Gaz się nie ulotnił

Z pierwszego polskiego raportu na temat gazu łupkowego wynika, że mamy go mniej niż sądziliśmy. Mniej wcale jednak nie znaczy mało.

Reklama

Jak oszacować ilość surowca, który jest kilka kilometrów pod powierzchnią ziemi? Metod jest wiele, a każda obarczona sporym błędem. Nie wolno zapominać także o tym, że ilość surowca w złożu to nie to samo, co możliwe wydobycie. Nigdy nie da się wydobyć wszystkiego, co znajduje się pod ziemią. W przypadku gazu w złożach łupków udaje się wydobyć tylko 25 proc. tego, co w nich jest.

Mało to czy dużo?

Najlepiej pamiętamy raporty, które są dla nas najbardziej optymistyczne. Niemal rok temu amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA) opublikowała raport, z którego wynikało, że polskie złoża gazu łupkowego wynoszą 5,3 biliona metrów sześciennych. Ilość powalająca i oznaczająca pełną niezależność energetyczną przez kilkaset lat. Co prawda eksperci studzili emocje, ale kto słucha ekspertów, gdy stajemy się drugą Norwegią?

Mniej więcej w tym samym czasie światło dzienne ujrzały raporty autorstwa Advanced Resources Int. oraz Wood MacKenzie, w których polskie zasoby zostały ocenione znacznie skromniej. Według pierwszej z wymienionych instytucji, na 3 biliony metrów sześciennych, według drugiej – na 1,4 biliona.

Właśnie opublikowano raport Państwowego Instytutu Geologicznego (PIG). Jego eksperci oceniają, że zasoby polskiego gazu łupkowego wynoszą nie więcej niż 2 biliony metrów sześciennych. To liczba maksymalna (na podstawie istniejących dzisiaj danych) i dotycząca zarówno lądowej, jak i szelfowej (morskiej) części naszych złóż. Przy dzisiejszej technologii wydobycie gazu z łupków z polskich pokładów lądowych może wynieść od 0,35 biliona do 0,77 biliona metrów sześciennych. Dużo to czy mało? To dziesięć razy mniej niż wynikało z najbardziej optymistycznego raportu EIA. Tamto opracowanie dotyczyło jednak zasobów znajdujących się w złożach, a nie tych, które będzie można ze złoża wyciągnąć. Jeżeli szacunki polskich ekspertów są prawdziwe, oznacza to, że gazu łupkowego jest od 3 do 5 razy więcej niż wynoszą udokumentowane zasoby polskiego gazu konwencjonalnego. Gdyby przyjąć za podstawę obliczeń dzisiejsze zapotrzebowanie (14 miliardów metrów sześciennych rocznie), gazu z pokładów łupkowych i pokładów konwencjonalnych wystarczyłoby nam na maksymalnie 70 lat.

Różnice – rzecz normalna

Skąd różnice pomiędzy szacunkami amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej a tymi, które właśnie upublicznił Państwowy Instytut Geologiczny? Wynikają one z różnego sposobu szacowania ilości surowca. W największym skrócie, Amerykanie dokładnie przejrzeli budowę geologiczną Polski i obliczyli objętość skał, w których może znajdować się gaz. Tak zwana metoda objętościowa opiera się więc na założeniu, że wszędzie tam, gdzie gaz teoretycznie może być – jest i da się go stamtąd wyciągnąć. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Ilość możliwego do wydobycia gazu zależy np. od ciśnienia gazu w złożu, od zawartości w nim węgla czy porowatości skał i ich głębokości. Parametrów branych pod uwagę przy sporządzaniu najnowszego raportu było bardzo wiele. Część z nich ustalono na podstawie 39 odwiertów archiwalnych, jakie zrobiono w latach 1950–1990. Do opracowania najnowszego raportu nie brano pod uwagę 22 odwiertów najnowszych (wykonanych po 2010 roku). Podawanym powodem jest to, że nie wszystkie najnowsze dane zostały jeszcze opracowane. W miarę spływania tych danych, PIG będzie aktualizował swoje szacunki i publikował co dwa lata uaktualnione raporty dotyczące zasobów gazu łupkowego.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama