkę testów i analiz, w tym badań klinicznych) jest przynajmniej kilkanaście preparatów na bazie marihuany, zarówno w formie tabletek, jak i żelu czy aerozoli podawanych doustnie.

W Polsce

Od kilku miesięcy w naszym kraju można handlować jednym preparatem, który przeznaczony jest dla osób cierpiących na stwardnienie rozsiane. Jest też lista leków, które można zgodnie z prawem sprowadzić z zagranicy, ale nie wolno nimi legalnie u nas handlować. Procedura sprowadzania takiego leku to tzw. import celowy, dotyczący tylko tych przypadków, w których zagrożone jest życie pacjenta. W sytuacji zagrożenia zdrowia sprowadzenie leku, który nie został formalnie dopuszczony w Polsce, jest możliwe tylko wtedy, gdy na naszym rynku nie ma żadnych odpowiedników. Problem z medykamentami tworzonymi na bazie marihuany polega jednak na tym, że one nie leczą żadnych chorób, które dzisiaj są niewyleczalne. One po prostu lepiej radzą sobie z wieloma dolegliwościami, na które istnieją lekarstwa. Innymi słowy, zgodnie z zapisami w Prawie farmaceutycznym oraz w rozporządzeniu Ministerstwa Zdrowia marihuanę farmaceutyczną dość trudno sprowadzić, korzystając z importu celowego. Tzw. zapotrzebowanie na lek sprowadzany z zagranicy wystawia lekarz prowadzący, ale dokumentacja musi być uzupełniona o opinię wojewódzkiego lub krajowego konsultanta w danej dziedzinie. Procedura jest zawiła i na wstępie zakłada sporo dobrych chęci ze strony lekarza prowadzącego. Ostateczną decyzję dotyczącą refundacji sprowadzonego z zagranicy leku podejmuje minister zdrowia. Cała procedura trwa ponad 3 miesiące. Jedna zgoda nie oznacza jednak automatycznego otwarcia ścieżki dla kolejnych pacjentów cierpiących na tę samą chorobę. Zarówno decyzja konsultantów wojewódzkich lub krajowych, jak i samego ministra jest zindywidualizowana. Inna osoba chcąca starać się o sprowadzenie leku z tych samych powodów medycznych musi przejść ścieżkę od początku.

Poziom faktów

Jeszcze rok temu w Polsce legalnie nie można było kupić żadnego leku, który zawierałby jakiekolwiek związki znajdujące się w marihuanie. Zmiany dotyczące dostępności leków z marihuany, których skuteczność nie ulega wątpliwości, wprowadził dopiero konserwatywny rząd PiS-u. Wcześniej chorzy musieli medyczną marihuanę przewozić nielegalnie z zagranicy. Czyli w zasadzie zajmowali się przemytem narkotyków. W 2015 r. z pracy w Centrum Zdrowia Dziecka wyrzucono dr. Marka Bachańskiego. Leczył on preparatami z marihuany małych pacjentów, którym nie pomagały inne leki. Co warte podkreślenia, medykamenty, których używał, nie były nielegalne za granicą. Dr Bachański leczył pacjentów cierpiących na lekooporną padaczkę. W 2015 roku o uregulowanie sprawy medycznego wykorzystania marihuany zaapelował Trybunał Konstytucyjny. „Badania naukowe wskazują na skuteczne działanie środka m.in. w łagodzeniu objawów chemioterapii stosowanej w chorobach nowotworowych. Marihuanę leczniczą stosuje się również przy przeciwdziałaniu negatywnym skutkom leczenia stwardnienia rozsianego oraz AIDS” – napisali w swoim oświadczeniu.

Po kilku miesiącach działania nowej regulacji jasne staje się, że dopuszczenie jednego leku oraz zgoda na indywidualny import pozostałych (o ile spełniona zostanie procedura) to stanowczo za mało. Warto jeszcze raz podkreślić, że lekarstwa zawierające w jakiejkolwiek postaci związki produkowane w marihuanie to nie żaden eksperyment. Ich skuteczność została wielokrotnie dowiedziona w takich samych testach, jakim poddawane są wszystkie inne leki dostępne na rynku. Skąd zatem taki opór przed pełnym dopuszczeniem medycznej marihuany?

Odpowiedzi jest wiele. Najbardziej prawdopodobna jest jednak ta, która mówi o oporze czysto emocjonalnym. Marihuana jest narkotykiem, łatwo dostępnym i nieskomplikowanym w produkcji. Co prawda regularne palenie marihuany nie jest tak groźne jak np. zażywanie twardych narkotyków albo nawet regularne picie alkoholu, ale nie ma wątpliwości, że konopie uzależniają i szczególnie u ludzi młodych bywają wstępem do zażywania mocniejszych środków. Często na medyczną marihuanę spoglądamy przez pryzmat narkotyków i większej ich dostępności. Takiemu spojrzeniu sprzyjają wypowiedzi niektórych polityków. Na przykład przedstawiciele partii Kukiz’15 postulują, by pacjenci mogli sami hodować konopie. Dla społecznego odbioru tego pomysłu nie ma znaczenia, że hodowla miałaby podlegać kontroli.

Skończmy z hipokryzją

Niechęć do swobodnego dostępu do narkotyków nie może być powodem sprzeciwu wobec legalizacji medycznej marihuany. Przecież wiele środków medycznych to potencjalne narkotyki. Jeżeli chcielibyśmy być konsekwentni, to ich także trzeba byłoby zakazać. Na przykład morfiny, bez której wielu ciężko chorujących pacjentów nie może funkcjonować. Po to niektóre środki wpisywane są na listę leków dostępnych tylko na receptę, by ich niepożądane wykorzystanie ograniczyć. Marihuana jest dostępna w Polsce bez większego problemu. Problemem, a w zasadzie przestępstwem, jest jednak kupienie lekarstwa dla ciężko chorej osoby. Hipokryzja w czystej postaci. Tym większa, że spora część budżetu państwa jest zapełniana przez ludzi kupujących substancje szkodliwe i uzależniające, ale jak najbardziej legalne, np. alkohol czy produkty tytoniowe. Z jednej strony państwo czerpie zyski z ich sprzedaży (podatki, akcyza), a z drugiej uniemożliwia legalne sprowadzenie uznanych leków. Dzisiaj w Sejmie wszystkie kluby parlamentarne deklarują chęć pracy nad zmianami mającymi na celu dopuszczenie do obrotu medycznej marihuany. To dobrze. Warto, by temat z poziomu emocji i politycznej kalkulacji w końcu wrócił na poziom faktów. Dopiero wtedy będzie wyraźnie słyszalny głos naukowców, lekarzy i farmaceutów.

„Sonda 2”, sobota 3 września godz. 14.35.