Nabici w suplementy

„Rynek suplementów diety ocenić należy jako obszar wysokiego ryzyka zdrowotnego, niedostatecznie zdiagnozowanego i nadzorowanego przez służby państwowe odpowiedzialne za bezpieczeństwo żywnościowe” – napisano w raporcie NIK. Ten rynek w Polsce jest wart kilka miliardów złotych i rozwija się najszybciej wśród wszystkich krajów europejskich.

Reklama

O skali tego rozwoju niech świadczy fakt, że połowa reklam w radiu i jedna czwarta spotów w telewizji dotyczy leków i suplementów diety. Reklamowanie medykamentów jest dość mocno ograniczone. W przypadku suplementów… hulaj dusza, piekła nie ma. Formalnie suplementy to zwykłe środki spożywcze.

Ostrożnie z witaminami

Polacy w kupowaniu i spożywaniu suplementów są rekordzistami. W aptekach i supermarketach można znaleźć antidotum na dosłownie wszystko. Od bezsenności, przez awitaminozę, zespół niespokojnych nóg, nadmiar kalorii, zakwaszenie organizmu, ząbkowanie, braki koncentracji u dzieci, po nietrzymanie moczu i odbarwienia skóry. Suplementy teoretycznie mają dostarczać organizmowi brakujących składników. Dokładnie tych, których potrzeba, by konkretny problem rozwiązać. W praktyce nie dostarczają jednak niczego. Opróżniają za to kieszeń, bo nie należą do produktów tanich. Nie muszą przechodzić restrykcyjnej procedury rejestracji, bo nie są lekami. Ale z drugiej strony nie ma żadnych dowodów na to, że korzystnie wpływają na nasze zdrowie. Rynek suplementów diety każdego roku rośnie o niemal 10 procent. Sprzyja temu starzejące się społeczeństwo i moda na „bycie atrakcyjnym”. Przede wszystkim jednak wpływ na to zjawisko ma brak wiedzy z zakresu nauk biologicznych. Kilka lat temu specjaliści z amerykańskiego ośrodka Memorial Sloan Kettering Cancer Center w Nowym Jorku udowodnili, że suplementy diety zwierające witaminę C mogą osłabić działanie niektórych leków stosowanych w onkologii. Wyniki badań opisało czasopismo „Cancer Research”. Badania podzielone były na dwa etapy. Pierwszy – laboratoryjny, in vitro. Tutaj wykazano, że kwas askorbinowy (witamina C) zmniejsza skuteczność niektórych leków antynowotworowych od 30 do 70 procent. W drugim etapie eksperymentu wpływ suplementów z witaminą C sprawdzono na chorych na raka myszach. U tych osobników, którym przed chemioterapią podawano witaminę C, guzy nowotworowe powiększały się szybciej. Z kolei na University of Washington w Seattle wykazano, że nadmiar witaminy E o blisko jedną trzecią zwiększa ryzyko zachorowania na raka płuc. Co ciekawe, ten efekt nie występował, gdy zwierzętom podawano produkty bogate w naturalne witaminy.

To nie działa!

Badań dotyczących witamin, a właściwie ich nieprzydatności w wersji, którą zawierają suplementy diety, jest sporo. „Zażywanie witamin i mikroelementów w tabletkach to strata pieniędzy, ponieważ nie daje żadnych korzyści zdrowotnych, nie chroni przed chorobami, a może być nawet szkodliwe” – napisała 3 lata temu grupa ekspertów z różnych amerykańskich uniwersytetów w artykule opublikowanym w „Annals of Internal Medicine”.

Eksperci przeanalizowali 27 różnych publikacji naukowych, w których w sumie przebadano setki różnych suplementów. Z tej analizy dość jasno wynikało, że nie ma dowodów na jakikolwiek prozdrowotny wpływ wspomnianych środków. Jest za to sporo dowodów na to, że jesteśmy „przewitaminizowani”. Nie dość, że witaminy przyjmujemy w pożywieniu, to na dodatek aplikujemy je wraz z suplementami. W przypadku witamin rozpuszczalnych w tłuszczach ich za duże stężenie może być groźne dla zdrowia. Niezależnie od wielu już wyników badań sprzedaż preparatów witaminowych cały czas rośnie. Wzrasta też liczba suplementów. We wspomnianym raporcie NIK rekomenduje rządowi wprowadzenie obostrzeń w obrocie suplementami. Na przykład przez wprowadzenie opłaty za obrót. Trudno w to uwierzyć, ale w Polsce system rejestracji tego typu specyfików jest tak dziurawy, że klienci mogą kupić coś, co nie przeszło podstawowych badań. Nie chodzi o badania medyczne, bo tych nie przechodzą żadne suplementy (w przeciwieństwie do lekarstw). Mowa o badaniach spożywalności. Dlatego NIK rekomenduje „wprowadzenie systemu ostrzegania konsumentów przed niezbadanymi suplementami diety znajdującymi się w obrocie”. NIK rekomenduje też Ministerstwu Zdrowia podjęcie prac nad ustawą regulującą zasady reklamowania suplementów. Naturalną konsekwencją tego, że suplementy nie wpływają pozytywnie na samopoczucie, jest to, że powinien obowiązywać (i w reklamach, i w opisach na etykietach oraz ulotkach) zakaz „wskazywania na właściwości zapobiegawcze, lecznicze lub uzdrawiające”. Izba apeluje także do ministra zdrowia, by w ustawie, nad którą jego resort powinien się pochylić, był także zakaz reklamowania suplementów z „wykorzystaniem wizerunku osób ze środowiska medycznego lub farmaceutycznego, lub odwoływania się do osób sugerujących posiadanie wykształcenia medycznego lub farmaceutycznego”.

Mogą szkodzić!

Po raz kolejny przypomniano też, że zgodnie z Kodeksem etyki lekarskiej lekarzom nie wolno reklamować ani zalecać metod, których skuteczność nie została udowodniona. Nie mogą polecać specyfików, które nie zostały sprawdzone w warunkach klinicznych. Innymi słowy, zalecanie przez lekarzy suplementów diety, tak samo jak leków homeopatycznych, jest złamaniem kodeksu. Mocne słowa? Absolutnie nie! Lekarz nie może polecać czegoś, co jest niesprawdzone i nie działa. Nie wolno mu polecać też czegoś, co ma leczyć choroby, których nie ma. Tak, niektóre suplementy są zalecane na schorzenia, które nie istnieją. Inne są reklamowane jako panaceum na choroby, których medycyna nie jest w stanie wyleczyć. Przykładem może być wspomniany już wyżej zespół niespokojnych nóg. Ten rzeczywiście może być problemem niektórych osób (choć na pewno nie tak dużej grupy, jak podają reklamy), ale żadne zioła czy witaminy go nie uleczą. To schorzenie neurologiczne i nie wiadomo, jakie są jego źródła ani jak się go pozbyć. Wmawianie, że suplement będzie rozwiązaniem, jest zwykłym kłamstwem.

Ale bywają jeszcze gorsze sytuacje. Niektóre suplementy zmniejszają objawy choroby, a tymczasem te objawy powinny być wskazówką, by udać się do lekarza. Suplement nie uleczy choroby, a tłumiąc jej objawy, odsuwa leczenie. Uzasadnione jest więc stwierdzenie, że taki środek szkodzi. Przykłady? Proszę bardzo. Chociażby komentowany na forach lekarskich suplement na tzw. kaszel palacza. Z objawami chronicznego kaszlu powinno się udać jak najszybciej na badanie lekarskie. To może być pierwszy sygnał rozwijającego się w płucach nowotworu. Tłumienie tego odruchu jest szkodliwe. Suplement w tym wypadku niczego nie leczy, tylko maskuje prawdziwy problem. Podobnie jest z suplementami mającymi odkwasić organizm. Zakwaszenie organizmu leczy się w dość specjalistyczny sposób w szpitalu, a nie zestawem ziół i witamin.

Jak cukierek

Każdy marketingowiec wie, że chcąc odnieść sukces w biznesie, trzeba najpierw wytworzyć w przyszłych klientach potrzebę, jakiś – może być nawet nierealny – problem. Producenci suplementów przeprowadzają bardzo dokładne badania opinii społecznej. Nasłuchują, czego ludzie potrzebują, czego się boją. A potem – na przykład w reklamach – wmawiają schorzenia, których nie ma. Przykładem mogą być suplementy mające zwiększyć apetyt u dzieci. Wielu rodziców uważa, że ich pociechy za mało jedzą. Wiele dzieci nie je tradycyjnych posiłków, bo podjada słodycze czy słone przekąski. Jest dość prosty sposób na to, by dziecko chętnie zasiadało do stołu, ale ten sposób wymaga kontroli i dyscypliny. Łatwiej jest kupić preparat i najpierw pozwolić dziecku na niezdrowe odżywianie, a potem faszerować je środkami paramedycznymi mającymi zwiększyć apetyt. Nie tędy droga! Podobnie sytuacja wygląda z suplementami mającymi poprawiać koncentrację u dzieci. Jeżeli dziecko nie jest w stanie się skoncentrować, oznacza to, że ma za dużo bodźców. Rozwiązaniem nie jest suplement w syropie czy tabletkach, tylko ograniczenie korzystania z telefonu komórkowego, telewizora i komputera. Zamiast podać suplement, warto dziecko zapisać na zajęcia sportowe. Suplement nie spowoduje, że koncentracja wróci.

Zgodnie z polskim prawem suplement diety na rynek może wprowadzić każdy. Musi tylko zadeklarować odpowiednim organom, co jego środek zawiera. Takie zgłoszenie nowego środka w Polsce nic nie kosztuje (jesteśmy wyjątkiem w Unii), a to powoduje, że jest u nas zgłoszonych kilkadziesiąt tysięcy różnych suplementów. Zgodnie z prawem są one traktowane tak samo jak cukierek czy lizak. 

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Gość
    22.04.2017 10:38
    Wit C osłabia chemioterapie bo chemioterapia polega na niszczeniu wszystkiego - włącznie z odpornością. A Wit C ją wzmacnia, żeby organizm sam mógł sobie poradzić z wszelkiego rodzaju zagrożeniami. Więc nie ma się co dziwić że Wit C osłabia działanie chemii...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama