Wakacje na Księżycu

Stwierdzenie „wysłać na Księżyc” oznacza w skrócie pozbycie się kogoś. Ale może już za kilkanaście lat będzie trzeba zmienić znaczenie tego powiedzenia? Jedna z firm twierdzi, że za dekadę, za kwotę poniżej 50 tysięcy złotych, będzie tam woziła ludzi.

Reklama

Realne? Moim zdaniem nie, ale… kto wie, może jutro pojawi się technologia, która zasadniczo zmniejszy koszty wynoszenia ludzi i sprzętu w przestrzeń kosmiczną. Dzisiaj te koszty są – nomen omen – kosmiczne. 50 tysięcy złotych? Lot z Warszawy do Australii rejsowym samolotem – jeżeli wybierzemy luksusową klasę – może kosztować znacznie więcej.

Najpierw Księżyc, potem Mars

Firma Moon Express właśnie przygotowuje się do wystrzelenia pierwszej – na razie bezzałogowej – misji kosmicznej. Ma to nastąpić już w przyszłym roku. To pierwszy krok to spełnienia biznesowego planu, który mówi, że w ciągu dekady będą możliwe turystyczne loty na Księżyc. Moon Express jest jedyną firmą, która – zgodnie z amerykańskim prawem – ma prawo opuścić ziemską orbitę i wylądować na powierzchni Księżyca. Formalności to jedno, ale możliwości to coś zupełnie innego. Właściciel firmy – ekscentryczny multimilioner Naveen Jain – już zapowiedział, że jego przedsiębiorstwo dogada się z równie „szalonym” Elonem Muskiem, szefem i właścicielem firmy SpaceX, która już ma spore doświadczenie w budowie rakiet wynoszących ładunek na orbitę. Miałoby to polegać na tym, że SpaceX dostarcza rakiety, a Moon Express lądownik. I choć SpaceX dość jasno sprecyzowało, że chce lądować na Marsie, właściciel Moon Express nie ma wątpliwości, że pierwszym krokiem powinien być jednak Księżyc. Nie jest zresztą w tej opinii odosobniony. Wielu badaczy twierdzi, że bez powrotu na Księżyc nie skolonizujemy Marsa. Rozbieżności pomiędzy naukowcami i inżynierami dotyczą jednak motywacji. Jedni na Księżycu budowaliby bazy przesiadkowe, inni magazyny części i montownie statków kosmicznych. Jeżeli w ogóle lecieć na Marsa przez Księżyc, to chyba tylko po to, by udoskonalić technologie, które już mamy. Księżyc jest łatwiej osiągalny, bo znajduje się bliżej. Może dobrym wyjściem jest posiadanie technologii niezawodnej na (stosunkowo) krótkim dystansie, a dopiero potem próba korzystania z niej na dystansie długim? Na Księżyc lecimy trzy dni, na Marsa sześć miesięcy. To dość spora różnica. Tym bardziej, że na Księżycu czekają nas z grubsza te same wyzwania co na Marsie, a więc i technologie do poradzenia sobie z nimi muszą być podobne.

Po co tam lecieć?

Pomijając jednak to, czy w ciągu dekady uda się wrócić na Księżyc, to, czy uda się tam wrócić z turystami (a więc z ludźmi bez większej wiedzy o technicznych aspektach lotu), oraz to, czy będzie to rzeczywiście kosztowało tylko 50 tys. złotych… po co w ogóle lecieć tam na wakacje?

To pytanie wcale nie jest prowokacją. Ja wiem, że Księżyc jawi nam się jako bardzo atrakcyjne miejsce do spędzenia wolnego czasu. Wiem, że miło byłoby się pochwalić przed znajomymi, że wakacje spędziło się na Księżycu (a nie w Egipcie albo Chorwacji). Ja to wszystko rozumiem. Tyle tylko, że lot w kosmos, lądowanie na obcym globie i funkcjonowanie na nim, to nie jest łatwa sprawa. Mogłoby się okazać, że firma Moon Express zarobiłaby więcej, ściągając przerażonych turystów przed zakończeniem kosmicznego turnusu, niż sprzedając im bilety na lot na Księżyc. Kosmos jest dla człowieka środowiskiem sztucznym i bardzo niebezpiecznym. W zasadzie wszystko, co robimy tutaj, na Ziemi, w przestrzeni kosmicznej wygląda zupełnie, zupełnie inaczej. I wcale nie chodzi o dobrą zmianę. Wakacje w kosmosie przypominałyby horror, a nie idyllę. I ten horror zacząłby się chwilę po starcie rakiety. Pięknie wyglądająca nieważkość niewytrenowanemu turyście – dosłownie – wyjdzie bokiem. A właściwie górą. Zanim dolecimy na Księżyc, już będziemy chcieli wracać. I nie pomogą widoki gwiazd (przez okienko wielkości tabletu) ani nawet wyglądająca intrygująco kabina rakiety czy lądownika. No bo czy może intrygować coś, co gwarantuje nam mniej miejsca niż budka telefoniczna? Lot na Księżyc trwa trzy dni. Samo lądowanie na Księżycu może być ciekawą rozrywką, ale pobyt tam… Księżyc to nie duża metropolia, w której każdego dnia można zwiedzać inne atrakcje. Księżyc to pustynia, na zmianę straszliwie lodowata i piekielnie gorąca. Dlaczego ludzie (nie liczę zapaleńców) nie jeżdżą masowo na bieguny? Tak! Prawidłowa odpowiedź. Bo tam jest zimno i pusto. Na Księżycu będzie podobnie. A właściwie nie. Na Księżycu będzie znacznie gorzej. Na ziemskich biegunach jest przynajmniej atmosfera i grawitacja. Na Księżycu nie ma atmosfery wcale, a przyciąganie grawitacyjne jest dużo mniejsze niż na Ziemi. Każde wyjście oznacza dość wyczerpującą i niebezpieczną procedurę ubierania się w specjalny skafander, a następnie wychodzenia w nim na zewnątrz. Nikt tego nie robi dla rozrywki. W praktyce, turyści będą na Księżycu zamknięci jak więźniowie.

Jedzenie bez smaku

Księżyc jest odwrócony do naszej planety zawsze tą samą stroną. To oznacza, że pozycja Ziemi widzianej z powierzchni Księżyca nie zmienia się. Nie ma wschodów i zachodów Ziemi (choć są wschody i zachody Księżyca na Ziemi), czyli być może jednej z nielicznych atrakcji turystycznych na Srebrnym Globie. W sumie, zawsze można poczytać książkę. Tylko po co jechać w tym celu aż na Księżyc?

Na jakie jeszcze atrakcje będzie mógł liczyć księżycowy turysta? Na pewno nie na wyszukane jedzenie. To będzie podgrzewane w mikrofalówce. O ile kolonia (hotel) będzie miał do dyspozycji odpowiednią ilość prądu elektrycznego. W innym przypadku pozostaje zimna pulpa z tubki. Nikt o zdrowych zmysłach nie zdecyduje się na otwarty ogień w miejscu, w którym atmosfera jest wytwarzana w sposób sztuczny.

Posiłki będą więc wyglądały tak, jak te z klasy turystycznej w samolocie. Podgrzane, wizualnie brzydkie, w smaku… jednolite. Nieważne, czy zamówi się rybę, drób, cielęcinę czy coś wegetariańskiego, ich smak zawsze jest tak samo… nijaki. Można to wytrzymać w czasie lotu do Australii, jednak trudno mi sobie wyobrazić, by w ten sposób wyglądały posiłki przez cały urlop.

Samo jedzenie na Księżycu nie powinno stanowić jakiegoś gigantycznego problemu. Na Srebrnym Globie występuje grawitacja. I choć jest bardzo słaba (bo Księżyc jest znacznie mniejszy od Ziemi) powinna wystarczyć do w miarę prawidłowego funkcjonowania przy stole. Woda czy inne napoje nie będą latały jak na pokładzie stacji kosmicznej w powietrzu, a sól czy pieprz nie wpadną do oka, tak jak tam, gdzie grawitacja jest zerowa i panuje nieważkość. Łatwiej będzie też przełykać i popijać. Tych dwóch czynności załoganci stacji kosmicznej muszą się uczyć od podstaw.

Wirtualna rzeczywistość

Wyzwaniem może się okazać prawidłowe spanie. Brakuje danych naukowych, mówiących o krótkookresowym i długookresowym wpływie bardzo niskiej grawitacji na sen człowieka i jego odpoczynek. Nie będzie tak źle jak na orbicie (gdzie nie wiadomo, gdzie jest dół i gdzie góra, a chcąc spać z głową na poduszce, najpierw trzeba tę poduszkę do głowy przywiązać), ale bóle głowy, stawów i mięśni mogą być na porządku dziennym. Turysta może też czuć mdłości. Na Księżycu toaleta może wyglądać mniej więcej jak ta na Ziemi. Choć pewnie będzie toaletą chemiczną. Na Księżycu, a tym bardziej na stacji kosmicznej trzeba bardzo oszczędzać wodę. W praktyce oznacza to tylko tyle, że myjesz rano zęby tą wodą, którą poprzedniego dnia ktoś inny wysikał. Żeby było jasne, jest to woda superczysta, ale… niesmak pozostaje. Oszczędność wody musi oznaczać oszczędną higienę. A więc żaden długi prysznic. Co najwyżej wilgotna gąbka i mydło, które nie wymaga spłukiwania.

No i potem trzy dni powrotu. W ciasnym kombinezonie wyposażonym w pampersy i przypiętym do fotela.

Na razie nie ma jeszcze konkretnych ofert na wakacje na Księżycu. Jak będą reklamowane? Proponuję użyć przymiotnika „niezapomniane”. O tak, każdy, kto poleci w kosmos, długo nie będzie mógł tego faktu zapomnieć. Nie jestem tylko pewny, czy będą to wspomnienia pozytywne.

A mówiąc serio: turystyka kosmiczna to oferta ekstremalna. Tak jak mogę sobie wyobrazić duże zainteresowanie lotami suborbitalnymi (trwającymi kilka godzin), tak nie wierzę w masową turystykę na orbitę albo na Księżyc. Niedogodności i monotonność zabiją najwytrwalszych. Ta sytuacja zmieni się dopiero wtedy, gdy w przestrzeni zaczną powstawać nie pojedyncze „domki”, tylko ogromne kompleksy turystyczne. Ze sztuczną grawitacją, wysokim standardem żywienia i masą… ziemskich atrakcji. No i może z jednym pomieszczeniem, w którym będzie panowała nieważkość. Jedno pomieszczenie w zupełności wystarczy. Zanim jednak coś takiego powstanie... nauczymy się tworzyć tak sugestywną wirtualną rzeczywistość, że ruszanie się gdziekolwiek będzie zupełnie zbędne.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama