Elektronika nas zmienia

Nie mam zamiaru narzekać, nie mam zamiaru biadolić. Elektronika, którą tak ochoczo się otaczamy, zmienia nas. Nasze mózgi, nasze ciała. Czy to źle? Nie wiem. Na pewno tak jest wygodnie.

Reklama

Zgoda, wygoda to dość krótkowzroczne kryterium wyboru. Ale nie oszukujmy się, decydując się na rozwój, stawiamy właśnie na wygodę i polepszanie jakości życia. Trzeba mieć jednak świadomość, że jesteśmy organizmami, które adaptują się do nowych warunków. Dzięki temu – jako gatunek – osiągnęliśmy sukces ewolucyjny. Ta cecha (zresztą nie tylko nasza, ale całego świata ożywionego) oznacza jednak, że nasze zwyczaje, nasze emocje i nasze ciała ulegają zmianie pod wpływem tego, co sami stworzyliśmy. To proces nieunikniony i wbrew pozorom dość szybki.
 

Rośniemy

Patrząc na sprawę szerzej, mamy inną dietę niż nasi przodkowie, inny tryb życia, inne potrzeby i inne wymagania. Od kilkudziesięciu lat średni wzrost ludzi zwiększa się. Powodów tego wzrostu jest wiele. Dobre odżywianie, zaspokajanie wszystkich biologicznych potrzeb organizmu, ale także bezprecedensowy rozwój medycyny i... coraz większa ilość dodatków do żywności. Ścieżki, którymi idzie ewolucja, są nieodgadnione, ale kto wie, może za kilkaset lat standardowo będziemy mierzyli ponad 2 metry... Być może w przyszłości będziemy mieli nieproporcjonalnie długie ręce i palce. Już dzisiaj z powodu SMS-owania, pisania na klawiaturze komputera czy używania konsoli do gier naukowcy zauważają zmiany w budowie stawów w dłoniach młodych ludzi.

Zmniejszanie mózgu z powodu mniejszej ilości informacji do zapamiętania nam nie grozi. Już nie tylko praktyka pokazuje, ale także coraz większa ilość ekspertów od edukacji postuluje, żeby dzieci nie uczyły się w szkole na pamięć, żeby nie wkuwały informacji z poszczególnych przedmiotów, bo wszystko można znaleźć w internetowych bazach danych i encyklopediach. Informacja jest dostępna dosłownie na wyciągnięcie ręki, w telefonie podłączonym do internetu.

Za chwilę nie będzie trzeba po informację wyciągać nawet ręki. Przecież już dzisiaj można kupić okulary, które wszystko, co chcemy, wyświetlą nam przed samymi oczami. Po co w takim razie wkładać informacje do głowy? Czy to nie marnowanie czasu i naszej „przestrzeni dyskowej”, czyli mózgu?

O pojemność mózgu nie trzeba się martwić, kłopotem jest raczej czas, który poświęcamy na naukę. Nie jest prawdą, że współcześni uczniowie uczą się coraz mniej. Uczą się po prostu inaczej i innych rzeczy niż ich rodzice czy dziadkowie. Mało kto dzisiaj zna inwokację „Pana Tadeusza” na pamięć. To miejsce zajęła wiedza chociażby o funkcjonowaniu portali społecznościowych. Dzieci dzisiaj (wbrew temu, co często twierdzą ich dziadkowie) wcale nie są mądrzejsze od dzieci w przeszłości. Wiedza dzieci jest po prostu dostosowana do wyzwań czasów, w których żyją. Osoby starsze mają z tymi wyzwaniami problem.
 

Cyfrowe życie

Znajomy, tata dwójki dzieci, z których jedno jest w gimnazjum, a drugie w ostatnich klasach szkoły podstawowej, powiedział mi, że jego pociechy nie znają na wyrywki alfabetu. Wiesz – mówi – ja uczyłem się go, wertując słowniki w poszukiwaniu pisowni trudnego słowa, albo encyklopedie, gdy chciałem znaleźć konkretne hasło. Dzisiaj nikt nie wertuje książek. Po prostu wpisuje hasło w internetowy słownik i od razu dostaje odpowiedź. Wydaje się, że alfabet jest bezwzględną podstawą nauki każdego języka. A może tak jest tylko w naszych starszych głowach? W niektórych szkołach w Finlandii dzieci nie uczą się pisma ręcznego, tylko od razu piszą na klawiaturach. W Polsce takiej szkoły chyba jeszcze nie ma, ale to tylko kwestia czasu. Po co uczyć się ręcznego pisania, skoro przeważająca większość z nas w przeważającej większości przypadków pismem ręcznym się nie posługuje. Schludne ręczne pisanie jest oczywiście nie tylko celem edukacji, ale także środkiem do rozwoju tych części mózgu, które w późniejszym życiu odpowiadają za precyzję ruchów, wyobraźnię przestrzenną czy orientację w przestrzeni. Czy te umiejętności nie ucierpią bez lekcji starannego pisania? Nie. Badania wskazują, że dzieci, które na komputerze rysują czy grają w gry wymagające precyzji ruchów, radzą sobie równie dobrze, a czasami nawet lepiej od tych, które uczą się pisania na kartce.

I znowu powraca pytanie: co w dorosłym życiu kogoś, kto teraz jest dzieckiem, będzie bardziej przydatne? Umiejętność szybkiego pisania na klawiaturze (ekranie) czy starannego pisania na kartce? Oczywiście zawsze można powiedzieć, że przyda się i jedno, i drugie, ale tutaj wpadamy w pułapkę. Mózg każdego z nas ma dość ograniczony czas na szybkie uczenie się. Psychologowie, pedagodzy czy neurolodzy są zgodni co do tego, że każdy z nas rodzi się z mózgiem potencjalnego geniusza. Z wiekiem mózg z organu nastawionego na pochłanianie informacji zamienia się w „urządzenie” do analizowania posiadanych informacji i sprawnego ich wykorzystywania. Proces intensywnej edukacji nie może trwać bez końca, bo w pewnym wieku staje się po prostu nieefektywny. Innymi słowy, nie da się nauczyć wszystkiego, trzeba wybrać, a jednym z kryteriów wyboru powinna być chyba przydatność zdobywanej wiedzy i umiejętności w życiu codziennym. Kiedy kończy się okres, w którym nasz mózg wydajnie się uczy? To nie jest oczywiście jeden moment, ale przyjmuje się, że trwa on do 20. roku życia. W tym czasie zmienia się architektura mózgu. W niektórych jego partiach obumiera nawet 85 proc. neuronów. To nie znaczy, że mózg się zmniejsza. Jako swego rodzaju rekompensata rozbudowują się inne części mózgu. Zapamiętana informacja nie ginie, zaczyna się czas, kiedy będzie wykorzystywana.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • kilof
    19.02.2015 15:05
    Ewolucja?
    Ja tam od rzodkiewki nie pochodzę. Moim jedynym stwórcą jest Pan. Żadna pomylona teoria do niczego mnie nie przystosowała, ani moich przodków. A jako gatunek odnieśliśmy jakiś sukces?
    W te dyrdymały dawno przestałem wierzyć.
    Ale ja jestem kilof. Już nawet nie młot.
    Właśnie pół roku temu przy przeprowadzce wyrzuciłem na makulaturę kilkadziesiąt ulubionych książek z biologi i o ewolucji.
    Będą mi damo stały na półce i zbierały kurz?
    Wolę być kilofem, niż wierzyć w te brednie.
    Ale Pan doktor jeszcze młody, jeszcze dojrzeje. Czego mu z całego serca życzę.
    Nie ma co jak być głupim dla świata.
    Oto prawdziwy powiew wolności.
  • kwazar
    19.02.2015 21:42
    Panie doktorze.
    Postulat, aby dzieci nie uczyły się na pamięć, słyszę od 30 lat. Jest on sukcesywnie wdrażany w praktyce szkolnej.

    Skutki tego są opłakane, co widać w wynikach testów egzaminacyjnych z przedmiotów ścisłych. Wpływa to również na poziom mojej satysfakcji zawodowej, co niejaki Legutko Piotr chce ewaluować za pomocą EWD.

    Z punktu widzenia mojej kilkudziesięcioletniej praktyki nauczycielskiej, wszystkich tych ekspertów, którzy uprawiają ten "antypamięciowy" paradygmat edukacyjny, mam za zwykłych osłów i baranów. Nawet za komuny eksperci edukacyjni nie byli tak durni, jak obecni.

    Jestem bardzo wdzięczny mojej polonistce, która w 7 klasie szkoły podstawowej kazała nam się nauczyć na pamięć trzech obszernych fragmentów "Pana Tadeusza", którego też przeczytaliśmy w całości. Byliśmy odpytywani z najdrobniejszych szczegółów.
    I zapewniam Pana, że nikt z nas nie czuł się szykanowany, ani prześladowany z tego powodu.
    Podobnie było z innymi lekturami.
    Później w latach dorosłych jeszcze dwa razy przeczytałem ów poemat, odkrywając w niem zupełnie nowe rzeczy. Z filmu Wajdy natomiast uciekłem w popłochu, jak przed czymś ordynarnym i zepsutym.

    Jestem przekonany, że też dzięki temu, nie miałem większych trudności w nauce przedmiotów ścisłych, a najsampierw z matematyką, która jest pierwszą wśród nauk humanistycznych.

    Wszelkie informacje na wyciągnięcie ręki, poprzez sieć, mam ja i Pan. Ale ktoś kto ma ukształtowany umysł, w który wdrukowaliśmy tysiące pojęć i struktur, wiemy czego szukać, gdzie szukać, a jak to znajdziemy i przeczytamy rozumiemy to i umiemy krytycznie odnieść się do zdobytej wiedzy.

    Przepraszam, dziecko też to potrafi? Mając pustą pamięć samo zdobędzie jakąś wiedzę w guglach? Pamięć człowieka ma być zastąpiona spisem haseł do wklepania? Dziecko niech się nie uczy na pamięć "Pana Tadeusza", ma się nauczyć na pamięć jak działa fejsik? Ale tego drugiego nie musi uczyć się na pamięć, bo obsługa jest intuicyjna!

    Komputer ma być dołączony do mózgu, czy mózg ma być dołączony do komputera?

    Ten dylemat trzeba rozwiązać. Inaczej może się okazać, że lodówka będzie inteligentniejsza od przeciętnego człowieka. I nie jest to żart, bowiem obserwuję już ten proces na własne oczy.

    Córka koleżanki pracuje w restauracji w Londynie. Szefowa kazała Anglikowi policzyć krzesła na sali. Tego arcytrudnego zadania nie powierzyła głupawej Polce.
    Angol przystąpił do liczenia: wziął kalkulator w dłoń, stanął przy pierwszym krześle, wcisnął 1, następnie podszedł do kolejnego krzesła, nacisnął + oraz 1, itd. Po dojściu do ostatniego krzesła na sali wcisnął = i z wynikiem na wyświetlaczu udał się do szefowej złożyć meldunek z przeliczenia krzeseł.

    Tak oto mamy zwycięstwo rozumu nad techniką. W Polsce jest już prawie tak samo.
    Na szczęście do emerytury mam już niewiele. Nie będę musiał uczyć lodówek i odkurzaczy.

    Co do samej perspektywy tego skoku technicznego, to uważam, że wszystko może się potoczyć jeszcze w zupełnie innym kierunku.

    O ile mnie pamięć nie myli (no właśnie pamięć), jeśli w stratosferze nad Chicago wybuchnie średniej mocy bomba jądrowa, impuls elektromagnetyczny trwale uszkodzi wszystkie urządzenia elektrotechniczne i elektroniczne na obszarze prawie całego kontynentu. Słowem nie będzie prądu i nie będą działać żadne urządzenia. I to dopiero będzie Armagedon.

    I co na to ewolucja? Mniejsza o to.
    Co na to Pan Bóg? O to jest pytanie?
    Czy gdzieś tam nie czai się chichot boży ?
    O rozgadał się stary dziadyga i poucza wszystkich wokół.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama