Kot to zwierzę pracowite

17 lutego obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Kota. Choć pracowitość nie uchodzi za typową cnotę tych zwierząt, znane są przypadki kotów na posadach, które dzielnie wypełniały swoje obowiązki - pisze Madeline Swan w książce "Historia kotów".

Reklama

Koty najczęściej znajdowały zatrudnienie w miejscach, gdzie ważne było tępienie gryzoni - w muzeach, na pocztach, siedzibach instytucji publicznych. W 1868 roku w Wielkiej Brytanii zapanowała plaga myszy, które niszczyły listy. Jeden z dyrektorów poczty brytyjskiej nakazał, by w większych oddziałach pocztowych liczbę zatrudnionych kotów zwiększono do trzech. Po zaciętych negocjacjach wyznaczył też dodatkowe środki na ten cel, przyznając po szylingu tygodniowo na zatrudnienie każdego kota.

Dyrektor podkreślił przy tym, że kwota ta ulegnie zmniejszeniu, jeśli koty nie będą wywiązywać się ze swoich obowiązków. Zastrzegł też, że kocich pracowników nie wolno przekarmiać. Sto lat później wynagrodzenie kota pocztowego wynosiło dziesięć szylingów, a w 1980 roku - na każdego z dwudziestu pięciu tysięcy oficjalnie zatrudnianych przez pocztę zwierzaków wydawano już dwa funty tygodniowo.

Koty mają też piękną kartę zasług wojennych. Podczas I wojny światowej żołnierzom w okopach dokuczały szczury. Aby walczyć z tą plagą brytyjski rząd zadanie patrolowania okopów powierzył pięciuset kotom. Wrażliwość tych zwierząt na gaz bojowy była dla wojska równie istotna - nagła śmierć kota stanowiła wyraźne ostrzeżenie. W czasach II wojny światowej podczas nalotów na Londyn, kot o imieniu Bomber rozróżniał samoloty brytyjskie i niemieckie po dźwięku silników. Ponieważ słyszał je dużo wcześniej niż ludzie, był dla londyńczyków świetnym alarmem przeciwlotniczym.

Koty służyły również w szeregach marynarki wojennej - zarówno jako maskotki, jak i pogromcy myszy. Najbardziej zasłynął Oscar, który karierę na morzu zaczął na pokładzie niemieckiego okrętu wojennego "Bismarck". Kiedy "Bismarck" zatonął w 1941 roku, Oscara wyłowił z wody brytyjski oficer. Kota przyjęto na pokład Okrętu Jego Królewskiej Mości "Cossack". Po pięciu miesiącach i ten statek zatonął, lecz kotu po raz kolejny udało się ocaleć. Tym razem wyłowiła go załoga lotniskowca "Ark Royal". Kiedy jego nowy dom został zaatakowany przez niemieckiego U-bota, kot poradził sobie raz jeszcze. Admiralicja zdecydowała jednak, że zrobił dla kraju wystarczająco wiele i może przejść na zasłużoną emeryturę w domu marynarza.

Innym bohaterem zmagań z okresu II wojny światowej była Murka - kotka, która w 1942 roku w oblężonym Stalingradzie przenosiła listy. Murka wiedziała, że zaraz za domem, do którego dostarczała przesyłki, znajdowała się kuchnia - podczas każdej wyprawy mogła więc liczyć na dodatkową zapłatę.

Kocie talenty wykorzystywano również w przemyśle rozrywkowym. Beerbohm, nazwany został na cześć Herberta Beerbohma Tree, dyrektora Teatru Jej Królewskiej Mości, gdzie robił karierę. Wyrósł na potężnego pręgowanego kocura i w połowie lat 70. XX wieku przeniesiono go do Globe Theatre (obecnie Gielgud Theatre). Odtąd można było zobaczyć, jak spaceruje po scenie podczas spektakli, przyćmiewając tym samym wszystkich aktorów. Wybrankę serca Beerbohm znalazł również w teatrze - ukochaną Fleur poznał w sąsiednim Lyric Theatre.

Koty mieszkały w teatrach, dotrzymując towarzystwa aktorom, lecz ich kontakt ze sceną na tym się nie kończy. Biały kocur imieniem Arthur został prawdziwą gwiazdą telewizji na przełomie lat 60. i 70. Pojawiał się w reklamach przeróżnych produktów - od kociej karmy marki Spillers po kolorowe T-shirty. Opublikował nawet (dzięki pisarskim umiejętnościom Johna Montgomery'ego) ciekawą autobiografię. Arthur potrafił łapką wyjadać karmę z puszki. Reklamy z jego udziałem odniosły tak wielki sukces, że firma Spillers kupiła kota za astronomiczną kwotę. Arthur zmarł w 1976 roku w wieku szesnastu lat.

Na jego godnego następcę trzeba było czekać całą dekadę. Dopiero wówczas trenerka zwierząt Ann Head odkryła szczególnego kocura imieniem Snowy, który mieszkał wówczas w londyńskim schronisku i cierpiał z niedożywienia i chłodu. Kobieta zabrała go i doprowadziła do pełni zdrowia. Gdy kot doszedł do siebie, rozpoczął pełną sukcesów karierę we współpracy z firmą Spillers. Snowy, podobnie jak Arthur, łapką wyjadał jedzenie z puszki.

W  Stanach Zjednoczonych jeszcze jeden kot osiągnął wielki sukces telewizyjny i stał się sławą na światową skalę. Morrisa odnaleziono w chicagowskim schronisku dla zwierząt w 1969 roku. Rudy kocur wystąpił w około czterdziestu reklamach i prowadził życie prawdziwej gwiazdy show-biznesu. Wożono go limuzyną, zapraszano do programów dyskusyjnych i przesyłano słowa uwielbienia z całego świata. Kota zaproszono nawet na kolację do Białego Domu, a Louis Vuitton podarował mu zaprojektowaną specjalnie dla niego kuwetę. W 1978 roku śmierć Morrisa opłakiwały miliony. Okazało się, że - jak w przypadku Arthura - tę szczególną postać również trudno zastąpić. Jego następca, wybrany dopiero dwa lata później Morris II, wyglądał identycznie jak poprzednik i tak jak on bardzo szybko zdobył sławę tak wielką, że na półkach księgarń zaczęły pojawiać się książki na jego temat. Szczyt kariery nadszedł w 1988 roku, gdy po raz pierwszy wysunięto jego kandydaturę w wyborach prezydenckich. Mimo wielkiej popularności i determinacji, Morris minimalnie przegrał przedwstępne wybory.

Orangey to jeszcze jeden przykład kota, który zdobył sławę i bogactwo dzięki pracy w mediach. Rudy kocur znany z filmów poza planem zdjęciowym słynął z nieprzewidywalnego temperamentu. W "Śniadaniu u Tiffany'ego" (1961) wystąpił jako Kot, grając u boku Audrey Hepburn. Nieposkromiony charakter kociego aktora sprawił, że sceny z jego udziałem trzeba było nagrywać po kilka razy. Wcześniej grał w filmie "Rhubarb" (1951), gdzie wcielił się w rolę kota szczęściarza, który odziedziczył po właścicielu fortunę. Podczas zdjęć do filmu Orangey okazał się tak drażliwy i trudny w obejściu, że aby poprawić współpracę między kotem a aktorami, trzeba było wysmarować mięsną pastą i skropić kocimiętką Raya Millanda, partnera z planu. Problemy tego typu nie przeszkadzały Orangey'owi w robieniu zawrotnej kariery - przed śmiercią w 1963 roku kot wygrał dwie nagrody w plebiscycie Patsy (wśród zwierząt aktorów - odpowiednik Oscara).

Koty pracujące potrafią zarobić na dostatnie życie nie tylko w show-biznesie. Pod numerem dziesiątym przy Downing Street koty od dawien dawna zajmują się zwalczaniem gryzoni. Jeden z nich, słynny czarno-biały kocur imieniem Wilberforce, towarzyszył kilku premierom, w tym Edwardowi Heathowi, Haroldowi Wilsonowi, Jamesowi Callaghanowi i Margaret Thatcher. Po trzynastu latach służby Wilberforce przeniósł się na wieś, gdzie zmarł dwa lata później, 19 maja 1988 roku. W prasie pojawiły się dziesiątki nekrologów wychwalających najświetniejszego pogromcę myszy w całej Wielkiej Brytanii.

Imię następcy Wilberforce'a, Humphrey'a, odnosiło się do postaci urzędnika z popularnego serialu telewizyjnego "Tak, panie ministrze" ("Yes Minister"). Humphrey bardzo szybko okazał się niezastąpiony. Strażnicy karmili go w nocy, a urzędnicy - w dzień. Jego najważniejszy dzień nadszedł, gdy reporterzy BBC postanowili poświęcić mu specjalny program. Z tej okazji Humphrey bardzo autentycznie udawał kota umierającego z głodu. W archiwach z Downing Street czytamy: "Nawet ludzie z BBC, nagrywając materiał, myśleli, że kot jest bardzo schorowany". Wraz z przybyciem uczulonej na koty Cherie Blair Humphrey musiał przeprowadzić się na wieś.

"Pogłoski o wrodzonym lenistwie kotów są więc bardzo przesadzone" - podsumowuje Madeline Swan, autorka "Historii kotów". Książka ukaże się w marcu nakładem wydawnictwa Znak.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama