Tajfun niewiadomych

Na Filipinach z powodu przejścia tajfunu Haiyan zginęło kilkanaście tysięcy ludzi. Wciąż niewiele wiemy o tego typu zdarzeniach.

Zawsze w takiej sytuacji, a szczególnie gdy trwa światowa konferencja klimatyczna, pojawia się pytanie: czy szczególnie gwałtowny kataklizm ma związek z działalnością człowieka? Na to pytanie nie da się jednak odpowiedzieć. „Haiyan” był naprawdę potężny. Gdy znad Pacyfiku wdzierał się na Filipiny, miał średnicę 600 km, a w jego wnętrzu wiatr wiał z prędkością przeszło 300 km/h. Zwykle tajfuny są mniejsze i nie „niosą” tak ogromnej energii. Dlaczego akurat ten tak urósł? Nie wiadomo. Ale to nie powinno nikogo dziwić. Nie wiemy, dlaczego mgła pojawia się w konkretnym miejscu; nie wiemy, dlaczego przy wielu komórkach burzowych, burza tworzy się tylko w niektórych. W końcu nie potrafimy określić, czy i kiedy z chmury będzie padał deszcz albo śnieg.

Spokojnie, spokojniej, tajfun

Co oczywiście nie znaczy, że nie mamy pojęcia, jak powstają tajfuny. Cyklony, huragany czy tajfuny (nazwa zależy od miejsca powstania) to najgwałtowniejsze zjawiska pogodowe występujące na Ziemi. Powstają w spokojnych i ciepłych rejonach równikowych Atlantyku, Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego. Rodzą się, gdy niebo jest bezchmurne, a słońce jasno świeci. Nie, nie rodzą się w gwałtownych okolicznościach czy w nieprzyjaznych miejscach. Ich początek jest tam, gdzie każdy (szczególnie zimą) chciałby pojechać na wakacje. Gdy już jednak powstaną, są siłą nie do ogarnięcia. Nie tylko nie da się powiedzieć, gdzie powstaną, ale nawet jaką trasą będą się poruszały. 48-godzinna prognoza pogody pozwala przewidzieć trajektorię cyklonu z dokładnością około 400 km. Czasami pędzące cyklony w jednej chwili zmieniają diametralnie swoją drogę, kiedy indziej poruszają się po liniach prostych. Nie można także przewidzieć ich mocy. Można (z satelity) obserwować tajfun i ewakuować ludzi. Tajfuny swoją siłę biorą z wody (konkretnie z pary wodnej), dlatego gdy wdzierają się na ląd – słabną. Często jest jednak tak, że z lądu z powrotem „wlatują” nad wodę, nabierają sił i znowu atakują ląd. Średnio żyją kilkanaście dni, w czasie których często pokonują wiele tysięcy kilometrów. Gdy jest po wszystkim, pozostaje po nich bezchmurne niebo, jasno świecące słońce i… tragedia milionów ludzi. A wracając do tajfunu „Haiyan”.

– Bardzo chciałbym wiedzieć, skąd taka ogromna jego moc – powiedział tygodnikowi naukowemu „Science” meteorolog Jeff Masters. – Po prostu brakuje nam danych obserwacyjnych – dodał. Nic dziwnego. Tajfunów nie bada się tak jak zwykłych burz, bo to zbyt niebezpieczne.

Wszystko w normie

„Haiyan” został uznany za tajfun piątej, czyli najwyższej, kategorii. I choć trudno wobec ludzkiego nieszczęścia wspominać o statystyce, bez niej nie da się na sprawę spojrzeć całościowo. To prawda, że „Haiyan” był szczególnie silny, ale w tym roku podobnie silnych tajfunów było już 5. I ta liczba, jako średnia występujących w roku tajfunów, utrzymuje się od lat. Co więcej, w ciągu ostatnich 2–3 lat liczba cyklonów utrzymuje się poniżej wieloletniej średniej. Co prawda teoretycznie ich liczba i moc wraz ze wzrostem temperatury oceanu powinna wzrastać, ale w statystykach tego wzrostu nie widać. W takim razie, co się dzieje? No i tu jest właśnie problem. Nie wiemy. Nie rozumiemy mechanizmów, które rządzą pogodą. Nie ogarniamy ich całościowo, globalnie, ale jeszcze większe problemy mamy z ich przewidywaniem lokalnie. Tak też było w przypadku „Hai- yan”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja