Dziennikarz jak robot

Na początku troszkę się przestraszyłem. A potem zrobiło mi się wstyd. Zachowuję się jak robotnik na polu bawełny, który płacze na widok kombajnu, albo woźnica płaczący na widok lokomotywy parowej.

Reklama

Jeden z japońskich uniwersytetów, konkretnie uniwersytet w Osace, zaprezentował ostatnio robota humanoidalnego, który mógłby być prezenterką telewizyjną, a po zmianie... skorupy – pewnie także prezenterem. Robot nie chodzi ani nie stoi, podobnie jak prezenterka czy prezenter wieczornych wiadomości telewizyjnych. Siedzi i mówi. Można nim sterować bezprzewodowo, można mu załadować teksty do przeczytania, albo dać tekst napisany – przeczyta go bezbłędnie. Ponadto robot łączy swoje obwody z globalną siecią i gdy tylko zostanie o to poproszony (czyli jak tylko zostanie uruchomiony odpowiedni „podprogram”), będzie czytał jak najęty np. to, co znajduje się na Facebooku, Twitterze czy gdziekolwiek indziej.

Skaza w diamencie

To, co w robocie, a właściwie w androidzie, najcenniejsze, to nie jego nienaganna fryzura czy nudnie poprawne i uśrednione rysy twarzy, tylko – za przeproszeniem – jego wnętrzności. Cyberprezenterka ma bowiem niemal doskonały symulator mowy. Nie mówi jak robot, mówi jak człowiek. Co najlepsze, w kilku językach. Czy z poprawnym akcentem? Nie wiem, wersji polskiej jeszcze nie wyprodukowano. Nie męczy się, nie strajkuje, nie prosi o podwyżkę i jest całkowicie sterowalna. Nie ma tylko jednego. Nie ma osobowości. A to przecież dla osobowości prezentera najwięcej osób ogląda programy telewizyjne. Przecież nie dla informacji, które znacznie szybciej można zaczerpnąć z internetu. To osobowości Kamila Durczoka, Tomasza Lisa, Krzysztofa Ziemca czy Doroty Gawryluk sprawiają, że miliony ludzi codziennie siadają przez telewizorem. Robot osobowości nie ma. Co z tego, że ma nienaganną dykcję czy nieskazitelną urodę? Czasami właśnie niedociągnięcia językowe czy odstępstwa od ideału w wyglądzie są tym czymś, co wzbudza sympatię widzów. Roboty takich charakterystycznych „skaz” nie mają. Tak samo jak nie mają nieregularności w strukturze sztuczne kryształy. I dlatego właśnie sztuczne, syntetyczne diamenty są dużo tańsze od tych mniej doskonałych, ale występujących w przyrodzie.

Oczywiście konstruktorzy robotów podobnych do ludzi zdają sobie sprawę z tego mechanizmu i próbują wzbogacić swoje „dzieła” w charakterystyczne cechy, w niedoskonałości. Ale to wcale nie jest takie proste. Wartość charakterystycznej niedoskonałości polega przecież właśnie na tym, że jest niezaplanowana i zaskakująca. Robota trzeba do wszystkiego zaprogramować.

Wracając do prezenterki androida – jej konstruktor, profesor Hiroshi Ishiguro z Osaki, stworzył w sumie trzy urządzenia. Kodomoroid to robot dziecko, Otanodroid to dorosły, w zależności od konfiguracji mężczyzna albo kobieta. No i ostatni z robotów to Telenoid, maszyna, która – zdaniem konstruktora – ma pewne cechy charakteru. Pytany na konferencji prasowej, o jakie cechy chodzi, konstruktor odpowiedział, że jego najnowszy robot „otrzymał zuchwałą osobowość”. No to na dziennikarza się nadaje – mogliby powiedzieć złośliwcy.
 

Rzemieślnik, nie artysta

Kilka tysięcy kilometrów od japońskiej Osaki, w USA, gazeta do pisania krótkich notatek i artykułów „zatrudniła” program komputerowy. Gazeta nie byle jaka, bo chodzi o „Los Angeles Times”. I o ile trudno – patrząc na prezenterkę z Osaki – przypuszczać, żeby w najbliższym czasie gwiazdy TV zostały zastąpione przez maszyny, o tyle dla programów komputerowych gazeta to wymarzone miejsce pracy. Może chodzić o koszty, może także o dyspozycyjność. Ale najbardziej o szybkość.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama