Kryształowy człowiek

Tomasz Rożek

GN 1/2017 |

publikacja 05.01.2017 00:00

Jacy są najbardziej znani polscy naukowcy? No wiadomo! Skłodowska, Kopernik… Eee, no i to w zasadzie tyle. Mieliśmy jeszcze jakichś? Tak, i to takich, którzy powinni być znani na całym świecie, a tymczasem nie znamy ich nawet my, Polacy. Nie mam wątpliwości, że kimś takim jest Jan Czochralski. Bez niego nie byłoby dzisiaj elektroniki.

Kryształowy człowiek nac

Nie byłoby komputerów i internetu. Nie byłoby Facebooka i tego wszystkiego, z czego korzystamy pełnymi garściami. Nie sposób wyobrazić sobie świata bez elektroniki i jej wytworów. Dzisiaj bez urządzeń, których sercem jest procesor, nie byłoby żadnych mediów. Nie byłoby samochodów ani samolotów. Nie mogłoby funkcjonować nowoczesne miasto, bo przecież mikroprocesory kierują zmianą świateł czy dostarczaniem energii elektrycznej i wody. Nie byłoby szpitali ani banków. No dobrze, to wszystko działałoby, ale tak jak w czasach przed erą komputerów. Czy potrafilibyśmy funkcjonować w takim świecie?

Jan Czochralski stał się dzięki tzw. bahnmetalowi, czyli metalowi kolejowemu, jak powszechnie nazywano jego stop, człowiekiem majętnym i szanowanym. I to nie tylko w Niemczech, ale nawet za oceanem. Na osobiste zaproszenie Henry’ego Forda popłynął do USA. Tam zaproponowano mu stanowisko dyrektora zakładów metalurgicznych, które należały do magnata i producenta samochodów. Czochralski jednak odmówił. Przyjął za to inną propozycję. Pod koniec lat 20. XX w., dzięki inicjatywie i autorytetowi prezydenta Ignacego Mościckiego, do Polski zaczęli wracać naukowcy i inżynierowie rozrzuceni przez losy historii po całym świecie. Do Warszawy, a konkretnie na Politechnikę Warszawską, wrócił też Jan Czochralski. Został najpierw profesorem kontraktowym, a potem zwyczajnym. Zrzekł się również niemieckiego obywatelstwa. Naukowiec dobrze odnalazł się w stolicy nowego państwa. Pałacyk, który kupił (przy warszawskiej ulicy Nabielaka), był ważnym punktem na kulturalnej i towarzyskiej mapie stolicy. Czochralski zapraszał do siebie zarówno uznane autorytety, jak i dobrze zapowiadających się naukowców. Finansował stypendia zdolnej młodzieży, łożył pieniądze na odrestaurowanie dworku Chopina w Żelazowej Woli. Finansował nawet prace archeologiczne w Biskupinie. Niestety, w 1939 r. wybuchła wojna.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.