To będzie coś...

Mniej więcej za rok w okolicy Ziemi przeleci kometa. Będzie tak jasna, że może nawet przyćmić Księżyc. To będzie prawdziwe widowisko.

Reklama

Im bliżej Słońca, tym komety są jaśniejsze (bardziej widoczne). Nie, nie dlatego, że Słońce je oświetla i dzięki temu lepiej je widać. Bliżej gwiazdy jądro komety szybciej się topi, a warkocz komety, czyli to, co obserwujemy, to nic innego jak odrywające się od centrum komety pył i kawałki skalne. Co ciekawe, warkocz komety nie zawsze leci za jej centralną częścią. Gdy kometa leci w kierunku Słońca, to tak rzeczywiście jest. Gdy jednak od Słońca się oddala, warkocz leci pierwszy, a dopiero za nim jądro komety. To zjawisko dosyć łatwo wytłumaczyć. To nie pęd powietrza powoduje, że warkocz lecącej komety łopocze za nią jak flaga czy wstążka przywiązana do jadącego samochodu. Przecież w kosmosie panuje próżnia. Warkocz komety „ustawiany” jest przez tzw. wiatr słoneczny, czyli cząstki emitowane z powierzchni naszej gwiazdy. Gdy kometa leci w kierunku gwiazdy, wiatr słoneczny powoduje, że warkocz leci za kometą, ale gdy od gwiazdy się oddala, warkocz leci pierwszy. Niezależnie od kierunku, im większy warkocz, tym więcej odbija światła i tym lepiej go widać.

Narodziny na prowincji

Kometa, o której mowa, została odkryta dopiero w tym roku. Międzynarodowa Unia Astronomiczna nadała jej mało romantyczną nazwę 2012 S1. Nie jest kometą okresową (a więc taką, która regularnie zapędza się w nasze rejony Układu Słonecznego), tylko najpewniej uciekinierem z Obłoku Oorta. To obszar znajdujący się na dalekich peryferiach Układu Słonecznego, „składowisko” planetoid, asteroid i komet. Od czasu do czasu, gdy dojdzie w tym rezerwuarze do przypadkowej kolizji dwóch niewielkich ciał niebieskich, któreś z nich, albo odłupany kawałek któregoś z nich, może zostać wyrzucone w przestrzeń kosmiczną. Jest spora szansa, że poleci w kierunku Słońca. Tak rodzą się komety. W kierunku 2012 S1 skierowanych jest wiele teleskopów. Także tych amatorskich, choć na razie widać ją tylko przez te największe. Ale już dzisiaj astronomowie mówią, że jak na odległość, w jakiej się znajduje, jest bardzo jasna. Jest też duża. Najpewniej ma około 3 km średnicy.

Powoli się rozgrzewa i im będzie bliżej Słońca, tym będzie miała dłuższy i bardziej widoczny warkocz. Z pierwszych obliczeń wynika, że S1 przeleci bardzo blisko naszej gwiazdy, w odległości „zaledwie” 2 mln kilometrów. Gdyby tak rzeczywiście było, a może to nastąpić na przełomie 2013 i 2014 roku, kometa byłaby jaśniejsza od Księżyca w pełni. Niewykluczone, że byłoby ją widać nawet w ciągu dnia. Już dzisiaj agencje kosmiczne deklarują, że przelatującej komecie będą robiły zdjęcia łaziki i orbitery znajdujące się (i przeprowadzające badania) w różnych częściach Układu Słonecznego. – Jeśli spełnią się nasze oczekiwania, może stać się jedną z najjaśniejszych komet w historii – powiedział Raminder Samra, astronom H.R. MacMillan Space Centre w Vancouver (Kanada). Czy oczekiwania mogą się nie spełnić? Tak. Kometa może się w każdej chwili rozpaść. Choć to mało prawdopodobne, to jednak możliwe. Z tak dużej odległości trudno też z dużą precyzją określić jej trajektorię. Z czasem szacunki astronomów będą coraz dokładniejsze. W końcu przelatując blisko Słońca, kometa może zostać przez naszą dzienną gwiazdę „wciągnięta” albo rozerwana. Wtedy widowisko będzie tylko częściowe. Wspomnianych czynników nie sposób przewidzieć. Trzeba czekać i obserwować.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama