Zalewem do Rosji

Jak tylko lód puści, na Zalew Wiślany mają szansę wrócić barki wypełnione rosyjskim węglem i polskimi materiałami budowlanymi. Po pięciu latach przerwy ma odrodzić się żegluga między Elblągiem a Kaliningradem.

Reklama

Ostatnio nie dało się tamtędy pływać, bo rząd w Moskwie w 2005 roku z dnia na dzień zamknął granicę na Zalewie Wiślanym. Polacy zostali na lodzie z pięknie rozbudowanym, za 25 mln złotych, portem w Elblągu. Nowe portowe urządzenia stały bezużytecznie, bo prawie nikt nie woził tu towarów.

Doprowadzało to do frustracji przedsiębiorców nie tylko z Polski, ale i z rosyjskiego Obwodu Kaliningradzkiego. – Jeżeli granica na Zalewie jest zamknięta, to i my nie zarabiamy, i Rosjanie z Kaliningradu nie zarabiają. Przecież oni też chcą z nami handlować. Najgorzej, jak się miesza wielką politykę do interesów – mówi Julian Kołtoński, dyrektor portu w Elblągu. Teraz jednak Elbląg żyje nadzieją na nowe otwarcie. A to dlatego, że 28 listopada zeszłego roku zaczęła obowiązywać nowa umowa między Rosją a Polską o żegludze przez granicę na Zalewie.

W zeszłym roku do Bałtijska zdążył jednak dopłynąć tylko jeden polski statek pasażerski. Później ruch znów zamarł, bo Zalew Wiślany skuł lód, gruby na 30–40 centymetrów. – Do końca marca ten lód powinien puścić, a wtedy, po trudnych pięciu latach, złapiemy oddech pod względem finansowym – cieszy się dyrektor Kołtoński. – Jeżeli spełni się przynajmniej część oczekiwań, wyrażanych przez naszych kontrahentów, to port w Elblągu będzie wykorzystany w stu procentach. Będziemy pływać przez granicę do Kaliningradu i Bałtijska oraz wypływać na Bałtyk – zapowiada.

Oni nam węgiel
Ta wiadomość niezbyt ucieszy polskich górników, ale z portu w Bałtijsku do Elbląga będą pływać przede wszystkim barki wypełnione rosyjskim węglem. Droga zajmie im 8–9 godzin, a potem będą wracać po następny ładunek. Być może w następnej kolejności Rosjanie będą też wysyłać do Elbląga kruszywa do budowy dróg. A co Polacy wyślą Rosjanom? – Są przymiarki do eksportowania materiałów budowlanych i wykończeniowych, np. płyt kartonowo-gipsowych. Na razie przedsiębiorcy czekają, który pierwszy się odważy, jak antylopy przed przejściem rzeki – relacjonuje dyrektor elbląskiego portu Julian Kołtoński.

– Boją się, czy Rosjanie znów nie wyskoczą z jakimiś szykanami? – dopytujemy. – Rosjanie albo nasi. My problemy zwalamy wyłącznie na Rosjan, ale nasze służby przecież też potrafią robić utrudnienia przy przekraczaniu granicy. Parę dni temu właśnie nasi nie chcieli wpuścić ważnego rosyjskiego urzędnika, zastępcy szefa administracji morskiej w Kaliningradzie, bo coś im w wizie nie pasowało – mówi Kołtoński.

Jacek Daszyński, dyrektor firmy żeglugowej Edukacja Fracht Budowa Partner, zamierza w drugiej połowie kwietnia uruchomić stałe połączenie pasażerskie z Rosją. Statek m/s „Monika” dwa lub trzy razy w tygodniu będzie odbijał z Fromborka lub Elbląga, żeby po kilku godzinach przybić do portu w Bałtijsku. Na pokładzie ma 205 miejsc. Niepotrzebne są już dziś do takich wyjazdów wizy, wystarczą paszporty i zgłoszenie Rosjanom listy pasażerów z 72-godzinnym wyprzedzeniem. – W pierwszej wersji zaproponujemy 4-godzinny pobyt w Bałtijsku, z możliwością zwiedzenia muzeum wojennego i kopalni bursztynów. Będą też 6-godzinne wycieczki do Kaliningradu, z możliwością zwiedzenia katedry, muzeum bursztynu, muzeum Kanta albo oceanograficznego – mówi Jacek Daszyński. Nie wiadomo jednak, czy Rosjanie pozwolą na rejsy statków wolnocłowych, których pasażerowie nawet nie schodzą na ląd w rosyjskich portach. Po jedynym takim rejsie w zeszłym roku wyrażali swoje niezadowolenie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama