Księżycowa gorączka

Po latach zastoju rozpoczęła się najciekawsza część wyścigu na Księżyc. W jego kierunku wysyła się sondy, lądowniki, a niektórzy chcą wysłać nawet ludzi. Po co?

Gdy nogę na Srebrnym Globie stawiał pierwszy człowiek (Amerykanin), świat pogrążony był w zimnej wojnie. Dwa największe mocarstwa walczyły o prymat technologiczny. Amerykanie mieli zranioną dumę, bo pierwszym sztucznym obiektem orbitującym Ziemię był radziecki Sputnik, a pierwszym człowiekiem w kosmosie – Rosjanin. W tym wyścigu nie chodziło tylko o dumę. Stawką było bezpieczeństwo narodowe. Ten, kto jest w stanie wynosić duże ładunki w kosmos, może na dowolne państwo zrzucić grad pocisków (np. nuklearnych). Ten, kto jest w stanie wysłać satelitę, ten może szpiegować każdego i wszędzie. W obu dziedzinach Rosjanie prowadzili. Ostatecznym potwierdzeniem wyższości technologicznej było wysłanie człowieka na inny glob.

Jesteśmy górą

Amerykanie do tego kroku przygotowywali się bardzo długo. Chcieli pokazać, że są lepsi od Rosjan; pokazać światu (nie tylko Moskwie), że technologie, jakimi dysponują Stany Zjednoczone, biją na głowę te, które ma Związek Radziecki. Takie stwierdzenie ma ogromny wpływ na politykę i gospodarkę. Taka demonstracja jednych może powstrzymać przed działaniem innych – zdopingować do stanięcia po stronie mocniejszego. Gdy Amerykanie chodzili po Srebrnym Globie (przełom lat 60. i 70. XX w.), było jasne, że w wyścigu technologicznym Moskwa zaczyna przegrywać. Kolejne loty, kolejne spacery i kolejne relacje wzmacniały ten przekaz.

Czy w tym wszystkim była nauka? Oczywiście, że tak. Aby wysłać ludzi na Księżyc, trzeba było podołać wielu technologicznym wyzwaniom. Na powierzchni Księżyca przeprowadzono wiele różnych eksperymentów naukowych, pobrano też i przywieziono do ziemskich laboratoriów próbki lunarnego gruntu. Misja księżycowa pozwoliła wypróbować wiele technologii i procedur. Niektóre z nich obowiązują do dzisiaj.

Roboty tam, ludzie tu

Ostatni człowiek chodził po powierzchni Księżyca w 1972 r., czyli ponad 45 lat temu. W tym czasie nauczyliśmy się budować misje robotyczne i to one zaczęły badać planety, księżyce, ale też asteroidy czy komety Układu Słonecznego. Tak jest szybciej, taniej i skuteczniej. Człowiek poza ziemską atmosferą jest bardzo niezgrabny. Roboty przewyższają go zręcznością. Nie mają jednak wyczucia, intuicji i intelektu, cech niezbędnych do prowadzenia badań. Ten intelekt może siedzieć w centrum kontroli misji na Ziemi, a sonda, lądownik czy próbnik mogą pracować wiele setek milionów kilometrów od tego miejsca. Zyski (i oszczędności), jakie przynosi wysyłanie misji bezzałogowych, są bezdyskusyjne. A jednak mimo tych korzyści coraz częściej mówi się o tym, by w kosmos zacząć wysyłać ludzi. Od lat wysyłamy ich na stacje kosmiczne, które znajdują się na orbicie okołoziemskiej. Ale to za mało. Kilka agencji kosmicznych buduje swoje programy księżycowe. Kto pierwszy, po kilkudziesięciu latach przerwy, postawi nogę na Księżycu? Czy będą to Amerykanie? Niekoniecznie. Równie dobrze mogą to być Chińczycy. Rosjanie w tym wyścigu już się nie liczą. Na scenie pojawiają się jednak nowi gracze. Na przykład Hindusi, Izraelczycy czy Irańczycy.

Chińska baza

Największe postępy w zdobywaniu kosmosu robią Chiny. W połowie lat 20. XXI w. Chińczycy zamierzają wylądować z załogową misją na Księżycu. Jeżeli ich program nie będzie miał opóźnień, będą tam przed Amerykanami. Za kolejnych 10 lat, w około 2035 r., w okolicach południowego bieguna Srebrnego Globu ma zostać wybudowana baza. Człowiek nigdy jeszcze nie wybudował bazy na innym globie.

Chiny bardzo konsekwentnie budują swój program kosmiczny. Od lat inwestują w niego bardzo duże pieniądze. Jeszcze w tym roku w kierunku Księżyca ma polecieć bezzałogowa misja Chang’e 4, której lądownik siądzie po tej stronie globu, która zawsze jest od nas odwrócona. Nikt tam nigdy nie prowadził badań gruntu. Chińczycy chcą tam m.in. przebadać możliwość produkcji żywności. W lądowniku będzie komora, a w niej sadzonki ziemniaków i jaja jedwabników. Ziemniaki – rosnąc – będą produkowały tlen, a jedwabniki dwutlenek węgla. Warunki (oświetlenie, wilgotność, temperatura) będą pod ścisłą kontrolą. Ciekawe, czy coś z tych sadzonek wyrośnie? Chińska misja na Księżyc w zasadzie już się rozpoczęła. Kilka tygodni temu w kosmos poleciał satelita komunikacyjny, dzięki któremu misja księżycowa będzie zarządzana z Ziemi.

Pogoń Amerykanów

Plany księżycowe przedstawił ostatnio prezydent Trump. Zapowiedział powrót na Księżyc. Pierwsza – na razie robotyczna – misja ma wystartować w przyszłym roku. Człowiek (amerykański) ma wylądować na Srebrnym Globie w latach 20. XXI wieku. Siłą Amerykanów jest zapowiadana szeroka współpraca z prywatnymi firmami sektora kosmicznego, które w ostatnich latach poczyniły gigantyczne postępy. Już dzisiaj NASA część swoich aktywności zleca właśnie im. Sektor prywatny nie jest obciążony wieloma grzechami, które są wpisane w DNA tak dużej instytucji jak Amerykańska Agencja Kosmiczna. Chińczycy tego komfortu nie mają, u nich prywatny sektor kosmiczny nie istnieje. Siłą Chińczyków są natomiast dyscyplina i finansowanie niezależne od politycznych zawirowań na szczytach władzy. W USA kolejny prezydent może zamknąć program księżycowy. W Chinach zmian na szczytach nikt się nie spodziewa. Wyścig pomiędzy USA i Chinami jest prestiżowy, tym bardziej teraz, kiedy pomiędzy tymi dwoma krajami może dojść do wojny celnej.

Ostatnio do księżycowego wyścigu przyłączył się Izrael. W ciągu najbliższych miesięcy na Srebrnym Globie ma wylądować izraelski lądownik. Gdyby to się udało, Izrael byłby czwartym krajem, który osadził swój lądownik na Księżycu. Państwo to nie ma własnego programu rakietowego, dlatego misja księżycowa zostanie wystrzelona na pokładzie amerykańskiej (prywatnej) rakiety Falcon-9 z przylądka Canaveral na Florydzie.

Programy kosmiczne innych wspomnianych krajów na razie są mniej zaawansowane, ale nie ma wątpliwości, że wyścig trwa i startuje w nim coraz więcej zawodników. Po co tyle krajów stara się dolecieć na Księżyc, wybudować na orbicie stację badawczą czy chociażby stworzyć flotyllę satelitów? Spora część naszej gospodarki jest uzależniona od technologii kosmicznych. Kosmos to lokalizacja, meteorologia, komunikacja, ale też rolnictwo czy ostrzeganie przed klęskami żywiołowymi. Dlatego uzależnienie od technologii kosmicznych będzie coraz większe. Ten, kogo nie ma w kosmosie, niebawem będzie miał kłopoty na Ziemi. Ponadto zbliżamy się do chwili, w której minerały będzie się wydobywało nie na Ziemi, ale w kosmosie. Ten, kogo tam nie będzie, straci podwójnie. Kiedyś głównym silnikiem wyścigu kosmicznego była polityka. Dzisiaj jest nim biznes.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.