Kto tam jest?

Tomasz Rożek

GN 08/2020 |

A może nie ma nikogo? Każda informacja, która sugeruje, że kosmos mogą zamieszkiwać inteligentne cywilizacje, zyskuje ogromne zainteresowanie.

Kto tam jest?

I nie ma się co dziwić. Odkrycie, że gdzieś tam znajdują się zaawansowane cywilizacje, totalnie przeorałoby nasz świat. Kiedyś po wykładzie, na którym opowiadałem o szukaniu życia w kosmosie, jeden ze słuchaczy powiedział, że nawet gdyby je znaleziono, nic by to nie zmieniło w jego codziennym funkcjonowaniu. To prawda. Choć z drugiej strony, czy odkrycie druku zmieniło cokolwiek w codziennym funkcjonowaniu ludzi współczesnych Gutenbergowi (warto pamiętać, że druk został wynaleziony dużo wcześniej przez Chińczyków)? A czy ktokolwiek zaryzykuje stwierdzenie, że druk nie miał wpływu na rozwój cywilizacji? Podobnie jest ze wszystkimi odkryciami naukowymi czy geograficznymi. Jak zmieniło się życie ludzi w Europie po tym, gdy odkryto drogę morską do Indii? A przecież to była jedna z najważniejszych wypraw ludzkości (nawiązując do felietonu sprzed tygodnia, podtrzymuję, że to, czego dokonali Kolumb czy inni wielcy żeglarze jego czasów, było dużo trudniejsze od planowanej wyprawy człowieka na Marsa). Co zmieniło odkrycie DNA czy odkrycie faktu, że wszechświat się rozszerza? W dniu odkrycia nie zmieniło nic. Ale z czasem wpływ tego, co odkrywamy, staje się coraz większy.

Nie zgadzam się z jednym ze słuchaczy, że odkrycie życia pozaziemskiego niczego by nie zmieniło. Moim zdaniem zmieniłoby wszystko. Najpierw w tym, jak rozumiemy świat, w którym żyjemy. Potem – jakie jest nasze miejsce w tej układance. To najistotniejsze pytania, jakie możemy zadać.

W styczniu tego roku w tygodniku „Nature” ukazał się artykuł opisujący dziwną sekwencję krótkich impulsów radiowych (tzw. FRB), które docierają do nas z kosmosu. Rejestruje się je od dawna, ale zawsze zauważano pojedynczy, trwający milisekundy błysk (trzask). Nie było wiadomo, kiedy i gdzie się pojawi. W efekcie badanie ich fenomenu było niezwykle trudne. Tym razem jest jednak inaczej. Błyski radiowe pojawiają się z tego samego źródła bardzo regularnie. Mniej więcej co godzinę przez prawie 4 dni. Potem 12 dni przerwy i cała sekwencja pojawia się od nowa. I tak przez ponad rok. Astronomowie nie mają pojęcia, co może być ich źródłem. Nadlatują do nas z peryferii galaktyki spiralnej (większej od Drogi Mlecznej) oddalonej od nas o 500 mln lat świetlnych. Innymi słowy, te błyski, które dzisiaj łapiemy, powstały pół miliarda lat temu. Miejsce, w którym fale powstają, jest obszarem, w którym rodzą się nowe gwiazdy. Poza tym nie obserwuje się tam niczego specjalnego. Z analiz fal radiowych wynika, że źródło sygnałów jest otoczone silnym polem magnetycznym.

Czy to kosmici? Jakaś zaawansowana cywilizacja? Nie wolno wykluczać takiej możliwości, ale trzeba też uczciwie powiedzieć, że jest tuzin znacznie bardziej prawdopodobnych hipotez. Może to gwiazda neutronowa, która krąży wokół czarnej dziury, tak że przez 12 dni szybkie sygnały radiowe są przez dziurę przysłaniane?

Nie mamy żadnych dowodów na to, że we wszechświecie, gdzieś poza Ziemią, funkcjonuje życie (tym bardziej wielokomórkowe i inteligentne). Mamy jednak wiele poszlak, że może funkcjonować. Czy tam ktoś jest? Czas pokaże.•