Odnowiony film

Tomasz Rożek

GN 08/2020 |

publikacja 20.02.2020 00:00

Podobno ludzie, widząc nadjeżdżający pociąg, wstawali z miejsc i w popłochu uciekali sprzed ekranu. Film braci Lumière – jeden z pierwszych w historii kina – został właśnie przerobiony przez sztuczną inteligencję.

Stary film (po prawej) został „ulepszony” przez odpowiedni algorytm. W efekcie powstał obraz (z lewej), który spełnia wszystkie parametry techniczne dzisiejszych produkcji filmowych. youtube.com Stary film (po prawej) został „ulepszony” przez odpowiedni algorytm. W efekcie powstał obraz (z lewej), który spełnia wszystkie parametry techniczne dzisiejszych produkcji filmowych.

Dzisiaj trudno sobie wyobrazić szok, jaki wywołał ten obraz. W teatrach pociągi nie wjeżdżały ze sceny w kierunku widowni. W kinie było to możliwe. W 1895 roku bracia Lumière nakręcili minutowy film pod tytułem „Wjazd pociągu na stację La Ciotat” .

Ucieczka sprzed ekranu

Premiera tego filmu i jeszcze kilku innych, równie krótkich, miała miejsce w styczniu 1896 roku. Zanim film wyświetlono w specjalnie przygotowanych do tego salach, był emitowany w czasie obwoźnych pokazów, często w prywatnych mieszkaniach. Ruchomych obrazków nie traktowano wtedy jak sztuki, lecz raczej jak rozrywkę porównywalną z magicznymi sztuczkami. Zresztą, jak się okazywało, bardzo sugestywną. Jeśli wierzyć opisom pierwszych projekcji, gdy w filmie na stację La Ciotat powoli wjeżdżał parowóz z doczepionymi wagonami osobowymi, ludzie w panice wybiegali z kin. Ustawienie kamery powodowało, że pociąg, na początku mały, widoczny gdzieś w oddali, wraz z upływającymi sekundami rósł w oczach, by potem zniknąć za kadrem. Widzowie myśleli, że parowóz wjedzie na widownię i ich zmasakruje. Z dzisiejszej perspektywy to trudne do zrozumienia. Jesteśmy przyzwyczajeni do tak sugestywnych efektów specjalnych, że w kinie nic nas już nie dziwi, nawet zaawansowane efekty 3D, które wyglądają tak, jak gdyby akcja filmu odbywała się w przestrzeni przed ekranem. Jak zrozumieć strach i zaskoczenie ludzi sprzed 125 lat, widzących leniwie wjeżdżający na stację pociąg?

W filmie ludzie (nie aktorzy!), nie spiesząc się, wsiadają do pociągu w prowincjonalnym miasteczku. Inni wysiadają. Są beztroskie dzieci, są poważni kolejarze, jest bagażowy z wózkiem. Ktoś niesie walizki… Chyba tylko jeden chłopczyk (w słomkowym kapeluszu) interesuje się kinematografem, dziwnym urządzeniem stojącym na peronie. Nie ma tu fabuły, nie ma akcji. Jest jedno długie ujęcie zarejestrowane bez ruchu kamery. Nie ma też dźwięku. To krótki fragment codziennego życia francuskiego miasteczka La Ciotat na Lazurowym Wybrzeżu. Do dzisiaj na lokalnej stacji kolejowej znajduje się duże zdjęcie z kadrem z tego filmu.

Podglądanie

Film został nakręcony na 35-milimetrowej celulozowej taśmie w formacie 1,33:1 (czyli 4:3). Jak we wszystkich filmach z tamtej epoki ruch postaci jest tu nienaturalny, a jakość obrazu mocno dyskusyjna. Ale mimo tych niedoskonałości obraz jest kultowy i zajmuje bardzo ważne miejsce w historii kina. Może właśnie dlatego zdecydowano się to dzieło odnowić – ale nie ręcznie, klatka po klatce, lecz dzięki zastosowaniu algorytmów sztucznej inteligencji. Dzięki nim film sprzed 125 lat jest do zobaczenia w rozdzielczości 4K. Dodatkowo „zwiększono” liczbę klatek. Teraz film ma 60 klatek na sekundę (tamten miał mniej niż 30), co powoduje, że ruch obiektów jest płynniejszy.

To prawdziwa rewolucja. Odpowiednie oprogramowanie z niewyraźnego obrazu zrobiło minutowy klip, który wygląda, jakby nakręcono go dzisiaj. Tak jakby wynajęci i ubrani w stroje z epoki aktorzy idealnie odegrali swoje role, a montażysta dopiero w postprodukcji zdecydował się na czarno-białą wersję. W przerobionym, odnowionym filmie widać szczegóły, które trudno dostrzec w oryginalnej wersji. Eleganckie kapelusze pań, woalki, guziki w garniturach panów. Oprogramowanie, które dokonało takich cudów, nosi nazwę Gigapixel AI i zostało opracowanego przez firmę Topaz Labs. Dzięki niemu każda klatka filmu została automatycznie przeskalowana i poprawiona. Rozdzielczość klatki wzrosła kilkukrotnie, ponieważ sieć neuronowa rozpoznała niewyraźne kształty na starych klatkach i „rysowała” je od nowa. Najpierw musiała się jednak tego „nauczyć”. Proces tej cyfrowej edukacji z jednej strony polegał na „zrozumieniu” degradacji obrazu, a z drugiej na pokazywaniu filmów z epoki i poprawianiu ich. Każde dobrze wykonane zadanie zwiększało doświadczenie algorytmu. W końcu był on gotowy do pracy nad filmem z nadjeżdżającym pociągiem. Wszystko, co rozmyte, zostało wyostrzone. To, co niewyraźne, zostało dodane. W efekcie na przerobionym filmie jest więcej szczegółów niż w oryginale. Tylko czy to wciąż jest film braci Lumière? Jest to pytanie zasadne, tym bardziej że do odnowionego filmu dodano dźwięk.

Mając świadomość całego procesu, dzisiejszy widz podczas oglądania tego kultowego obrazu może być pod tak samo dużym wrażeniem jak ludzie 125 lat temu. Dzisiaj nikt pewnie nie będzie uciekał sprzed ekranu komputera. Przeciwnie. Świadomość, że poruszające się w kadrze postaci nie są aktorami, powoduje, że obraz w jakiś sposób zyskuje kolejną warstwę. Przyglądanie się temu zapisowi jest jak podglądanie nieistniejącego już świata. Podglądanie w doskonałej jakości. •