Nieprzytomny z podziwu

Skonstruował lunetę, spojrzał przez nią w Kosmos i zobaczył miniaturę Układu Słonecznego. Wzbudzał podziw i irytował pewnością siebie. Drwił z oponentów, uważając ich za głupców, i wielbił Boga. Kto to? Galileo Galilei.

Reklama

Jestem zupełnie nieprzytomny z podziwu i nieskończenie wdzięczny Bogu, że podobało Mu się pozwolić mi na odkrycie tak wielkich cudów, które były nieznane przez całe stulecia – pisał Galileo Galilei w liście do swego przyjaciela, gdy – jak twierdził – przez przypadek skierował swoją lunetę w styczniową noc 1610 roku ku Jowiszowi. Co go tak podekscytowało? Zobaczył cztery „gwiazdki”, które w kolejnych obserwacjach zmieniały swoje położenie w stosunku do planety. Leżały one na jednej linii. W pierwszą noc obserwacji wszystkie były po jednej stronie Jowisza, a przy następnych obserwacjach rozdzielone po dwóch stronach planety. Było to bardzo dziwne. W czasach Galileusza, to znaczy na przełomie wieków XVI i XVII, uważano, że układ gwiazd jest niezmienny. Jedynymi obiektami, które poruszają się po nieboskłonie, są planety, Słońce i Księżyc. Gwiazdy tkwiły jak błyszczące gwoździe w niezmiennych miejscach. Może kto inny uznałby, że mu się zdaje… że lepiej nie wdawać się w trudne do wyjaśnienia i dziwne obserwacje. Ale nie Galileusz. On był pewien! Wokół Jowisza krążyły księżyce. Takie jak Księżyc krążący wokół Ziemi. I nie chodziło tylko o podobieństwo do naszego Księżyca. Galileusz zobaczył zminiaturyzowany Układ Słoneczny i szalał ze szczęścia.

Dlaczego to było dla niego takie ważne? Otóż od lat był on gorącym zwolennikiem i propagatorem teorii Kopernika, mówiącej o tym, że Ziemia wraz z innymi planetami okrąża Słońce. Słońce tkwi w bezruchu. Cały firmament tworzy sfera gwiazd stałych. Choć księga Kopernika „O obrotach...” wyszła 100 lat przed urodzeniem się Galileusza, to zawarta w niej teoria nie była powszechnie znana. Galileusz był przekonany o słuszności teorii Kopernika i teraz, gdy zobaczył przez lunetę Jowisza wraz z księżycami, wyobraził sobie, że tak właśnie musi wyglądać nasz Układ Słoneczny widziany „z zewnątrz”. Cieszył się bardzo. Ta radość tryskała z listów do przyjaciół, ale nie tylko… Wyraził ją w krótkiej rozprawie pod tytułem „Posłanie z gwiazd”, która bardzo szybko dotarła na europejskie dwory. Napisana była językiem prostym i pełnym ekspresji – tak jak wszystkie jego książki.

Pasja popularyzacji i siła ciężkości

O utworach ludzi wielkich zwykło się mówić „dzieła”, ale termin ten zupełnie nie pasuje do tego, co pisał Galileusz. Bardzo często posługiwał się formą dialogu między wyimaginowanymi postaciami prezentującymi odmienne poglądy. Dialogi – i ten pisany przez Galileusza kiedyś, i te współczesne – czyta się świetnie. Chętnie czytamy wywiady rzeki, bo zadający pytania niejako wyręcza nas w tej rozmowie. Galileusz świetnie to wykorzystywał. Uwielbiał prowadzić rozmowę na papierze w ten sposób, żeby doprowadzić do paradoksu, do sprzeczności i pokazać swoje racje. No bo jeśli zapytam, co spada szybciej – ciało lekkie czy ciało ciężkie, bez namysłu odpowiemy to, co podpowiada intuicja – że ciało lżejsze spada wolniej. Przecież to widać, wystarczy poobserwować liście, kartkę papieru, piórko. Odpowiadamy tak samo, jak współcześni Galileuszowi. Na to Galileusz powiedziałby nam tak: A co będzie, jeśli to ciało lekkie zwiążemy z ciałem ciężkim? Uzyskamy wtedy ciało, które będzie cięższe od tego ciężkiego, zatem takie dwa ciała złączone razem powinny się poruszać najszybciej. Z drugiej strony przecież one „nie wiedzą”, że są związane i każde z nich poruszać się powinno tak jak przed połączeniem. I tu tkwi sprzeczność w opisie. To właśnie Galileuszowi zawdzięczamy odkrycie, że ciała przyciągane przez Ziemię siłą ciężkości spadają tak samo bez względu na masę. Te różnice, które obserwujemy, wynikają z istnienia oporu powietrza.

Fascynujący człowiek

Galileusz był uczonym wielkiej miary, który zajmował się wieloma przenikającymi się dziedzinami nauki. Był jednym z pierwszych naukowców eksperymentatorów. Doświadczenie miało dla niego moc rozstrzygającą i uwielbiał opowiadać o zjawiskach, które odkrywał, badał, obserwował.

Miał troje dzieci: dwie córki i syna. Z tej trójki najbardziej kochał córkę Virginię. Była osobą wykształconą i inteligentną, i doskonale zdawała sobie sprawę z wielkości ojca. Rozumiała wagę i doniosłość jego odkryć, a jednocześnie darzyła go najczulszą troską, dbając i zaspokajając najrozmaitsze codzienne potrzeby.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama