Olimpiada technologii

Potrzeba jest matką wynalazków. A gdy jeszcze do potrzeby dołączą się duże pieniądze, innowacje sypią się jak z rękawa. Widać to dość wyraźnie na niemal wszystkich zawodach sportowych. Co nowego można było zobaczyć na olimpiadzie w Soczi?

Ilość złotych medali zdobytych przez polskich zawodników zaskoczyła chyba nawet największych optymistów. I choć biegająca Justyna Kowalczyk czy skaczący Kamil Stoch są znani nad Wisłą nawet wśród dzieci, to panczenista Zbigniew Bródka jest dla szerszych odbiorców odkryciem. Jego droga do olimpijskiego złota była godna podziwu, skoro w Polsce nie ma ani jednego toru, na którym panczeniści mogliby ćwiczyć. Okoliczności triumfu też są niesamowite. Bródka wygrał ze swoim rywalem, Holendrem Koenem Verweijem, o 0,003 s, czyli o trzy tysięczne części sekundy. To w praktyce znaczyło, że przy prędkości około 60 km/h, z jaką poruszają się panczeniści, dwóch zawodników dzieliło tylko kilka centymetrów. Pierwszy pomiar czasu był identyczny, ale w panczenach nie ma równorzędnych miejsc, więc sędziowie skorzystali z dokładniejszego systemu, który liczy do tysięcznych części sekundy. No i nasz zawodnik wygrał. Zdjęcia wściekłego Holendra obiegły cały (nie tylko sportowy) świat. Rozpoczęła się dyskusja już nie o tym, który zawodnik był lepszy, tylko kto stał bliżej głośnika, z którego słychać było sygnał dźwiękowy do startu.

3, 2, 1... bum

Kiedyś starter strzelał z pistoletu hukowego, ale te czasy to przeszłość. W Soczi po raz pierwszy zastosowano rozbudowany system startowy, w którego skład wchodzi nie tylko urządzenie zastępujące pistolet, ale i fotokomórki i czujniki sparowane z komputerem. Wszystko podłączone jest do głośników. „Elektroniczny pistolet” nie przypomina pistoletu (szwajcarska firma Omega chwali się, że dzięki temu łatwiej poszczególne elementy systemu transportować przez granice). Jest zakończony jasną lampką i wystaje z niego pęk przewodów. Gdy sędzia naciśnie guzik, z głośników umieszczonych w pobliżu zawodników słychać huk, ale dodatkowo lampka daje jasny błysk. Gdy któryś z zawodników ruszy choćby setną sekundy wcześniej, niż padł „strzał”, zadziała system fotokomórek, które innym dźwiękiem oznajmią, że był falstart. Jak dokładnie można zmierzyć czas w Soczi?

Technicznie w zasadzie nie ma ograniczeń. Istnieją zegary, które mierzą go do miliardowych części sekundy. Takich na zawodach sportowych jednak się nie używa. W niektórych dyscyplinach (np. trwających długo zjazdach) stosuje się pomiar do dziesiątych części sekund, ale tam, gdzie dystans jest krótki, a osiągnięcia zawodników bardzo podobne, trzeba mierzyć dokładniej. W panczenach oznacza to dokładność do tysięcznych części sekundy. Być może w przyszłości będzie trzeba mierzyć do dziesięciotysięcznych części.

Jak w filmie

Dokładny pomiar czasu czy nowy system startowy może mieć wpływ na miejsce na podium, ale ani nie polepszy, ani nie pogorszy wyników sportowców. Co innego technologie zastosowane w strojach czy sprzęcie sportowym. Mogą tak mocno wpływać na ostateczne wyniki, że nieraz federacje poszczególnych sportów zabraniały używać niektórych rozwiązań. Tak było na przykład ze strojami pływaków wzorowanymi na skórze rekina. Jak jest w sportach zimowych? W skokach narciarskich szybkość zawodnika na progu większa o 1km/h może wydłużyć skok nawet o kilka metrów. Jest o co walczyć. W Soczi amerykańscy sportowcy startujący w dyscyplinach szybkościowych nosili zupełnie nowe stroje.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja