Dołowanie

W najnowszym rankingu światowych uczelni nasze uniwersytety spadły o kilkadziesiąt pozycji. Pierwsze miejsce – po raz kolejny – zajął Uniwersytet Harvarda. Roczny budżet tej uczelni jest kilka razy większy niż nakłady Polski na wszystkie szkoły wyższe.

Ale to nie pieniądze są problemem, tylko priorytety. Polskie uczelnie skupiają się na kształceniu, a zachodnie – na uprawianiu nauki. Polskie patrzą, jak pozyskać pieniądze z różnych źródeł, aby budować infrastrukturę, a te na szczytach światowych rankingów budują infrastrukturę, by uprawiać naukę. Nasze – w największym skrócie – idą w ilość, a tamte w jakość.

Co kraj, to obyczaj

Kilka lat temu, gdy wróciłem z długiego pobytu naukowego za granicą, znalazłem pracę na jednym z polskich uniwersytetów. Musiałem się przyzwyczaić do wielu rzeczy, które wydawały mi się – delikatnie mówiąc – dziwaczne. Na przykład przez kilka miesięcy nie miałem komputera, bo choć procedury były uruchomione już wcześniej, wciąż nie zostały zamknięte. Dziwiła mnie też bardzo duża liczba godzin dydaktycznych, które w praktyce uniemożliwiały pracę naukową. Do moich zadań należało zorganizowanie nowego laboratorium, ale bez komputera, i z taką liczbą zajęć (spora część weekendów też była nimi zajęta) w zasadzie było to niemożliwe. Zajęcia prowadziłem dla kilku kierunków, także dla studentów uczących się zaocznie. Ci ostatni przynosili uczelni spory dochód. Ale o tym dowiedziałem się dopiero później. Kilka tygodni przed letnimi wakacjami dostałem z rektoratu list, w którym napisano, że na trzy miesiące wakacji nie ma dla mnie na uczelni pracy. Że mam się zgłosić dopiero pod koniec września. Gdy w rektoracie poprosiłem o wytłumaczenie, powiedziano mi, że przez wakacje nie przynoszę dochodu uczelni, bo nie kształcę studentów zaocznych. Nie ma dochodu, nie ma zatrudnienia. Gdy zauważyłem, że przez te trzy miesiące miałem zamiar ruszyć w końcu z pracą naukową, pani w rektoracie tylko się uśmiechnęła. Co ciekawe, wygrałem już konkurs i na początku października miałem zostać adiunktem. Ale w październiku na uczelnię nie wróciłem. Zbuntowałem się.

Wiem, że takie praktyki były dość powszechne na wielu uniwersytetach. Znam osobę, która wtedy była doktorem nauk matematycznych i w miesiące wakacyjne finansowo wiązała koniec z końcem tylko dlatego, że pracowała na farmie świń. Uczelnia podpisywała z nią umowę od października do czerwca. Przez trzy wakacyjne miesiące naukowiec pozostawał bez pracy.

Uniwersytet jest powołany do uprawiania nauki i kształcenia studentów. Bez studentów nie ma uniwersytetu, ale bez nauki też nie.

To także
wina młodych

Polskie uniwersytety nigdy nie przegonią Uniwersytetu Har
varda czy uniwersytetów Stanforda i Berkeley (odpowiednio 2. i 3. miejsce w ostatnim światowym zestawieniu). Nie te budżety, ale przede wszystkim nie te priorytety. Tam na pierwszym miejscu jest nauka, wokół której gromadzi się ekspertów i studentów. Ci ostatni dostają szansę pracy z najlepszymi, bo sami chcą być najlepsi. U nas na pierwszym miejscu jest liczba studentów, bo jej zwiększenie daje uczelni najłatwiejsze pieniądze i przede wszystkim szansę zachowania już posiadanych etatów. Ponadto doświadczenie mówi mi, że dzisiaj ze świecą szukać studenta, który chce być najlepszy i rzeczywiście pragnie wybrany kierunek studiować (czyli zgłębiać). Bywają pasjonaci, ale przeważająca większość to osoby, którym zależy tylko na dyplomie ukończonych studiów, ewentualnie na papierze, który umożliwi im pracę w wymarzonym miejscu. O wiedzy, o pogłębianiu pasji niewielu dziś mówi. Konsekwencją jest to, że młodzi ludzie godzą się na wykształcenie niskiej jakości. A to jest coraz częściej faktem. Szczególnie na studiach zaocznych. Jeszcze raz warto powtórzyć: najlepsze uczelnie w światowych rankingach to przede wszystkim nauka. To ona przyciąga ludzi, którym zależy na jakości kształcenia. Zresztą od wielu już lat przyciąga młodych z całego świata. U nas jest przede wszystkim kształcenie, ale bez badań naukowych z każdym rokiem jest ono na coraz niższym poziomie. Czy w tej sytuacji może dziwić to, że na naszych uczelniach jest tak mało obcokrajowców?

Pisząc te słowa, uogólniam. Ale taki właśnie jest uogólniony obraz polskich uczelni. To jasne, że uniwersytety dostają maturzystów, którzy jeszcze kilkanaście lat temu nie zdaliby egzaminu dojrzałości. Każdego roku bity jest rekord „niezdających” matury z matematyki. Z premedytacją słowo „niezdających” napisałem w cudzysłowie. W polskim systemie poprzeczka „zdany – niezdany” jest na poziomie 30 procent. Na studia przyjmowani są ci, którzy z egzaminu maturalnego zdobyli odpowiednią liczbę punktów. Poprzeczkę ustala uczelnia, ale gdy studentów jest mało, poprzeczka zawieszona jest dramatycznie nisko. I tak można iść na studia, mając z matury np. 30 proc. punktów. Osobnym wątkiem jest to, że dzisiaj można być licencjatem z kosmetologii i zdecydować się na magisterium np. z archeologii. Jaka będzie wiedza kogoś, kto studiuje kierunek magisterski (w tym przypadku archeologię) tylko dwa lata?

Uczelnie jak chodniki

Wróćmy do uniwersytetów. Kolejny spadek w międzynarodowych rankingach jest wynikiem wielu lat zaniedbań. Nie tylko w szkolnictwie wyższym. Przede wszystkim winne są jednak priorytety wyznaczane przez ministra nauki i przez rektorów poszczególnych uczelni. W Polsce na niejednym uniwersytecie za unijne miliony wyremontowano laboratoria i kupiono sprzęt, którego… nawet nie ma sensu odpakowywać. Pozyskanie funduszy jest stosunkowo łatwe, ich proste skonsumowanie jest jeszcze prostsze (po prostu kupujemy). Zauważamy nonsens wykładania kilometrów chodników i całych placów miejskich betonowymi kostkami. Zauważamy nonsens odgradzania ścieżek rowerowych biało-czerwonymi płotkami. Zauważamy też nonsens budowania parków wodnych nawet w gminach, które nie będą w stanie tych obiektów utrzymać. To wszystko nas bulwersuje albo śmieszy, bo budowane jest za unijne pieniądze. Pomijam już fakt, że unijne znaczy także nasze. Nie zauważamy jednak, że „betonowe kostki brukowe”, „barierki na ścieżkach rowerowych” czy „parki wodne” funkcjonują także w nauce. Za inwestycjami w infrastrukturę naukową nie idą badania. Bo aby badania przyniosły dochody, trzeba je prowadzić na światowym poziomie (inaczej żadne renomowane czasopismo nie opublikuje wyników). To wymaga nie tylko sprzętu, ale przede wszystkim ludzi, naukowców, którzy reprezentują światowy poziom. A skąd ich wziąć, skoro młody badacz z tytułem doktora i po stypendium za granicą nie ma szans na stałe zatrudnienie? Tak, na Zachodzie też nie zatrudnia się naukowców na czas nieokreślony. Ale tam ten czas określony to nie jest rok czy dwa. Zwykle trwa kilka lat. U nas te okresy są tak krótkie, że bez problemu można się naukowca pozbywać na czas trwania wakacji. Kiedyś ten proceder był dość powszechny. Dzisiaj takie sytuacje zdarzają się rzadziej, ale czasowe (krótkoczasowe) zatrudnienie jest powszechne. Co prawda prawo zabrania podpisywania umów na czas określony w nieskończoność, ale uczelnie znalazły na to sposób. Zatrudniają naukowca na nieco innym stanowisku albo przy inaczej zatytułowanym projekcie. I tak w nieskończoność. Czy zdolny, gruntownie wykształcony naukowiec, już nie student, ale osoba, która chce minimalnej stabilizacji w życiu, rodziny, dzieci, oprze się pokusie pracy w biznesie albo w nauce, ale za granicą? I co nam po nowych budynkach i sprzęcie naukowym wartym miliony, gdy nie ma ludzi, którzy potrafiliby prowadzić na nim badania? Badania, które doprowadzą do wyników i publikacji w poczytnych czasopismach naukowych. Jeśli tego nie pojmiemy, w kolejnych latach wylecimy ze światowych rankingów całkowicie. •

TVP2: „Sonda 2”, niedziela 4 września, godz. 14.35, sobota 10 września, godz. 14.35.

Co ocenia ranking?

W Rankingu Szanghajskim pod uwagę jest branych 1000 uczelni z całego świata, spośród których na samej liście wskazanych jest 500. Pierwsze miejsce, od 14 lat, zajmuje Uniwersytet Harvarda. Kolejne dwa – równie znane uniwersytety: Stanforda i Berkeley. Najlepsza europejska uczelnia – Uniwersytet w Cambridge – zajęła 4. miejsce. Na liście znalazły się tylko dwie polskie szkoły wyższe – Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski. Uplasowały się w piątej setce. To znaczący spadek w porównaniu z zeszłym rokiem. Wtedy byliśmy w czwartej setce. Nasz spadek nie jest spowodowany znaczącym pogorszeniem się pracy polskich uniwersytetów. To raczej efekt znacząco lepszej pracy innych uczelni. Oni biegną, a my wolno spacerujemy. Ranking Szanghajski bierze pod uwagę liczbę nagradzanych w konkursach międzynarodowych pracowników, liczbę cytowań w naukowej prasie międzynarodowej, liczbę publikacji i odnosi to do wielkości uczelni. Polskie placówki najlepiej wypadają w zestawieniach kierunków ścisłych. Tam często jesteśmy w drugiej setce.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg