Skąd te kamienie?

Napięcie rośnie jak u Hitchcocka. Media piszą o nowym zagrożeniu tak, jak gdyby dopiero co się ono pojawiło. Czy tym razem przeżyjemy? Asteroidy i meteory są elementem naszego świata. Były, są i zawsze będą. Tylko... skąd się biorą?

Reklama

Gdy piszę ten artykuł, w pobliżu Ziemi właśnie przelatuje asteroida 2013 RQ5. Najmniejsza odległość, na jaką zbliży się do nas, wyniesie ponad 1,5 miliona kilometrów, a więc będzie to prawie pięć razy dalej niż dystans pomiędzy Ziemią a Księżycem. To za dużo, by zrobić z tego medialne wydarzenie. Poza tym skała z kosmosu jest stosunkowo niewielka, bo ma tylko 25 metrów średnicy. Co prawda gdyby uderzyła w Ziemię, narobiłaby sporego rabanu, ale w porównaniu z asteroidami kilkusetmetrowymi jej 25 metrów rzeczywiście nie robi wrażenia.

Wczesne ostrzeganie

Informowanie o dużych asteroidach zagrażających Ziemi zdarza się kilka razy w roku. Nagle w głównych wydaniach wiadomości pojawia się mrożąca krew w żyłach informacja, że w naszym kierunku coś leci. Potem dostajemy listę zagrożeń i pada zawieszone w próżni pytanie: czy tym razem nam się uda? Cóż, uda, bo gdyby się miało nie udać, wiedzielibyśmy o tym sporo przed czasem. Asteroidy, które z powodu swojej wielkości stanowią zagrożenie, są ściśle monitorowane. Duże agencje kosmiczne, takie jak np. NASA, mają swoje programy wczesnego ostrzegania. W niebo skierowane są różnego rodzaju urządzenia, które nie tylko wyszukują pędzące w naszym kierunku skały, ale także sprawdzają, czy te kiedyś znalezione poruszają się po wyliczonych przez komputery torach. Wszystko jest aktualizowane, a każdy nowy pomiar wprowadza się do potężnych komputerów. Kilka tygodni temu NASA opublikowała mapę asteroid znajdujących się w najbliższej okolicy Ziemi. W sumie zaznaczono ich około półtora tysiąca! To były tylko te największe (powyżej 140 m średnicy) i te, których orbity są „niedaleko” (poniżej 7,5 mln kilometrów) Ziemi. Zaznaczono od razu, że w najbliższych 100 latach żadna z nich w nas nie uderzy. W kolejnych 100 kolizja jest niezwykle mało prawdopodobna.

Daleko od centrum

Gdyby chcieć skatalogować wszystkie, a nie tylko te największe kosmiczne skały, które krążą w naszym otoczeniu, lista miałaby długość dziesiątek tysięcy pozycji.

Skąd taka ogromna ilość? Po pierwsze warto zaznaczyć, że ich łączna masa to ułamek ułamków masy Układu Słonecznego. To tak jak porównywać ziarenko piasku do łańcucha Himalajów. Ponad 99 proc. masy całego Układu Słonecznego stanowi Słońce. Mniej niż 1 proc. ważą wszystkie planety, księżyce i asteroidy, planetoidy i komety razem. Skąd się wzięły te ostatnie? One nie są przybyszami spoza naszego układu. One są tym samym, czym Ziemia albo inne planety. To niewykorzystany materiał bardzo wczesnego Układu Słonecznego. Formowanie planet nie było zjawiskiem uporządkowanym i przewidywalnym. Coraz większe kawały materii zderzały się ze sobą, a siła ich kolizji była tak duża, że w większości przypadków raczej sklejały się, niż rozpadały. Zanim taki rozgrzany do czerwoności glob zdążył wystygnąć, uderzał w niego kolejny obiekt i historia się powtarzała. Protoplanety powiększały się, a „wolnych” kawałków kosmicznych skał było coraz mniej. Nie cały jednak materiał został na tym etapie kształtowania się Układu Słonecznego wykorzystany. Niewielkie kawałki skalne zgromadziły się w Układzie Słonecznym w dwóch miejscach. Jedno to pas pomiędzy orbitami Marsa i Jowisza. Drugie to obszar na peryferiach naszego świata.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama