Gazu w bród?

W południowo-wschodniej Polsce odkryto duże złoża gazu. Już wstępne szacunki są bardzo obiecujące. Tak bardzo, że niektórzy z branży publicznie stwierdzili, iż surowca nie zabraknie nam przez dekady.

Do tego typu zapewnień możemy w Polsce podchodzić dość ostrożnie. A to z powodu gazu łupkowego. Mieliśmy być drugim Kuwejtem, a wyszło… jak zawsze. Tutaj sytuacja jest jednak inna. Gaz łupkowy ma ten sam skład chemiczny co ten znaleziony w okolicach Przemyśla, ale warunki, w jakich występuje, są diametralnie odmienne. Wbrew temu, co często pisano, gazu łupkowego w Polsce jest bardzo dużo, ale jego złoża są – niestety – ukryte bardzo głęboko. Gdy dodamy do tego dość skomplikowaną technologię wydobywania węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych (czyli m.in. z łupków), okaże się, że cena takiego surowca znacząco przekraczałaby cenę surowca ze źródeł konwencjonalnych.

Na dekady

Gaz łupkowy pod względem chemicznym jest dokładnie taki sam jak każdy inny gaz ziemny. To nie jego skład jest wyzwaniem, tylko to, w jaki sposób jest on zdeponowany pod ziemią. Łupki to porowate skały, a gaz jest w nich umieszczony jak w gąbce. Z tym że ziarna tej „geologicznej gąbki” są bardzo małe. Trzeba zastosować specjalne technologie, żeby w przemysłowych ilościach ten gaz wydobyć na powierzchnię. Te technologie znacząco podnoszą cenę wydobycia (a źle używane stanowią zagrożenie dla środowiska naturalnego).

Gaz znaleziony na południu Polski to złoża konwencjonalne. Już ze wstępnych szacunków wynika, że to największe złoże znalezione dotychczas w Polsce. Specjaliści twierdzą, że gazu, który w nim się znajduje, jest tak dużo, iż może go wystarczyć na dekady. W okolicach nowego złoża gaz jest już wydobywany od wielu lat, ale z innego złoża. Jego odkrycie było możliwe dzięki zastosowaniu techniki trójwymiarowego obrazowania sejsmicznego. Dzięki niemu powstaje dokładny i trójwymiarowy obraz struktury geologicznej badanego miejsca. To na jego podstawie zdecydowano się wykonać cztery odwierty. Z każdego z nich płynie gaz w ilościach przemysłowych. Do końca roku powstaną kolejne. Gaz odkryto na głębokości około 2000 metrów. Przy złożach konwencjonalnych wydobycie go nie stanowi żadnej trudności. Co bardzo ważne, znalezione złoże charakteryzuje się wysoką, bo sięgającą 99 proc., czystością surowca.

Wydobycie, rura, statek

Polska nie jawi się jako potentat gazowy. I rzeczywiście potentatem nie jesteśmy. Nie figurujemy ani na szczytach listy krajów z największymi zasobami gazu, ani wśród państw z największym wydobyciem. Ale nie jesteśmy też tego surowca pozbawieni. Kilka lat temu szacunki mówiły, że udokumentowane polskie złoża gazu wynoszą około 150 mld metrów sześciennych. Zasoby nieudokumentowane szacuje się na wielokrotnie więcej.

Rocznie potrzebujemy około 15 mld metrów sześciennych gazu. Mniej więcej 30 proc. z tego wydobywamy sami. Resztę kupujemy za granicą. Do niedawna głównie w Rosji, ale te proporcje zmieniają się dzięki gazoportowi w Świnoujściu. Jest on – dosłownie – gazową bramą na świat. Dzięki niemu możemy kupować skroplony gaz na wszystkich kontynentach. Tak jak gaz łupkowy i gaz konwencjonalny, tak i gaz skroplony z punktu widzenia chemicznego to dokładnie to samo.

Standardowo błękitne paliwo jest transportowane gazociągami. Ich ułożenie jest jednak bardzo drogie, a często niemożliwe. Przez Polskę przechodzi kilka dużych gazociągów i to dzięki nim mamy gaz z Rosji. Projekty połączenia nas gazową rurą ze Skandynawią rozpoczęte w czasie, gdy premierem był prof. Jerzy Buzek, zostały jednak zawieszone przez rząd Leszka Millera. Wtedy w zasadzie jedynym zagranicznym źródłem gazu była Rosja. Podpisane na długie lata i na bardzo niekorzystnych (dla Polski) warunkach kontrakty powodowały, że mieliśmy bodaj najdroższy gaz w Europie. Już sam fakt wybudowania gazoportu powoduje, że nasza pozycja negocjacyjna jest nieporównywalnie lepsza. Do gazoportu mogą zawijać ogromne gazowce, bardzo charakterystycznie wyglądające statki, które transportują skroplony, a więc bardzo ściśnięty gaz. W tej postaci zajmuje on wielokrotnie mniej miejsca. W specjalnych zbiornikach gaz – już na lądzie – jest rozprężany i wtłaczany do sieci. Odkrycie nowego złoża jeszcze bardziej uniezależni nas od niekorzystnych dostaw, uczyni naszą gospodarkę bardziej niezależną energetycznie.

Wodór i benzyna

W porównaniu z gospodarkami innych krajów europejskich jesteśmy państwem o bardzo dużej niezależności energetycznej. Nie z powodu gazu, tylko z powodu węgla. To dzięki niemu niemal cała energia elektryczna powstaje u nas z surowców, które znajdują się na terenie kraju. Cena tej niezależności jest jednak dość wysoka, bo spalanie węgla zanieczyszcza środowisko naturalne w nieporównywalnie większym stopniu niż gazu. I choć istnieją technologie niskoemisyjne, a nawet zeroemisyjne, w Polsce nie są rozwijane. Trudno takie postępowanie zrozumieć, bo specjalistów w tej dziedzinie mamy bardzo wielu. Dość często pojawiające się nie tylko w mediach, ale także w ustach polityków stwierdzenie, że węgiel jest dla polskiej gospodarki nieszczęściem, pokazuje brak zrozumienia problemu. To nie węgiel jest obciążeniem, tylko nieefektywne i przestarzałe technologie, jakie wykorzystujemy do jego spalania. Jedną z technologii, które można by badać, doskonalić i w końcu wprowadzić w życie, jest uzyskiwanie paliw płynnych i gazowych z węgla. A nawet wodoru, który według niektórych jest paliwem przyszłości.

Technologia produkcji benzyny z węgla jest znana od ponad 100 lat. Nie wchodząc w detale, można powiedzieć, że z węgla pod wpływem różnych przemian (i przy wysokiej temperaturze) uzyskuje się mieszaninę wodoru i dwutlenku węgla. Z tego można zrobić dowolny węglowodór, w tym benzynę. W zależności od technologii tonę paliwa można uzyskać z kilku ton węgla. Z jednej z takich reakcji korzystali w czasie II wojny światowej hitlerowcy. Produkowali w ten sposób ogromne ilości paliwa dla swojej machiny wojennej. W latach 70. XX wieku w podobny sposób paliwa płynne produkowano w Republice Południowej Afryki. Ten kraj z powodu apartheidu (segregacji rasowej) był objęty sankcjami międzynarodowymi, m.in. na ropę naftową. Poradził sobie, bo miał węgiel.

Eksploatujemy zamiast szukać

Dzisiaj takie instalacje jak te w Niemczech z czasów wojny czy te w RPA sprzed kilkudziesięciu lat nie mogłyby powstać z powodu ochrony środowiska naturalnego. Ponadto wspomniane kraje przez sytuację międzynarodową były postawione pod ścianą. My nie jesteśmy. Jednym z wyzwań przy planowaniu tego typu inwestycji jest przyjęcie jakichś założeń na temat ceny surowców w przyszłości. Projektowanie i budowa instalacji do produkcji paliw płynnych mogłyby zająć nawet kilkanaście lat. Aby inwestycja się zwróciła, instalacja musiałaby pracować przez kolejnych kilkadziesiąt lat. Czy ktoś może wiedzieć, ile w tak dalekiej przyszłości będzie kosztowała ropa? Oczywiście problem predykcji kosztów występuje przy każdej inwestycji, a rozwój nowych technologii zawsze obarczony jest ryzykiem, jakie wiąże się ze zmianą światowych trendów. Jak widać, w Polsce nikt takiego ryzyka nie chce dzisiaj podjąć. Usypia nas to, że mamy węgiel, uśpi nas też to, że mamy więcej gazu, niż myśleliśmy. Podczas gdy inni szukają, my z zadowoleniem eksploatujemy. Pewnie wielu uważa, że martwić się będziemy później. •

„Sonda 2”, niedziela 4 marca, godz. 14.05.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja