Cena zdrowia

Żadnego kraju nie stać na finansowanie wszystkich nowoczesnych metod leczenia. Ale też żadnego kraju nie stać na takie marnotrawienie pieniędzy jak w Polsce. .:::::.

Reklama

Choć pieniędzy na ochronę zdrowia mamy w Polsce niewiele, są one wydawane bardzo rozsądnie – twierdzą przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia. Praktyka pokazuje jednak zupełnie coś innego. Urzędnicy NFZ i Ministerstwa Zdrowia myślą zwykle kategoriami jednego roku, by dopiąć budżet, nie zwracając uwagi, że za tegoroczne zaniedbania zapłacimy za kilka lat.

Ukryta epidemia

Przed dwoma laty Parlament Europejski zaapelował do rządów, by przyjrzały się zachorowaniom na wirusowe zapalenia wątroby, które stają się prawdziwą epidemią, i opracowały narodowe programy zwalczania zakażeń WZW. W Polsce europejskie zalecenia przeszły bez echa, chociaż zarażonych wirusami zapalenia wątroby typu B i C może być ponad milion osób. WZW C jest nazywany cichym zabójcą i tykającą bombą zegarową.

Nie ma przeciw niemu szczepionki, a samo zakażenie przez wiele lat nie daje niemal żadnych objawów. A może się skończyć marskością czy nowotworem wątroby. Problem polega na tym, że tylko około 3 proc. zarażonych osób zdaje sobie sprawę z tego, że ma HCV! – Każdy mógł zostać zarażony tym wirusem, jeśli miał kiedyś operację, usuwane znamię, przetaczaną krew czy przed 1992 rokiem dostawał produkty krwiopochodne – opowiada Jarosław Chojnacki, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym z HCV, sam zarażony (i wyleczony) z HCV.

– Około 80 proc. zakażeń miało i ma miejsce w placówkach ochrony zdrowia – dodaje. Wirus HCV został odkryty w 1989 roku. Już rok później w USA były dostępne testy, którymi badano osoby oddające krew. – Jeśli u któregoś dawcy wykryto HCV, docierano do wszystkich osób, które nawet 10 lat wcześniej mogły dostać od niego krew. Każdy z biorców otrzymał informację, że powinien się zbadać – dodaje Chojnacki. – W Polsce, nawet jeśli u dawcy krwi wykryto HCV, tylko informowano go, że nie może już być dawcą, nie mówiono mu nawet dlaczego. Nikt też nie mówił, że taka osoba ma się leczyć. Nie szukano też osób, które dostały zakażoną krew – tłumaczy Chojnacki. Skutek był taki, że większość osób nie wiedziała, że jest zarażona HCV, lub nadal o tym nie wie.

– HCV stwierdzono u mnie w 1994 r. Dopiero w 2007 r. udało mi się zakwalifikować do kuracji, wpisano mnie wtedy na 150. miejsce w kolejce do leczenia – opowiada jeden z chorych. We Wrocławiu na leczenie trzeba czekać 7–8 lat! – Jeśli nie będziemy dobrze leczyć zarażeń wirusami wątrobowymi, gdy pacjenci nie mają jeszcze objawów klinicznych, tylko poczekamy, aż rozwinie się marskość wątroby czy rak, to wtedy za leczenie trzeba będzie zapłacić kilkanaście razy więcej – mówi prof. Marek Juszczyk, specjalista chorób zakaźnych. – Nie mówiąc już o tym, że wielu pacjentów umrze. Już od 5 lat w Ministerstwie Zdrowia leży Narodowy Program Zwalczania Zakażeń HCV. Minister Ewa Kopacz jeszcze na początku tego roku obiecywała przynajmniej częściowe jego wdrożenie. Dziś już wiadomo, że nic z tego nie będzie. Urzędnicy tłumaczą że w kryzysie nie mają pieniędzy. Czy ktoś zdaje sobie sprawę z tego, że za kilka lat przyjdzie nam wydać dużo więcej?

Wbrew zaleceniom

Przez krew oraz w czasie operacji chirurgicznych do¬chodzi także do zakażeń wirusowym zapaleniem wątroby typu B. Aż 90 proc. zakażonych nie wie, że ich wątrobę niszczy wirus HBV, bo on też przez wiele lat nie daje objawów. Na ten typ zapalenia wątroby są jednak dostępne szczepionki. – Większość zarażonych dostaje najtańsze leki, od dawna uznawane na świecie za mało skuteczne. To, co się u nas dzieje, jest niezgodne ze światowymi zaleceniami medycznymi – oburza się prof. Jacek Juszczyk, który jest prezesem Polskiej Grupy Ekspertów HBV.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama