Czyj to w końcu projekt?

Fragment książki Johna C. Lennoxa "Bóg i Stephen Hawking".

Reklama

Światowej sławy fizyk twierdzi, że Bóg nie istnieje. Czy ma rację? Na to pytanie odpowiada matematyk. 

W ostatnim rozdziale swojej książki Hawking i Mlodinow podejmują kwestię „wielkiego projektu”. Na początku przyznają, że chociaż prawa przyrody mówią nam, jak zachowuje się Wszechświat, nie odpowiadają na pytania rozpoczynające się od słowa „dlaczego”, stawiane na początku książki: „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic? Dlaczego my istniejemy? Dlaczego właśnie ten konkretny zbiór praw, a nie inny?”[1]. Jak na razie, nieźle. Prawa przyrody rzeczywiście nie odpowiadają na pytania „dlaczego”. Niemniej, jak widzieliśmy w rozdziale drugim mojej książki, wnioski, które formułują Hawking i Mlodinow w swojej książce, przeczą powyższemu twierdzeniu, ponieważ sugerują oni, że prawa przyrody, a zwłaszcza prawo powszechnego ciążenia dostarcza odpowiedzi na te pytania.

Aby mieć pewność, że niczego nie przekręciliśmy, przypomnijmy sobie jeszcze raz te wnioski: „Ponieważ istnieje prawo grawitacji, Wszechświat może i będzie się stwarzał z niczego”[2]. „Spontaniczna kreacja jest przyczyną, dla której istnieje raczej coś niż nic, dla której istnieje Wszechświat i dla której istniejemy my”[3]3. A zatem tak właśnie, czarno na białym, twierdzą Hawking i Mlodinow. Prawo powszechnego ciążenia odpowiada na te właśnie pytania, na które, jak twierdzi Hawking, nie potrafi odpowiedzieć.

Ponadto, co Hawking rozumie przez „spontaniczną kreację”? Sformułowanie to przypomina bardzo „bezprzyczynową przyczynę”, często cytowany termin będący paradoksalną formą opisu Boga. A nawet jeśli istniałoby coś takiego jak „spontaniczna kreacja”, trudno byłoby ją uznać za jakiś powód, czyż nie tak? Powodem może być coś, co można wstawić na końcu następującego twierdzenia: „Jest raczej coś niż nic, ponieważ…”. Tymczasem Hawking zdaje się mówić, że „jest raczej coś niż nic, ponieważ jest coś i to coś zachodzi spontanicznie bez jakiejkolwiek przyczyny czy powodu, z wyjątkiem być może tego, że jest to możliwe i się po prostu urzeczywistnia”.

Trudno oczekiwać, by tego rodzaju argument robił na nas wrażenie – zwłaszcza kiedy komplikują go liczne wewnętrzne sprzeczności wspomniane wcześniej.

Jeśli jednak zwrócimy się do Boga jako odpowiedzi na wcześniejsze pytania „dlaczego”, tak jak ja bezwstydnie czynię, wówczas Hawking zareplikuje: „Pytanie o to, kto lub co stworzyło Wszechświat, ma sens, lecz jeśli odpowiedzią jest »Bóg«, musimy zapytać, kto stworzył Boga”[4].

No cóż, skoro wolno Hawkingowi, wolno i mnie. Jeśli odpowiedź brzmi „prawo grawitacji” (co, jak widzieliśmy w rozdziale drugim, nie może być odpowiedzią), wówczas, zgodnie z tym, co powiedział sam Hawking, musimy zapytać „kto stworzył prawo grawitacji?”. A na to pytanie Hawking nam nie odpowiada.

Argumentacja Hawkinga pokazuje jedynie, że posiada on nieadekwatne pojęcie Boga. Pytać o to, kto stworzył Boga, to zakładać, zgodnie z logiką, że Bóg jest bytem stworzonym. Nie jest to z pewnością koncepcja Boga, jaką przyjmuje chrześcijaństwo, a także judaizm ani islam. Bóg jest wieczny. Bóg jest ostateczną rzeczywistością, ostatecznym faktem. Pytać, kto stworzył Boga, to dowód niezrozumienia istoty Boga[5].

Austin Farrer trafnie pokazuje, co jest stawką w tym sporze: „Kwestią sporną między ateistą a wierzącym nie jest to, czy ma sens zadawanie pytań w związku z ostatecznym faktem. Kwestią jest to, jaki fakt jest ostateczny. Ostatecznym faktem dla ateisty jest świat; dla teisty zaś – Bóg”[6]. Może powinniśmy zmodyfikować to twierdzenie i powiedzieć, że dla niektórych ateistów ostatecznym faktem jest wieloświat lub prawo grawitacji; nie czyni to jednak żadnej różnicy, gdy idzie o istotę omawianego tu problemu. Większą część ostatniego rozdziału książki Hawkinga zajmuje szczegółowy opis przykładu pewnego modelu matematycznego, który, jego zdaniem, stwarza swą własną rzeczywistość: „Gry w życie” Johna Conwaya. Conway wymyślił „świat” składający się z kwadratowych komórek tworzących szachownicę, tyle że jest to szachownica o nieskończonych rozmiarach, rozciągająca się we wszystkich kierunkach. Każda komórka może znajdować się w jednym z dwóch stanów i być „żywa” lub „martwa”, co reprezentują dwa kolory, odpowiednio zielony i czarny. Każdą komórkę otacza osiem innych komórek: cztery przylegające do jej boków i cztery stykające się z nią rogami. Czas w modelu Conwaya ma charakter nieciągły. Wychodzimy od dowolnie ustalonego zestawu żywych i martwych komórek i istnieją tylko trzy reguły bądź prawa determinujące, co się stanie później; kierują one w sposób deterministyczny losem komórek. Niektóre proste konfiguracje komórek nie zmieniają się; inne zmieniają się przez kilka generacji, a następnie umierają; jeszcze inne wracają po kilku generacjach do swej wyjściowej postaci, a potem powtarzają w nieskończoność ten sam proces. Wśród tych konfiguracji mamy „szybowce” składające się z pięciu żywych komórek, które przeobrażają się i przechodzą przez kilka stanów pośrednich, by znów wrócić do pierwotnej formy, przesuwając się ukośnie o jedną komórkę. Można też zaobserwować znacznie więcej wyrafinowanych form zachowania demonstrowanych przez bardziej złożone konfi guracje początkowe.

Część świata Conwaya (nie zapominajmy, że rozciąga się on w nieskończoność we wszystkich kierunkach) można przedstawić na ekranie komputera, wówczas zobaczymy, co się dzieje w miarę następowania po sobie kolejnych generacji. Dostrzeżemy na przykład przesuwające się ukośnie po ekranie szybowce[7].

Świat stworzony przez Conwaya cieszy się ogromnym zainteresowaniem matematyków i odegrał istotną rolę w rozwoju ważnej teorii automatów komórkowych. Jak zauważa Hawking, Conway i jego studenci pokazali, że zgodnie z tymi prawami mogą tworzyć się złożone struktury początkowe zdolne do replikacji. Niektóre z nich to tak zwane uniwersalne maszyny Turinga, które, co do zasady, potrafi ą wykonać każde obliczenie wykonalne przy pomocy komputera. Oszacowano, że zdolne do tego konfiguracje w świecie Conwaya mają olbrzymie rozmiary i składają się z bilionów żywych i martwych komórek[8].

Dla mnie jako matematyka osiągnięcia Conwaya są niezwykle fascynujące. Słuchanie jego wykładów, podczas których matematyka stawała się tętniącą życiem dyscypliną, było dla mnie jednym z najwspanialszych doświadczeń podczas moich studiów w Cambridge. Tutaj jednak interesuje mnie, w jakim celu Hawking posłużył się tą analogią:

Przykład „Gry w życie” Conwaya pokazuje, że nawet bardzo prosty zestaw praw może spowodować powstanie złożonych struktur przypominających inteligentne życie. Musi istnieć wiele zbiorów praw obdarzonych taką własnością. Skąd wzięły się fundamentalne prawa (bo nie chodzi tu o prawa obserwowane), które obowiązują w naszym Wszechświecie? Podobnie jak we wszechświecie Conwaya, prawa naszego Wszechświata określają ewolucję systemu, jeśli ustalimy jego stan dla zadanej chwili. W świecie Conwaya to my jesteśmy stwórcami – wybieramy początkowy stan wszechświata, defi niując obiekty i ich położenia na początku gry[9]. Potem dodaje: „W fizycznym Wszechświecie odpowiednikami takich obiektów jak szybowce z »Gry w życie« są izolowane ciała materialne”[10].

W tym miejscu Hawking porzuca „Grę w życie”, pozostawiając czytelników w niepewności co do tego, jakie ma ona dokładnie zastosowanie w odniesieniu do jego argumentacji. Niemniej, nie ulega wątpliwości, że chce, by odnieśli oni wrażenie, iż podobnie jak w przypadku świata Conwaya, w którym prosty zestaw reguł może wytworzyć złożoność przypominającą życie, także i w naszym świecie prosty zestaw praw przyrody mógł stworzyć samo życie.

Tyle że jego analogia nic takiego nie pokazuje, przeciwnie, dowodzi czegoś dokładnie odwrotnego. Przede wszystkim należy powiedzieć, że w świecie Conwaya prawa nie wytwarzają złożonychi replikujących się struktur. Prawa, jak to wielokrotnie podkreślaliśmy, niczego nie stwarzają w żadnym ze światów; mogą one działać w odniesieniu do czegoś, co już istnieje. W świecie Conwaya cechujące się ogromną złożonością struktury zdolne do samoreplikacji zgodnie z ustalonymi wcześniej prawami muszą być na początku skonfigurowane w systemie, co dzieje się za sprawą wysoce inteligentnych umysłów matematycznych. Nie są stwarzane z niczego ani przez przypadek, lecz przez inteligencję. To samo dotyczy rządzących nimi praw.

Po drugie, świat Conwaya musi być w czymś umieszczony i wykorzystuje się do tego wyrafinowany sprzęt komputerowy i towarzyszące mu oprogramowanie oraz bardzo szybkie algorytmy. Żywe i martwe komórki reprezentowane są przez kwadraty na ekranie, składające się z szeregu pikseli, a prawa rządzące ich zachowaniem stają się programem całego systemu. Nie trzeba dodawać – aczkolwiek należy to wyraźnie powiedzieć – że wszystko to wiąże się z olbrzymią aktywnością intelektualną i dostarczeniem ogromnej ilości informacji.

W ten oto sposób Hawking, chociaż ma alergię na pojęcie inteligentnego projektu[11], przedstawił doskonały, przemawiający za nim argument. Jak na ironię, przyznaje to, gdy pisze, że w świecie Conwaya to my jesteśmy stwórcami. Zaś w naszym Wszechświecie Stwórcą jest Bóg.

 

Fragment książki Johna C. Lennoxa, Bóg i Stephen Hawking, W drodze, Poznań 2017. Dziękujemy za zgodę na jego opublikowanie.

 

[1] S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 15.
[2] Tamże, s. 180.
[3] Tamże, s. 219.
[4] Tamże, s. 208.
[5] W sposób bardziej pogłębiony omawiam tę kwestię w książce God’s Undertaker, s. 182 i nast.
[6] A. Farrer, Nauka o Bogu?, przeł. T. Mieszkowski, Warszawa 1971, s. 33.
[7] Zob. htt ps://pl.wikipedia.org/wiki/Gra_w_%C5%BCycie; dostęp 24 maja 2017.
[8] Zob. htt p://rendell-att ic.org/gol/utm/index.htm; dostęp 24 maja 2017.
[9] S. Hawking, L. Mlodinow, Wielki projekt, s. 217.
[10] Tamże.
[11] Tamże, s. 200–201.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama