Godzina dla Ziemi

Od kilku lat, pod koniec marca, obchodzona jest „godzina dla Ziemi”. Jedna z bardziej idiotycznych inicjatyw zielonych.

Reklama

Na godzinę gasimy światła. Ma to pomóc w ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych i przynajmniej w niewielkim stopniu ograniczyć globalne ocieplenie. A jeżeli nie ograniczyć, to przynajmniej wprowadzić problem do obiegu medialnego. Tyle deklaracje. Jaka jest prawda? Godzina dla Ziemi nie tylko nie ogranicza, ale zwiększa emisję CO2.

Najwięcej gazów cieplarnianych produkuje przemysł i transport. W przemyśle, sporą część emituje energetyka konwencjonalna. Jeżeli więc ograniczymy zużycie prądu, ograniczymy emisję CO2. Pozostawmy na boku kwestię związku emisji CO2 ze zmianami klimatu (ta zależność nie jest wcale taka pewna). Wyłączenie świateł na godzinę nie zmniejszy emisji CO2. Elektrownie i tak będą musiały pracować, bo przecież na godzinę nikt ich nie wyłączy. Poza tym tzw. żarówki energooszczędne przy włączaniu pobierają z sieci znacznie więcej energii, niż w czasie normalnego użytkowania. Gdy minie godzina dla Ziemi i wszyscy zechcą światłą włączyć ponownie, zużycie prądu wzrośnie powyżej poziomu zwykłego użytkowania.

Można oczywiście założyć, że gaszenie świateł to akcja edukacyjna. Że da do myślenia tym, którzy nad sprawami środowiska nigdy się nie zastanawiali. Kilka lat temu komentator dziennika Independent, napisał, że jesteśmy ostatnim pokoleniem, które żyło w warunkach pozwalających cywilizacji wykiełkować, rozwijać się i zakwitnąć. Zapytany czy nie przesadził, odpowiedział, że zmiany klimatu to sprawa tak poważna, że usprawiedliwione są tego typu skróty myślowe. Tyle tylko, że dziennikarz nie zaprezentował żadnego skrótu, tylko zwykłe kłamstwo. A sprawy środowiska naturalnego są zbyt poważne, by stosować kłamstwa czy akcje pod publikę. O środowisko naturalne powinno się, trzeba, dbać, ale zawężanie wszystkich problemów ekologicznych tylko do kwestii ograniczania emisji CO2 jest poważnym błędem. Gdy to wszystko podparte jest o liczby z sufitu, naciągnięte fakty i nadinterpretowane prognozy, zamiast ludzi uwrażliwiać, zaczniemy na problemy środowiska naturalnego znieczulać. A pracy przed nami sporo. No ale skoro i tak jesteśmy ostatnim pokoleniem…

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • KaeL
    01.04.2012 14:05
    Nie bardzo wiem, jak to napisac, zeby Pana Redaktora nie urazic...

    Sprobuje pytaniem: Jest Pan fizykiem, ktory wypowiada sie o elektrowniach. Czy slyszal Pan cos o regulacji elektrowni? O tym, ze moc elektrowni dopasowuje sie do zuzycia, bo przeciez pradu nie maganzynujemy? A mniej produkcji mocy to i mniejsze zuzycie paliwa. Czyli oszczednosc, nawet niewielka, "na przyszlosc".
    Pomijajac fakt, ze durne zarownki energooszczedne z rtecia to zaden zysk dla srodowiska. Na szczescie mamy juz LED.

    Jest Pan zwolennikiem tezy, ze klimat sie nie zmienia, nic nie trzeba oszczedzac, zyjmy jak do tej pory, Pan Bog sie o nas zatroszczy jak by co...
    Czy moze uwaza Pan, ze trzeba zaczac od budowy elektorwni atomowych (o odpady niech sie Pana dzieci troszcza) i to zalatwi caly problem klimatu i srodowiska?

    Czy moze po prostu nie widzi Pan zadnych zmian klimatu? Ja moze zyje nieco dluzej niz Pan, ale ja - widze. Klimat jest coraz bardziej ekstremalny, zmiany pogody sa gwaltowne, susze i powodzie coraz czestsze....
    I to wszystko naprawde bez udzialu czlowieka?
    Naprawde nic nie musimy zmieniac?
  • Tomek
    01.04.2012 14:32
    "Wielu cwaniaków, zarówno lewaków żyjących z dotacji, jak i lobbystów wielkich koncernów, robi niezły biznes na "eko". Na tej podstawie należy uznać, że wszelkie mówienie o zagrożeniu dla środowiska i niszczeniu przyrody to wciskanie kitu i megaściema."

    Niestety, mam wrażenie że powyzszy sposób rozumowania jest charakterystyczny dla wielu osób. Co gorsza, tego typu rozumowanie jest uważane za przejaw dobrego tonu w środowiskach określających sie jako chrześcijańskie czy patriotyczne.
  • Tomek
    01.04.2012 14:32
    "Wielu cwaniaków, zarówno lewaków żyjących z dotacji, jak i lobbystów wielkich koncernów, robi niezły biznes na "eko". Na tej podstawie należy uznać, że wszelkie mówienie o zagrożeniu dla środowiska i niszczeniu przyrody to wciskanie kitu i megaściema."

    Niestety, mam wrażenie że powyzszy sposób rozumowania jest charakterystyczny dla wielu osób. Co gorsza, tego typu rozumowanie jest uważane za przejaw dobrego tonu w środowiskach określających sie jako chrześcijańskie czy patriotyczne.
  • protestuje
    01.04.2012 19:27
    Uważam ze akcja edukacyjna potrzebna jest autorowi artykulu. Proszę spojrzeć na stronę małopolskiej sieci monitorowania powietrza http://213.17.128.227/iseo/. W grudniu na alei Krasińskiego w Krakowie stężenie PM 10 w wysokości 50 % dopuszczalnego zdarzyło się tylko raz na 31 dni. 20 grudnia stężenie przekraczało 600% normy. Czy ktoś słyszał o zakazie wychodzenia z domu w tym dniu? 6 lutego maszynka "zepsuła" się i pomiary zostały wznowione 28 marca. Czy w związku z zabójczym stężeniem PM 10 władze miejskie poczyniły jakiekolwiek starania w ruchu na tej ulicy? Dzieki polskiemu veto panuje absolutny zakaz dyskutowania i popularyzowania stanu atmosfery w polskich miastach.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama