publikacja 14.11.2019 00:00
Pięciokrotny premier, jeden z twórców lwowskiej szkoły matematycznej, był jednocześnie mistrzem ślusarskim.
wikipedia
Prof. Kazimierz Bartel (1882–1941).
Zanim objął gabinet szefa rządu II Rzeczpospolitej, prowadził pociąg pancerny, studiował filozofię, a tak w ogóle światową sławę przyniosła mu książka o perspektywie w malarstwie. O takich ludziach mówi się „człowiek renesansu”. A jednak Kazimierz Bartel, człowiek tak wielu tak różnych talentów, jest dziś prawie zupełnie zapomniany i stawiany w jednym szeregu z marionetkowymi politykami, których Józef Piłsudski używał niczym figurek na swojej szachownicy. To bardzo krzywdząca ocena, nie tylko ze względu na osobistą klasę rektora Politechniki Lwowskiej i prezesa Polskiego Towarzystwa Matematycznego. Także jako polityk Kazimierz Bartel potrafił być niezależny i mieć własne zdanie. Choćby wtedy, gdy wstawiał się za szykanowaną w procesie brzeskim opozycją i apelował do prezydenta Mościckiego o powołanie ponadpartyjnego rządu ocalenia narodowego w obliczu zbliżającej się niemieckiej agresji.
Wsiąść do pociągu… pancernego
Kolej odegrała w życiu Kazimierza Bartla zasadniczą rolę. Nie mogło być inaczej, skoro jego ojciec był maszynistą. Stąd pierwszy w jego życiu dyplom – mistrza ślusarskiego. Zanim podjął studia na Politechnice Lwowskiej, zdążył nawet popracować w warsztatach kolejowych w Stryju. Potem oczywiście stał się wybitnym matematykiem, światowym autorytetem w dziedzinie geometrii wykreślnej. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej został profesorem i objął katedrę, ale w 1919 r. znów wsiadł do pociągu, tym razem pancernego.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.