Drewniany ma duszę

Niedaleko Łeby polscy płetwonurkowie odnaleźli wrak XVIII-wiecznego żaglowca. To jedno z największych odkryć archeologicznych na Bałtyku. .:::::.

Zaczęło się od małej deseczki, którą wędkarz złowił na haczyk zamiast dorsza. Drewno wydawało mu się stare i ciekawe – z wyżłobionym otworem. Znalezisko pokazał płetwonurkom z Bazy Nurkowej „Łeba”. Deska pojechała do Krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej, gdzie po badaniach dendrochronologicznych dr Marek Krąpiec orzekł, że drewno ma ok. 250 lat i nie pochodzi z Polski. Eksperci byli już prawie pewni, że mają w rękach

część zatopionego statku

Ustalenie miejsca, gdzie mógł znajdować się wrak, nie było łatwe. Rybacy potrafili jedynie w przybliżeniu określić rejon, w którym tego dnia łowili ryby. Dali jednak nurkom tzw. mapę zaczepów, czyli miejsc, w których podczas połowów zaczepiali sieciami o coś pod wodą. Poszukiwania trwały kilka miesięcy, bo każdy z punktów podanych na mapie musiał być sprawdzony. Późną jesienią, 35 km na północ od Łeby, nurkowie natrafili na „coś dużego”, ale zła pogoda uniemożliwiła im szczegółowe zbadanie miejsca. Powrócili do niego wiosną, już w szesnastoosobowej ekipie, zorganizowanej przez National Geographic Polska.

– Tego, co zobaczyłem, nie da się porównać z niczym: na głębokości czterdziestu metrów stoi olbrzymi drewniany żaglowiec, zakopany nieco w piasku – mówi Marcin Jamkowski, członek wyprawy.
Doktor Waldemar Ossowski, archeolog i płetwonurek z Działu Badań Podwodnych Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku, uważa, że znaleziono

prawdziwy rarytas

Dno Bałtyku jest poorane sieciami rybackimi i jedyne wraki, które jeszcze się zachowały, pochodzą z czasów pierwszej i drugiej wojny światowej. Ze starszych statków udaje się czasami znaleźć kilka desek z dna i trochę kamieni balastowych. Tymczasem żaglowiec, chociaż ma około 250 lat, zachował się w bardzo dobrym stanie.

Statek ma trzydzieści metrów długości i osiem szerokości. Drewniany kadłub jest prawie nietknięty. Masywny dziób wznosi się pięć metrów nad dno. Statek jest zagrzebany w piasku na około dwa metry. Na prawej burcie widać półmetrowe okienko i naukowcy zastanawiają się, czy przypadkiem nie znajdowało się tam działo. Na lewej burcie wciąż wisi kotwica – olbrzymia, pięciometrowa, co znaczy, że statek mógł pływać także po niespokojnych morzach północnych. Druga kotwica spoczywa wewnątrz statku – być może w czasie katastrofy znajdowała się na pokładzie. Wewnątrz, wśród resztek zawalonego pokładu, nurkowie zobaczyli bęben do nawijania lin i przewrócony przedni maszt. Na środku okrętu stoi złamany maszt i dwie drewniane rury, pompy zęzowe, którymi odprowadzano wodę zbierającą się na dnie. Rufa żaglowca, gdzie znajdowała się kajuta kapitana, została zniszczona przez sieci rybackie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja