Świnie i ludzie

Ta historia brzmi jak z horroru. Jednak gdy bliżej się jej przyjrzeć, można stwierdzić, że horrorem chyba jeszcze nie jest. Jeszcze. Co nie znaczy, że w każdej chwili nie może się nim stać.

Reklama

Kilkanaście dni temu świat obiegła dość sensacyjnie brzmiąca informacja, że naukowcy w Kalifornii stworzyli ludzko-świńskie embriony. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. Formalnie stworzono zmodyfikowane embriony świni, ale modyfikacja polegała na tym, że na wczesnym etapie rozwoju wszczepiono do nich ludzkie komórki macierzyste. Co warte podkreślenia, komórki te nie pochodziły z ludzkich embrionów, tylko zostały pobrane od osób dorosłych. Dzięki inżynierii genetycznej udało się jednak cofnąć te komórki w rozwoju do czasów, w których były niemal takie same jak komórki ludzkich embrionów. Uff, sporo tego. No więc po kolei.

Uniwersalna komórka

Gdy jesteśmy zarodkami, maleńkimi, choć cały czas rozwijającymi się zlepkami komórek, nie mamy jeszcze serca, wątroby, kręgosłupa czy mózgu. Na samym początku składamy się z kilku, potem kilkunastu, kilkuset itd. identycznych komórek. To komórki macierzyste. Z nich, pod wpływem różnych bodźców, rozwijają się poszczególne organy. Te początkowe, można by powiedzieć: startowe komórki są uniwersalne. Mając je, możemy je zmienić w każdą dowolną komórkę organizmu. Na komórkę mięśniową albo nerwową, na komórkę wątroby, trzustki czy płuca. Nie powinno więc dziwić ogromne zainteresowanie naukowców ich modyfikacją. Mając nawet niewielki zlepek komórek macierzystych, można w teorii wyprodukować wszystko. Na przykład zamienne neurony dla osób dotkniętych chorobą Alzheimera czy Parkinsona. Komórki krwi dla chorych na białaczkę, komórki nerwowe dla tych, którzy w wyniku wypadku mają przerwany rdzeń kręgowy, czy mięśnie dla kogoś, kto cierpi na ich zanik. W dalszej perspektywie – całe organy. Serca, mózgi, wątroby czy śledziony. Są tylko dwa dość istotne problemy. Pierwszy to ten, że komórki macierzyste nie rosną na drzewach. Żeby je pozyskać, trzeba zabić embrion. Drugi problem polega na tym, że całe organy muszą gdzieś rosnąć. Przecież nie da się wyhodować serca na szkiełku laboratoryjnym.

Same wyzwania

Pierwszy problem – ten związany z pozyskiwaniem komórek macierzystych – poniekąd rozwiązano. Tutaj okazało się, że etyka idzie w parze z racjonalnością. W wielu miejscach na świecie prowadzi się badania, niszcząc ludzkie embriony, ale… jeżeli wyhodujemy komórkę nerwową ze zniszczonego embrionu, jej użyteczność jest ograniczona. Jeżeli w ten sposób wyhodujemy zamienne serce – podobnie. Bo to nie będzie serce czy komórka nerwowa, którą można przeszczepić dowolnemu potrzebującemu. Przecież ten potrzebujący i nieżyjący już (bo unicestwiony na etapie embrionu) dawca to dwie różne osoby. Tak wyhodowane serce w zasadzie nie będzie się różniło od serca dorosłego dawcy, pozyskanego w wyniku wypadku. Transplantologia niewiele zyska, bo choć – w teorii – będzie miała dowolnie dużo serc, wciąż pozostanie problem zgodności przeszczepu i problemy z jego przyjęciem. No chyba że komórki macierzyste nie będą pochodziły od embrionu, tylko od dorosłego dawcy. Już kilka lat temu udało się w pewnym sensie cofnąć w rozwoju dorosłą komórkę tak, by zachowywała się niemal jak komórka macierzysta. I to jest rewelacja. Dzięki temu nie ma potrzeby niszczenia ludzkich embrionów, by mieć dostęp do komórek macierzystych. Te mogą pochodzić z komórek skóry, krwi pępowinowej czy krwi menstruacyjnej dorosłej osoby. Nie ma przeciwwskazań etycznych do prowadzenia takich badań. W ich wyniku żadne życie nie jest niszczone ani modyfikowane. A przy okazji zostaje rozwiązany drugi problem. Jeżeli komórki zostaną pobrane ode mnie, wszystko, co zostanie z nich wyprodukowane, będzie „jak moje”. Znika problem z niezgodnością tkankową, znika problem odrzucenia przeszczepu. Czy to oznacza, że możemy otwierać fabryki zamiennych organów? Znikają wszystkie problemy transplantologii? Nie do końca.

Mysz ze szczura

Problemy są dwa. Pierwszy pewnie z czasem sam się rozwiąże. Nie potrafimy jeszcze w pełni cofać i w pełni przekształcać każdej komórki w każdą inną. Uczymy się tego, więc jest pewnie kwestią czasu, kiedy temu wyzwaniu sprostamy. Ale nawet jeżeli się uda, pozostaje inny problem: gdzie będziemy hodowali narządy? Pojedyncze komórki można hodować na laboratoryjnym szkiełku, ale już całych tkanek czy narządów – nie. I tutaj dochodzimy do eksperymentu, od którego zacząłem ten artykuł. A może ludzkie organy mogłyby powstawać i rosnąć w ciałach zwierząt? W jednym z ostatnich numerów czasopisma naukowego „Cell” opublikowano wyniki badań grupy naukowców z laboratorium genetycznego Instytutu Salka w Kalifornii w USA. Autorem badań był prof. Jun Wu. Naukowcy wprowadzili do embrionu świni ludzkie komórki macierzyste i zauważyli, że zaczęły się one specjalizować w ludzkie narządy w zwierzęcym ciele. W ten sposób powstał organizm, który nazywa się chimerą, czyli twór złożony jak gdyby z dwóch różnych organizmów. Chimery czysto zwierzęce, np. mysio-szczurze, tworzono już wcześniej. I te badania przebiegały nadzwyczaj pomyślnie. Mysie komórki macierzyste wszczepiano do wnętrza szczurzych embrionów. Tak spreparowane szczurze embriony implantowano szczurzym samicom. Komórki rosnących szczurzych embrionów zaczynały się specjalizować. W efekcie rodził się szczur z niektórymi mysimi organami, np. z trzustką. Naukowcom z Instytutu Salka w Kalifornii udało się następnie trzustkę z ciała szczura wyciągnąć (oczywiście zabijając jej „gospodarza”) i wszczepić ją myszy. Operacja udała się, a mysz funkcjonowała z mysią trzustką, która wyrosła w ciele szczura.

Czas na człowieka

To było kiedyś. A dzisiaj? Po szczurach i myszach przyszedł czas na testy na ludzkich komórkach macierzystych. Ich „gospodarzem” została świnia. Po pierwsze dlatego, że świnie są podobnej wielkości co ludzie. Po drugie, zwierzę to rośnie mniej więcej w tym samym tempie co człowiek. Postępowano dokładnie tak samo jak w doświadczeniu ze szczurami i myszami. Najpierw pobrano komórki dorosłego człowieka i przy wykorzystaniu inżynierii genetycznej „cofnięto” je w rozwoju. W tym eksperymencie nie zostały zniszczone żadne ludzkie embriony, bo komórki macierzyste pochodziły od osób dorosłych. Następnie te komórki wszczepiono do świńskich zarodków, które następnie zaimplantowano dorosłym świniom. I tak w ich macicach rosły świnie z ludzkimi komórkami. W przeciwieństwie do eksperymentu ze szczurami i myszami, tym razem nie czekano do narodzin. Po miesiącu rozwoju zarodki świńskie usunięto i dokładnie przebadano. Okazało się, że w przynajmniej niektórych przypadkach wszczepione wcześniej ludzkie komórki macierzyste zaczęły się specjalizować w tkanki. Były one ludzkie, choć znajdowały się w ciele świni. To pierwszy w historii opisany przypadek, kiedy ludzkie komórki rozwijały się w ciele zwierzęcia. Przy okazji odkryto, że skuteczność tego zabiegu nie była tak wysoka jak w przypadku chimer mysio-szczurzych, ale tego akurat się spodziewano. Genetyczna odległość pomiędzy szczurem a myszą jest znacznie mniejsza niż między świnią a człowiekiem. Dlaczego eksperyment został przerwany?

Ostrożnie!!!

W tym eksperymencie nie ma mowy o niszczeniu ludzkich zarodków. Nie ma też mowy o modyfikowaniu czy klonowaniu człowieka. Są tylko ludzkie komórki, i to na dodatek nie rozrodcze (a więc nie takie, które mogą dać początek nowemu życiu). Ale to nie znaczy, że eksperyment jest całkowicie pozbawiony ryzyka złamania jakichś zasad etycznych. Sami jego twórcy podkreślają bowiem, że nie mamy przecież pewności, czy któraś z ludzkich komórek macierzystych nie rozwinie się w mózg zwierzęcia albo w część mózgu. A to już budzi poważne wątpliwości. Bo świnia z ludzkim mózgiem to jednak coś innego niż świnia z ludzką trzustką. Jeżeli w mózgu siedzi intelekt, osobowość i poczucie własnego istnienia, w rzeczywistości stworzylibyśmy człowieka o ciele świni.

Po drugie, nie ma pewności, czy ludzkie komórki macierzyste nie wykształcą np. komórek jajowych (w przypadku urodzenia się małej maciory). Innymi słowy, nie ma pewności, czy takie chimery nie będą przekazywały ludzkich genów dalej, bez jakiejkolwiek kontroli. Zanim więc urodzi się zwierzę z rozwiniętym ludzkim organem do przeszczepu, badaczy czeka sporo pracy nad zabezpieczeniem tej metody. Nie te eksperymenty, które przeprowadzano w Kalifornii, budzą mój niepokój, tylko te, które przeprowadza się w Wielkiej Brytanii. Naukowcy pracujący na Wyspach dostali pozwolenie na modyfikowanie genetyczne ludzkich embrionów. W Korei Południowej podobne manipulacje przeprowadza się od wielu lat. Nie ma jednak możliwości, by w wiarygodny sposób sprawdzić, co rzeczywiście udało się zrobić w Seulu. W Wielkiej Brytanii ludzkie embriony będą modyfikowane, a następnie niszczone. Po to tylko, żeby zbadać wczesne stadium rozwoju człowieka.

Hybrydy

Zniszczenie, o którym mowa, będzie następowało nie później niż siedem dni po zapłodnieniu. Zarodki nie będą umieszczane w łonie matki, a cały proces będzie się odbywał „na szkle”. Badane będą embriony niewykorzystane podczas in vitro (za zgodą matki, czyli właścicielki jajeczka). Zwykle zapładnia się więcej komórek jajowych, niż można wszczepić kobiecie. Te nadliczbowe będą służyły do eksperymentów. Do modyfikacji genów w ludzkich zarodkach posłuży technika Crispr-Cas9. To najdokładniejsza metoda wycinania i przeklejania fragmentów DNA. Taka ingerencja w kod genetyczny może rodzić pokusę projektowania ludzi. A w dalszej perspektywie może prowadzić nawet do zamawiania cech dzieci poczętych metodą in vitro. Takich eksperymentów nie da się pogodzić z poszanowaniem ludzkiej godności.

Wielka Brytania w grupie państw zachodnich jest liderem w tak kontrowersyjnych badaniach. Kilka lat temu właśnie tam pozwolono na stworzenie krzyżówki (hybrydy) człowieka i krowy. Celem eksperymentów (w ten sposób stworzono 150 embrionów ludzko-zwierzęcych) było zbadanie początków rozwoju człowieka. Da się to zrobić tylko wtedy, gdy zarodek przebywa poza ciałem matki (a więc powstał w wyniku zapłodnienia in vitro). Problemem w tego typu eksperymentach jest niedobór komórek jajowych (przy nieograniczonym wręcz dostępie do plemników). Postanowiono więc w pewnym sensie wykorzystać komórki jajowe krowy. Badacze, którzy przeprowadzali te eksperymenty, byli zobowiązani do zniszczenia ludzko-zwierzęcych embrionów najpóźniej 14 dni od zapłodnienia. Czy to zrobili? Trudno powiedzieć. Z powodu protestów opinii publicznej badania były trzymane w tajemnicy. Sami badacze nie podzielili się wnioskami z ich przeprowadzenia.

  Avalon /Xinhua/pap Naukowcy z Instytutu Salka w Kalifornii – Jun Wu (na pierwszym planie) i Juan Carlos Izpisua Belmonte – stworzyli organizm z dwóch różnych organizmów – człowieka i świni.Taki twór nazywa się chimerą.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama