Przyszłość już jest!

W czasie operacji specjalne urządzenie namnożonymi żywymi (!) komórkami uzupełnia braki w mięśniu sercowym

W sumie logiczne. Gdybyśmy się spodziewali latających samochodów, gdybyśmy się przygotowywali do ich pojawiania… jaką byłyby rewolucją? Patrzymy w przyszłość i projektujemy ją na podstawie wyobrażeń, jakie mamy dzisiaj. Nie potrafimy wyobrazić sobie innego stanu rzeczy. Rewolucja to zawsze jest zaskoczenie. Z definicji.

Gdy kilka lat temu po raz pierwszy zobaczyłem drukarkę trójwymiarową, mówiono o rewolucji, jaką te urządzenia przyniosą. Każdy będzie mógł – zapowiadano – wydrukować sobie w domu dowolny przedmiot. Nie będzie musiał kupować, zamawiać, wyszukiwać. Po prostu ściągnie odpowiedni plik cyfrowy i wydrukuje sobie. Kubek (identyczny jak ten, który się potłukł), brakującą część do odkurzacza. Zdobioną nogę krzesła albo szczoteczkę do zębów. Rewolucja miała być tuż-tuż. Wciąż jednak nie nadeszła. I szczerze mówiąc, wątpię, czy nadejdzie. Owszem, będziemy mieli kolejne udogodnienie. Ale nic więcej. To nie znaczy jednak, że drukarki 3D będą tylko miłym dodatkiem do życia, które i tak obfituje w mniej lub bardziej potrzebne sprzęty. Mówiąc o rewolucji druku 3D, myślę o medycynie. Od niedawna drukarki mogą bowiem drukować nie tylko tworzywa sztuczne, ale także tkanki. Drukarka może wydrukować rusztowanie, na którym rosną tkanki. W przyszłości będzie drukowała narządy. I to będzie prawdziwa rewolucja. Nie wydaje mi się, żeby twórcy druku 3D myśleli o medycynie, gdy tworzyli podstawy zupełnie nowej gałęzi technologii.

W Australii powstało urządzenie, które żywymi komórkami uzupełnia braki w mięśniu sercowym. Pacjentowi np. po zawale pobierane są komórki skóry, a następnie dzięki biotechnologii są one „zamieniane” w komórki mięśnia sercowego. Kolejnym etapem jest ich namnażanie. W czasie operacji specjalne urządzenie tymi właśnie namnożonymi żywymi (!) komórkami uzupełnia braki w mięśniu sercowym. Te miejsca, w których znajdowały się obumarłe fragmenty narządu. Z przeprowadzanych prób wynika, że tak uzupełnione serce działa, a nowe komórki „synchronizują się” z pozostałymi. Zanim braki zostaną uzupełnione, serce pacjenta jest bardzo dokładnie skanowane. To nie lekarz steruje biodrukarką 3D, tylko zaawansowany program komputerowy. Co warte podkreślenia, drukarka „sztukuje” serce komórkami, które pochodzą od pacjenta, a nie od dawcy. To likwiduje kłopotliwy w transplantologii problem odrzucenia przeszczepu.

Na świecie co kilka sekund ktoś ma zawał serca. Co kilkanaście ktoś umiera z powodu niewydolności serca. W USA czy krajach europejskich leczenie chorób serca kosztuje setki miliardów dolarów rocznie. Technologia, o której piszę, jest wciąż testowana. W pełni użyteczna będzie dopiero za kilka lat. Ale nawet wtedy o jej powszechnym użyciu będzie można pomarzyć. Ale marzyć warto. Bo od marzeń wszystko się zaczyna. Szczególnie rewolucje. 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| NAUKA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.