Życie, życie, wszędzie życie

Tomasz Rożek

GN 18/2017 |

publikacja 04.05.2017 00:00

Kolejny księżyc Układu Słonecznego został wpisany na listę miejsc, w których prawdopodobnie istnieje życie. Wspomniana lista ciągle się wydłuża i dzisiaj liczy już przynajmniej kilka pozycji.

Enceladus. Zdjęcie wykonane przez próbnik Cassini. JPL-CALTECH/NASA/epa/pap Enceladus. Zdjęcie wykonane przez próbnik Cassini.

Kiedyś mówiło się, że na innych globach może istnieć życie. Nie patrzono jednak w kierunku któregoś konkretnego. To się zmieniło, ale nie pod wpływem badań kosmosu, tylko dzięki eksploracji Ziemi. Nurkując coraz dalej w morskich głębinach, badając coraz bardziej ekstremalne środowiska, zaczęliśmy – tutaj, na Ziemi – odnajdywać formy życia, o których nie mieliśmy pojęcia. I nagle okazało się, że życie może funkcjonować w tak skrajnych warunkach, iż naprawdę nie trzeba planety identycznej jak nasza, żeby mogło na niej coś żyć.

Argumenty już są

Chodzi oczywiście nie o życie złożone, inteligentne, tylko o proste i pewnie jednokomórkowe. Jedna z dość dobrze uargumentowanych hipotez mówi, że elementy składowe życia, czyli aminokwasy, „spadły” na Ziemię wraz z kometami. Tyle tylko, że komety uderzały (i wciąż to robią) nie tylko w powierzchnię Ziemi. Co więcej, istnieją meteoryty, w których, jak się wydaje, są ślady prostych organizmów żywych. Z eksperymentów przeprowadzonych już w erze lotów kosmicznych wiadomo, że bakterie bez problemu przeżywają nawet długotrwałe przebywanie poza ziemską atmosferą. A teraz zbierzmy to wszystko razem.

Elementy budujące najprostsze związki potrzebne do powstania życia były rozsiewane wszędzie. Istnieją (choć nieliczne) dowody na to, że proste organizmy żywe spadały na powierzchnię Ziemi (a więc i innych globów) we wnętrzu meteorytów. Poza tym na wielu globach są warunki, które w zupełności wystarczą do powstania i utrzymania prostego życia. Gdy dodać do tego, że na niektórych księżycach i planetach (np. na Marsie) widać procesy, które na Ziemi związane są z funkcjonowaniem życia… wniosek nasuwa się jeden. Jest wielce prawdopodobne, że Ziemia nie jest jedynym żywym ciałem niebieskim w Układzie Słonecznym. Takie wnioskowanie to oczywiście za mało, by ogłosić znalezienie życia poza Błękitną Planetą. Ale to wystarczająco dużo, by myśleć o misjach kosmicznych, które na części tych globów będą poszukiwały życia.

Na listę „żywych” księżyców Amerykańska Agencja Kosmiczna dopisała ostatnio jeden z kilkudziesięciu księżyców Saturna, czyli Enceladusa. W jego kierunku od dawna swój wzrok kierowali astrobiolodzy, ale niedawno odkryto, że na tym księżycu znajduje się wodór cząsteczkowy.

Kto przyniesie dowód?

Wodór cząsteczkowy to taki, w którym dwa atomy wodoru tworzą cząsteczkę H2. Na Ziemi takim wodorem „żywią się” najprostsze bakterie, które żyją na dnie oceanów, tuż przy kominach geotermalnych. To najprostsze formy życia, jakie możemy u nas znaleźć. Na Enceladusie jest wszystko, czego potrzebują te organizmy. Jest woda, są głębokie oceany (pokryte lodem), jest źródło energii, czyli wnętrze księżyca. No i jest pożywienie – znaleziony ostatnio cząsteczkowy wodór. Pod skutą lodem wodą musi być bardzo ciepło, bo już kilka lat temu odkryto gejzery wyrzucające gorącą wodę wysoko nad powierzchnię lodu. Czy istnienie warunków bardzo zbliżonych (identycznych?) do tych, które panowały na Ziemi, gdy tworzyło się na niej życie, to dowód na istnienie żywych organizmów? Nie! Ale to argument, by zagłębić się w temat i wysłać na Enceladusa sondę, która zanurkuje pod lód.

Na razie nikt jednak takiej misji na ten księżyc nie planuje. Pierwszy do zbadania, także pod kątem istnienia życia, jest inny księżyc. Jowiszowa Europa. Także ona widnieje na liście obiektów podejrzewanych o to, że są domem życia. Co prawda nie widać na niej wybuchających gorącą wodą gejzerów, ale można zauważyć pęknięcia lodu, a to sugeruje, że pod jego powierzchnią jest źródło energii, przez które lodowa powierzchnia jest poddawana naciskom i rozciągnięciom. Co ciekawe, w miejscach, w których pojawiają się pęknięcia, tam, gdzie woda wylewa się na powierzchnię księżyca (i od razu zamarza), wyraźnie widać rdzawy osad. Woda pod lodem nie jest krystalicznie czysta. Coś w niej jest. Badania (na odległość) sugerują, że są to bakterie. Bardzo dużo bakterii. Kilka dni temu NASA potwierdziła, że we współpracy z ESA (Europejska Agencja Kosmiczna) w kierunku Europy zostanie wysłana misja. Zakończy się ona w 2025 roku lądowaniem na lodowym księżycu sondy kosmicznej, która te dziwne osady zbada. Taka misja planowana jest od wielu lat. Myślano nawet o tym, by zbudować urządzenie, które przetopi się przez kilkukilometrową warstwę lodu i zbada to, co znajduje się poniżej. Ostatecznie zrezygnowano z tego pomysłu. Skoro sam księżyc wyrzuca na powierzchnię to, co znajduje się pod lodem, nie trzeba komplikować i tak trudnej misji. Wystarczy zbadać to, co znajduje się na powierzchni. Misja zostanie wystrzelona w połowie 2020 roku. Kto wie, może to ona przyniesie pierwszy niezbity dowód na pozaziemskie życie?•

TAGI: