publikacja 19.03.2020 00:00
Epidemia to czysta matematyka, choć oczywiście leczenie chorych to już medycyna. Natomiast podejmowanie decyzji o strategii walki z wirusem to także szeroko pojęta polityka, gospodarka, biznes i społeczeństwo. Współczuję tym, którzy nie mając pełnych danych, muszą podejmować tak trudne decyzje.
Kiedy cały niemal świat robi wszystko, by ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa, Wielka Brytania decyduje się na strategię dokładnie odwrotną. Chce, by ten się rozniósł jak najszerzej. W ten sposób pragnie w społeczeństwie wyrobić tzw. odporność stadną. Podobnie działają szczepionki. Nie tylko chronią konkretną osobę przed infekcją, ale także tych członków społeczności, którzy z różnych względów nie zostali zaszczepieni. Szczepionki na chorobę COVID nie mamy i jeszcze długo mieć nie będziemy. Wytworzenie odporności stadnej na wirusa SARS-CoV2 Brytyjczycy chcą więc osiągnąć przez przyzwolenie na zakażenie jak największej grupy ludzi. A tymczasem m.in. w Polsce wszystkie starania koncentrują się na tym, by zakażeniu uległa jak najmniejsza grupa ludzi. To, jak postępują nasz i wiele innych rządów, można porównać do sytuacji, w której pali się dom i robimy wszystko, by maksymalnie ograniczyć straty. Nie szczędzimy więc wody, piany i innych środków gaśniczych. W płomienie wysyłamy strażaków, zamawiamy helikopter gaśniczy i sprzęt z najwyższej półki. Gdy jednak pożar będzie trwał długo, albo gdy po ugaszeniu dom zapali się po raz drugi, nasze starania będą na nic, a my zostaniemy i tak ze zgliszczami oraz bez środków, żeby dom odbudować. No chyba że kupując czas, gasząc, co się da i gdzie się da, doczekamy szczepionki. Kupowanie czasu, gdy tak mało wiemy o wirusie, wydaje się bardzo racjonalnym wyjściem. Którego jednak… nie podzielają np. Brytyjczycy. W skrócie mówiąc, uznali oni, że skoro dom się pali, należy pozwolić by wypalił się do samych fundamentów. Mamy więc stać z boku i patrzeć. A gdy popiół osiądzie, dzięki zaoszczędzonym na niegaszeniu pieniądzom szybciej poradzimy sobie z odbudową.
Która strategia jest skuteczniejsza? Nie wiadomo. Wiadomo, że restrykcyjne regulacje ogłoszone odpowiednio wcześnie w niektórych krajach dalekiej Azji spowodowały, że wirus został przygnieciony do ziemi. Wiadomo też, że w krajach, w których zbyt długo zwlekano z decyzjami, mamy kilkaset ofiar dziennie (Włochy). Tego, co teraz robią Brytyjczycy, nikt na taką skalę nie przetestował. Ich strategia opiera się na trzech założeniach: 1) wirus nie zmutuje; 2) przechodzenie choroby nie wpłynie na życie i zdrowie ludzi w dłuższej perspektywie; 3) najważniejsze, że uda się odizolować ludzi chorych i starych. Ad 1) nie wiemy, czy zmutuje; ad 2) jest coraz więcej danych mówiących, że wirus może wpływać na kondycję zdrowotną tych, którzy go przechorują; ad 3) nie ma możliwości odizolowania milionów ludzi, którzy z racji wieku i stanu zdrowia są w grupie największego ryzyka.
Rację ma premier Boris Johnson, mówiąc, że niektórym Brytyjczykom za obraną strategię walki z wirusem przyjdzie zapłacić śmiercią bliskich. Z raportu brytyjskiego Ministerstwa Zdrowia wynika, że pandemia na Wyspach może trwać do wiosny 2021 roku i pochłonąć od 300 do 500 tysięcy osób.•
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.