Mało robi dużo

Ze skalami mamy kłopot, i to duży. Choć co to znaczy „dużo”, a co znaczy „mało”?

Reklama

Kiedyś przygotowałem dla dzieci wykład na temat skal we wszechświecie. Wykład o tym, co jest duże, a co jest małe. Dla nas planeta taka jak Ziemia jest ogromna. Ale porównując Ziemię z Saturnem, można dostać zawrotu głowy. Porównując Saturna ze Słońcem, można się zadziwić ogromem tego drugiego. A przecież Słońce jest maleńką gwiazdą.

Ze skalami mamy kłopot, i to duży. Wykład, o którym wspomniałem, przygotowałem także w wersji dla dorosłych. Mówię w nim o tym, że w naszej galaktyce, w Drodze Mlecznej, jest kilkaset miliardów gwiazd. Dużo to czy mało? Czego wokół nas jest kilkaset miliardów? Na przykład ziarenek piasku, gdy wypełnimy nim ogromny basen olimpijski po same brzegi. Dużo – prawda? Niby tak, ale trzeba pamiętać, że Droga Mleczna jest małą galaktyką. Wśród setek miliardów galaktyk we wszechświecie istnieją galaktyki wielokrotnie większe od naszej.

Ze skalami mamy kłopot, i to duży. Ale z drugiej strony to temat niezwykle zajmujący. Postanowiłem napisać o tym książkę, a potem z jednej książki zrobiła się trylogia. Dwie już napisałem, o trzeciej jeszcze myślę.

Te skale nas fascynują, ale także mylą. Im coś jest mniejsze, tym w naszych oczach bardziej bezużyteczne. No bo skoro to takie małe… „Małe” wcale nie znaczy „nieistotne”. Cząstki elementarne są nieskończenie małe, ale to one przecież są fundamentem naszej materii. Najmniejszy pyłek wydaje nam się zbędny, ale to właśnie od takich pyłków zaczyna się ulewa, śnieżyca czy gradobicie. Od najmniejszego pyłku może rozpocząć się kataklizm. Rozmyślam o skalach dość często. Ostatnio wtedy, gdy wczytywałem się w badania dotyczące klimatu. Pomijam wątek działalności człowieka i tego, jak ta działalność wpływa nie tylko na klimat, ale na całe środowisko. W dyskusjach o zmianach klimatu często pojawiają się argumenty, że wzrost temperatury o część stopnia w skali kilkudziesięciu lat to tak mało, że nikt tego nie zauważy. I znowu pojawia się problem skali. Przesunięcie szafy o jeden centymetr jest dla nas niezauważalne, ale z punktu widzenia mrówki to spora zmiana. Średni wzrost temperatury o 0,5 st. C w ciągu kilkudziesięciu lat to dla nas nic, ale dla złożonego systemu pogodowego jest wystarczającym sygnałem do sporej zmiany. To podgrzanie nie tylko powietrza, ale też wody. Wyższa temperatura wody powoduje zmianę stężenia gazów w atmosferze. I tak rusza lawina. Jak najbardziej naturalna lawina, która wiele razy przechodziła przez naszą planetę, ale jednak lawina. Mały kamyczek, mały pyłek może zapoczątkować gigantyczną zmianę. Warto o tym pamiętać.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| NAUKA

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama