Upał na Arktyce

Tomasz Rożek

GN 50/2016 |

dodane 08.12.2016 00:00

To, że klimat się ociepla, nie pozostawia wątpliwości. To, że przeważająca większość naukowców jest przekonana, że dzieje się to za sprawą człowieka, też jest faktem. Nie znaczy to jednak, że mechanizmy zmian klimatu mamy rozpoznane.

Na biegunie wzrost temperatury oznacza topnienie pokrywy lodowej. Patrick Pleul /dpa/pap Na biegunie wzrost temperatury oznacza topnienie pokrywy lodowej.

To jasne, że klimat zmieniał się zawsze, bo z natury rzeczy jest czymś zmiennym. Wpływ na te zmiany może mieć wiele różnych czynników. Niektóre z nich pochodziły z kosmosu, inne z głębi Ziemi. Niektóre wiązały się z tym, co działo się na Słońcu, inne raczej z tym, co zachodziło w ziemskiej atmosferze. Wystarczy niewielka zmiana składu ziemskiej atmosfery i już zauważalna jest zmiana temperatury. Dlaczego tak się dzieje? Bo zmienia się ilość zatrzymywanej w atmosferze energii. Słońce świeci we wszystkich kierunkach tak samo mocno. Promienie słoneczne niosą energię, a ta gdy pada na powierzchnię Ziemi, ogrzewa ją. Powierzchnia Ziemi (skały, woda, śnieg, łąka) odbija jednak energię słoneczną z powrotem w kosmos, ale część tej odbitej energii zostaje w atmosferze. I bardzo dobrze! Gdyby nie ten efekt, na Ziemi panowałby wieczny lód, a o życiu moglibyśmy zapomnieć. Ziemska atmosfera przypomina szklarnię, w której – nawet bez dodatkowego ogrzewania – jest cieplej niż na wolnym powietrzu. Ten efekt szklarniowy, albo efekt cieplarniany, jest bardzo ważny dla naszego istnienia i funkcjonowania.

Co się dzieje?

System w pewnym zakresie jest w stanie się stabilizować. Ale od czasu do czasu dochodzi do wytrącenia go z równowagi. Z punktu widzenia planety takie okresy są niezwykle krótkie, ale z punktu widzenia człowieka mogą trwać setki, a nawet tysiące lat. Od kilkudziesięciu lat – na to wskazują konkretne pomiary – średnioroczna temperatura ziemskiej atmosfery podnosi się. Nie znaczy to jednak, że wszędzie dzieje się to w podobny sposób. Są miejsca, gdzie temperatura spada, ale są i takie, gdzie bardzo szybko wzrasta. Nie do końca ten mechanizm jest zrozumiany. Doskonałym tego przykładem są rejestrowane rekordowo wysokie temperatury na Arktyce. Co prawda taki scenariusz wydarzeń przewidywał już Svante Arrhenius, człowiek, który bodaj jako pierwszy – już w 1896 roku – pisał o wpływie koncentracji CO2 na temperaturę atmosfery, ale skala tego zjawiska jest zastanawiająca. I tak okazuje się, że wzrost temperatury na biegunie północnym jest prawie dwukrotnie szybszy niż uśredniony dla całej planety. Dlaczego tak się dzieje? Powodów jest wiele. W szerokościach równikowych zmiana temperatury nie ma natychmiastowego wpływu na zmianę krajobrazu. Na biegunie jest inaczej. Tutaj wzrost temperatury oznacza topnienie pokrywy lodowej. Biała powierzchnia, która działa jak lustro i dobrze odbija promienie słoneczne, zamienia się w ciemną powierzchnię wody, która energię słoneczną doskonale pochłania. Na biegunie jest też znacznie mniejsza konwekcja, czyli masy cieplejszego powietrza „trzymają się ziemi”, podczas gdy na przykład na równiku od razu są przesuwane w wyższe warstwy atmosfery. Tam, dzięki globalnej cyrkulacji powietrza, są przesuwane nad bieguny. Te mechanizmy były znane w przeszłości, ale badacze nie zdawali sobie sprawy z tego, że dodatnie sprzężenie zwrotne zadziała z taką mocą. Tam, gdzie lód zamienia się w wodę, ilość pochłanianej energii jest większa. A to dodatkowo podnosi temperaturę, która… roztapia jeszcze większe ilości lodu. Zeszłej zimy temperatura nad Morzem Czukockim wzrosła do 3 st. C, a w cieśninie Beringa nawet do 6 st. C. Tak wysokich temperatur nikt tam się nie spodziewał. Nawet w bezpośrednich okolicach bieguna północnego zeszłej zimy notowano dodatnie temperatury.

Ile może wzrosnąć?

Gdyby analizować Arktykę jako całość, w ostatnich miesiącach średnia temperatura wynosi tam o około 20 st. C więcej niż jeszcze 70 lat temu, w połowie XX wieku. Z analiz wynika, że jeżeli tempo ustępowania lodu będzie takie jak teraz, w ciągu dekady Ocean Arktyczny będzie wolny od lodu. Jeżeli tempo ustępowania lodu przyspieszy (a przyspiesza), sytuacja ta może nastąpić w ciągu następnych 2–3 lat.

W maju tego roku w zachodniej części Alaski temperatury dochodziły do 25 st. C. Pokrywa arktycznego lodu każdego dnia (!) kurczy się o kilkadziesiąt tysięcy kilometrów kwadratowych. Zmniejszanie się powierzchni lodu morskiego jest w miesiącach letnich czymś naturalnym, ale tempo tego procesu co roku jest większe. Każdego roku maleje powierzchnia lodu, czyli corocznie zmniejsza się powierzchnia odbijająca promienie słoneczne, zwiększa się natomiast powierzchnia pochłaniająca energię ze Słońca. Jakie to może mieć konsekwencje? Wszystkich jeszcze nie znamy, ale z niektórych już zdajemy sobie sprawę. Każdego roku w ziemskiej atmosferze jest więcej energii i więcej wilgoci. Powoduje to silniejsze i częściej występujące burze i huragany. W jednych miejscach oznacza to częstsze występowanie powodzi, a w innych coraz większe problemy z wodą i pustynnienie krajobrazu. Jednym z miejsc, w których wody jest coraz mniej, jest Półwysep Arabski i żyzne delty rzek Eufrat i Tygrys. To z powodu rosnących cen wody i żywności, z powodu ubożenia społeczeństwa wybuchły pierwsze rozruchy w Syrii. Jak ten konflikt potoczył się dalej, nie trzeba chyba opisywać.

Rację mają ci, którzy mówią, że zmiany klimatu to na Ziemi rzecz naturalna. Tyle tylko, że trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów też są naturalnym elementem naszego świata. To, że coś jest naturalne, wcale nie oznacza, że pożądane i oczekiwane. Regularnie napływające dane naukowe potwierdzają, że tym razem to nasza rabunkowa działalność jeżeli ocieplenia nie zainicjowała, to na pewno je rozkręciła.•

Tagi: