Teraz bakterie?

Nic tutaj nie jest całkowicie pewne, ale akurat w tym przypadku warto dmuchać na zimne. Gdy cały świat zastanawia się, czy dyktator z Korei Północnej ma broń jądrową i czy jest w stanie jej użyć, w Seulu wiele wskazuje na to, że Korea Południowa obawia się raczej innego zagrożenia. Broni biologicznej.

Kilka faktów. Kilka tygodni temu do Korei Południowej przez granicę pomiędzy Koreami uciekł żołnierz. To sprawa bez precedensu. Strefa zdemilitaryzowana jest tam bodaj najbardziej zmilitaryzowanym miejscem na planecie. Pola minowe, roboty otwierające ogień od wszystkiego, co się poruszy, zasieki, barykady i pułapki. I nagle jednemu człowiekowi udaje się to sforsować. Najpierw jadąc samochodem, potem biegnąc.

Przeciwciała?

Żołnierz został kilka razy postrzelony, ale przeżył. Gdy przetransportowano go do południowokoreańskiego szpitala, niektórzy lekarze nie wierzyli własnym oczom. Uciekinier nie tylko był podziurawiony kulami, ale jego ogólny stan zdrowia był tragiczny. Szef grupy medycznej, która zajmowała się nim, powiedział w południowokoreańskiej telewizji, że nigdy w życiu nie widział człowieka tak zarażonego pasożytami. Ale to nie pasożyty w Seulu wywołały największe emocje, tylko przeciwciała wąglika, jakie znaleziono w krwi żołnierza. To nie jest pierwszy przypadek, że u wojskowych zbiegów z Północy wykrywane są przeciwciała, które mogły się dostać do krwi tylko ze szczepionką. Kto w tak biednym i zacofanym kraju, w którym miliony ludzi głodują, szczepiłby żołnierzy przeciwko wąglikowi? W południowokoreańskich mediach nie mają wątpliwości, że szczepieni mogą być ci, którzy w jakiś sposób biorą udział w programie produkcji broni biologicznej. W całej historii (na razie nie histerii) ważny jest jeszcze jeden fakt. Za kilka tygodni w Korei Południowej w Pjongczangu mają się odbyć Zimowe Igrzyska Olimpijskie.

Co jasne, w takiej sytuacji nikt nie potwierdzi, że Korea Południowa zaczyna kupować szczepionki przeciwko wąglikowi (miał to powiedzieć jednej z gazet anonimowy oficer armii). Gdy władze chciały sytuację uspokoić, w zasadzie tylko dolały oliwy do ognia. Powiedziały bowiem, że odpowiednie służby monitorują sytuację, a w magazynach jest tysiąc szczepionek przeciwko wąglikowi. Słownie – tysiąc. Oczywiście mogą blefować. To kolejna niewiadoma. Nie do końca pewna jest także informacja (którą podały z kolei japońskie media), że północnokoreańskie wojsko testuje możliwość umocowania głowicy chemicznej i biologicznej na rakietach średniego i dalekiego zasięgu. W tym całym morzu domysłów tajemnicą nie jest to, że armia Kim Dzong Una ma całkiem spory zapas broni chemicznej, konkretnie sarinu. O arsenale broni biologicznej też mówi się od wielu lat. Tyle tylko, że dotychczas nie pojawiały się doniesienia mówiące o jakichkolwiek testach.

Pracują od lat

Kłopot z monitorowaniem testów broni chemicznej i biologicznej jest taki… że w sumie nie da się tego zrobić. Próbne eksplozje jądrowe można wykrywać w zasadzie na całym globie dzięki rozchodzeniu się fal sejsmicznych. Gdy taka fala zostanie zarejestrowana przez więcej obserwatoriów, z dość dużą precyzją można określić, w którym miejscu, a nawet na jakiej głębokości było jej źródło (czyli eksplozja). Co więcej, dzięki takim testom można określić nawet siłę eksplozji. Korea Północna, na szczęście, nie przeprowadza prób jądrowych w atmosferze (jak robili to po II wojnie światowej w zasadzie wszyscy produkujący broń atomową). Dzięki analizie składu powietrza w wyższych partiach atmosfery można byłoby jednak wtedy dokładnie określić więcej parametrów technicznych ładunku.

Podobno w Korei Północnej nie ma szpiegów. Podstawowe informacje dotyczące rozwoju programu jądrowego można jednak posiąść na odległość. Inaczej jest z bronią biologiczną i chemiczną. Jej testy mogą być przeprowadzane, a USA, Chiny, Japonia czy Korea Południowa nie mają szans, żeby je monitorować. Co gorsza, program rozwoju tej broni jest bardzo trudno zauważalny nawet z orbity. Procesy chemiczne i biologiczne, które prowadzą do wyprodukowania śmiercionośnych mikrobów czy dużych ilości zabójczego gazu, są takie same jak te, w których produkuje się np. nawozy sztuczne. Do rozmnażania na masową skalę groźnych organizmów można użyć kadzi, które wykorzystuje się np. do... warzenia piwa. W opublikowanym przez naukowców z Harwardu raporcie na temat rozwoju broni biologicznej przez reżim znalazła się informacja, że powolne prace trwają nad tym od wielu lat. Analitycy twierdzą, że Koreańczycy z Północy nie tylko produkują bakterie wąglika, ale także cholerę, dżumę i ospę.

Nic nie widać

Broń biologiczna i chemiczna jest z wielu punktów widzenia dużo lepszym rozwiązaniem na polu walki niż broń atomowa. Tyle tylko, że to próby tej ostatniej budzą większe przerażenie w świecie. Kosztują one jednak bardzo dużo i, co ważniejsze, wymagają ogromnej wiedzy naukowej oraz technologicznej. Podczas gdy broń biologiczną jest w stanie wyprodukować każdy student biologii, a chemiczną – nawet niezbyt wybitny chemik. Oczywiście sprawy komplikują się, gdy mowa o dużych ilościach oraz o stworzeniu takich mieszanek (wersji organizmów), by były jak najdłużej zabójcze. Dalej jest to jednak nieporównywalnie prostsze niż wybudowanie nawet najbardziej prymitywnego ładunku jądrowego. Broń chemiczna i biologiczna nie niszczy infrastruktury, tylko zabija ludzi. A gdy jest odpowiednio zaprojektowana, bardzo szybko „znika”. Związki wykorzystywane jako środki bojowe szybko rozpadają się do postaci neutralnych. Wspomniany już wcześniej sarin w czasie dobrej, bezwietrznej pogody jest niebezpieczny zaledwie przez 4 godziny. Iperyt staje się nieszkodliwy po najwyżej kilku dniach. Dłużej – czasami lata – może trwać skażenie terenu, na którym użyto broni biologicznej. Ale nie może się to równać ze skażeniem radioaktywnym, które może trwać wiele lat, a aby je zlikwidować i oczyścić skażony teren, trzeba ogromnych nakładów prac i środków. Wielką zaletą broni chemicznej jest to, że po jej użyciu wybucha panika. Jej skutki mogą być niebezpieczniejsze od samego ataku. Groźnych dla płuc czy skóry chemikaliów i bakterii przecież nie widać. Można się ich spodziewać wszędzie. Tak rodzi się psychoza.

Coś za coś

Nie ulega wątpliwości, że broń biologiczna jest najbardziej perfidną z tych trzech: biologicznej, chemicznej i jądrowej. A to dlatego, że wcale nie musi być użyta wprost przeciwko człowiekowi. Bakterie, wirusy, grzyby mogą na przykład zaatakować uprawy. Samo to może już spowodować wybuch paniki. Odpowiednio zmodyfikowane bakterie mogą być skierowane np. tylko przeciwko zwierzętom hodowlanym. Efekt takiego ataku byłby pewnie podobny. Przy bardzo zaawansowanym programie zarazki mogą być zaszczepione np. owadom czy gryzoniom. W ten sposób choroba może się przenosić na inne zwierzęta, a następnie na ludzi. Wyśledzenie, co było jej źródłem, jest w tym przypadku wyjątkowo trudne. Ale też skuteczność takiego ataku może być niewielka. Wystarczy nagła zmiana pogody, temperatury, kierunku wiatru i atakujący może zamienić się w atakowanego. Japońskie media donosiły o próbach z głowicami rakiet średniego i dalekiego zasięgu. Bakterie źle znoszą szybkie zmiany temperatury czy ciśnienia, a to nieuniknione, gdy pojemnik z nimi zostanie umieszczony na szczycie rakiety. Kilka lat temu w prasie ukazała się analiza, z której wynikało, że skuteczny atak biologiczny bakteriami wąglika na jedno tylko większe miasto w USA zaowocowałby zużyciem całych krajowych zapasów antybiotyków w ciągu dwóch tygodni. A co jeśli na czynnik biologiczny nie ma antybiotyków?

Broń biologiczna jest groźniejsza od chemicznej jeszcze pod jednym względem. Sama się powiela. Śmiertelna skuteczność gazu z czasem się zmniejsza, natomiast zabójczy efekt działania bakterii może narastać. Drobnoustroje rozsiane podczas ataku biologicznego rozmnażają się w organizmach ofiar i dalej rozprzestrzeniają się same. Tak długo, aż zabraknie ofiar.

Broń chemiczna jest najtańsza w produkcji i najłatwiejsza w przenoszeniu. Jej skuteczność jest jednak w dużej mierze uzależniona od warunków pogodowych. Broń biologiczną też łatwo wykonać, ale przenieść znacznie trudniej. No i wreszcie broń jądrowa. Skomplikowana, ale robi chyba największe wrażenie. Diabelskie coś za coś.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.