Wojna nauki z religią?

Rozdział z książki "Bóg nie jest urojeniem. Złudzenia Dawkinsa", Wydawnictwo WAM, 2007 .:::::.

Reklama

Zdaniem Dawkinsa nauka doprowadziła religię do ruiny, spychając Boga na margines kultury, gdzie wpadł w objęcia otumanionych fanatyków. Pojawia się jednak poważny problem – mianowicie: wielu uczonych wierzy w Boga. Bóg urojony ukazał się drukiem w roku 2006. W tym samym roku opublikowane zostały również trzy inne prace wiodących uczonych. Oto Owen Gingerich, znakomity astronom z Harvardu, wydał God’s Unirerse, w którym stwierdza, że „wszechświat został stworzony z określonym zamiarem i celem, a wiara w to nie koliduje z żadnym naukowym przedsięwzięciem”. Francis Collins opublikował Language o/God, gdzie dowodzi, że wspaniałość i uporządkowanie przyrody wskazuje na Boskiego Stwórcę zgodnie z tradycyjnym chrześcijańskim nauczaniem. Na kartach swej pracy Collins opisuje własne nawrócenie z ateizmu na wiarę chrześcijańską. Nieszczególnie to współbrzmi z powtarzaną uparcie opinią Dawkinsa, że prawdziwi uczeni są ateistami.

Kilka miesięcy później kosmolog Paul Davies wydał Goldilocks Enigma - pracę dowodzącą, że wszechświat został „znakomicie nastrojony”. Wedle Daviesa „przyjazna życiu postawa” wszechświata wskazuje na nadrzędną zasadę w jakiś sposób kierującą go w stronę rozwoju życia i rozumu. Dawkins z miejsca odrzuca wszelką ideę istnienia jakiegokolwiek dowodu na celowość bądź plan we wszechświecie. Davies głosi inną ideę. Nie podpisując się pod tradycyjnym chrześcijańskim pojmowaniem Boga, uważa, że coś boskiego jest gdzieś „tam”. Albo może „tu”.

Nieco światła na sprawę pomogą rzucić wyniki dwóch ankiet. W roku 1916 zapytano czynnych ludzi nauki, czy wierzą w Boga - dokładnie w takiego Boga, który aktywnie komunikuje się z ludzkością i do którego można się modlić „oczekując odpowiedzi”. Pamiętajmy, że deiści nie wierzą w Boga odpowiadającego takiej definicji. Dobrze znamy wynik sondażu: mniej-więcej 40 procent wierzyło w Boga, 40 procent nie wierzyło, a 20 procent nie miało zdania. Sondaż taki powtórzono w roku 1997, stawiając dokładnie takie samo pytanie i uzyskano niemal dokładnie taki sam model – nieznacznie wzrosła jedynie liczba niewierzących (do 45 procent). Liczba wierzących natomiast pozostała bez zmian, a więc na poziomie 40 procent.

Wynikami tymi można żonglować we wszystkie strony. Interpretujący je ateiści wołają: „Większość uczonych nie wierzy w Boga”. Nie takie to jednak proste. Można wszak równie dobrze odczytać je tak: „Większość uczonych nie twierdzi, że nie wierzy w Boga” – 55 procent wszak albo w Boga wierzy, albo jest agnostykami. Należy jednak wziąć pod uwagę dwie rzeczy:

1. James Leuba, autor pierwotnego sondażu z roku 1916, przepowiadał znaczny – wraz z upływem czasu – wzrost liczby uczonych niewierzących w Boga, co miało stanowić wynik ogólnej poprawy poziomu edukacji. Tymczasem wzrost liczby niewie-rzących i odpowiadający mu spadek liczby agnostyków okazał się niewielki, liczba zaś wierzących nie uległa pomniejszeniu.

2. Należy jeszcze raz podkreślić, że uczonym zadano pytanie bardzo skonkretyzowane, mianowicie: czy wierzą w osobowego Boga, od którego mogą oczekiwać odpowiedzi na swe modlitwy. Wyklucza to wszystkich, którzy – podobnie jak Paul Da-vies – dostrzegają, że istnieją racje wskazujące na istnienie jakiegoś rodzaju boskiej siły bądź najwyższej duchowej zasady. Gdyby pytanie zostało skonstruowane w sposób bardziej ogólny, w przypadku obu ankiet można by oczekiwać większej liczby odpowiedzi twierdzących. Niestety, dokładna treść pytania często umyka uwadze komentujących wyniki obu sondaży.

Ale dobre wyniki podobnych ankiet w istocie nie mają wiele do rzeczy. Dawkins musi się zmierzyć z bardzo dlań niewygodnym faktem, że jego pogląd, jakoby nauki przyrodnicze stanowiły intelektualną autostradę prowadzącą wprost do ateizmu, odrzuca większość uczonych, bez względu na ich poglądy religijne. Większość niewierzących uczonych, których znam, stanowią ateiści z powodów innych niż naukowe; wprowadzają oni raczej swój światopogląd do nauki, niż go z niej wyprowadzają. Jeżeli jednak nie wystarczają moje osobiste rozmowy z uczonymi, to warto zauważyć, że część znajdujących się w ich gronie najgłośniejszych krytyków Daw-kinsa stanowią ateiści. Nadąsane, dogmatyczne obstawanie Dawkinsa przy tezie, iż wszyscy „prawdziwi” uczeni powinni być ateistami spotyka się z gwałtownym oporem dokład-nie tego środowiska, które – według niego – powinno dostarczyć mu najzagorzalszych i najwierniejszych zwolenników. Zupełnie nic nie upoważnia Dawkinsa do przemawiania w tej kwestii w imieniu środowiska naukowego. Daje się bowiem zauważyć ogromna rozbieżność ilościowa pomiędzy grupą uczonych, którym Dawkins przypisuje ateizm, a grupą rzeczywistych wśród nich ateistów.


 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama