Podróżnik się obudził

Gdy wszyscy myśleli, że już po niej, Sonda Voyager 1 – najdalej znajdujący się obiekt wykonany ręką człowieka – po prostu włączyła silniki. Nieużywane od 37 lat!

Patrząc na Voyagera 1 (Podróżnika 1), łatwiej zrozumieć, że nasze marzenia o lataniu w inne układy planetarne na razie trzeba będzie wsadzić między bajki. Sonda lecąca z prędkością ponad 60 tys. kilometrów na godzinę potrzebowała aż 35 lat, by wydostać się poza Układ Słoneczny. Sygnał radiowy z pokładu statku do Ziemi leci 16 godzin. Dla porównania najbliższa Ziemi planeta pozasłoneczna (leżąca poza Układem Słonecznym) znajduje się w odległości ponad 10 lat świetlnych, a więc jest prawie 6 tys. razy dalej, niż doleciał Voyager 1. Gdyby lecieć w kierunku najbliższej nam egzoplanety z prędkością Voyagera, dotarcie do niej zajęłoby 21 tys. lat. Po tym czasie bylibyśmy w okolicach gwiazdy Epsilon Eridani, wokół której krąży przynajmniej jedna planeta... absolutnie nie nadająca się do życia. Jest 1,5 raza cięższa od naszego Jowisza i porusza się po eliptycznej i dosyć ciasnej orbicie wokół swojego słońca. Oczywiście można sobie wyobrazić, że nauczymy się latać szybciej niż z prędkością 60 tys. kilometrów na godzinę. Nawet jeżeli tę prędkość zwiększymy stukrotnie, podróż do Epsilon Eridani zajmie nam 210 lat. Ogromne odległości w kosmosie są faktem, który spędza sen z powiek poszukiwaczom pozaziemskiego życia.

Voyagerów dwóch

Ale wracając do Voyagera. A właściwie dwóch Voyagerów. Plan był taki, że w zasadzie identyczne sondy (obydwie wystrzelone w 1977 r.) dolecą do dwóch dużych planet Układu Słonecznego – Jowisza i Saturna. Tam miały pracować przez kilka lat, a potem zakończyć swój program naukowy i… umrzeć. W przypadku sond oznacza to tylko tyle, że miały się wyłączyć. Oczywiście ten okres założono z pewną nadwyżką, na wypadek gdyby na badanych planetach znalazło się coś, co wymagałoby przedłużenia misji. No i tak Voyagery działają bez przerwy od 40 lat.

Sondy zostały wystrzelone w zasadzie w tym samym momencie, ale nie leciały w tym samym kierunku. Nie miały wspólnej trasy. I od samego początku były ogromnym sukcesem naukowym. Eksperci twierdzą, że Voyager 1 dostarczył w ciągu zaledwie kilku dni przelotu w okolicach Saturna więcej informacji o tej planecie, niż ludzie zebrali w czasie wszystkich poprzednich misji kosmicznych. Wciąż przeważająca większość naszej wiedzy o gazowych gigantach pochodzi z lat 80. XX wieku i z aparatów sond Voyager. Gdy okazało się, że sondy wypełniły swoje naukowe zadania, a wciąż działają, postanowiono wysłać je w siną dal. A konkretnie na granice Układu Słonecznego. I tak sondy 9 lat po starcie odwiedziły Urana, a 12 lat po starcie Neptuna. Nikt chyba nie przypuszczał, że dotrą tak daleko. Misja (coraz częściej mówiono o niej już nie międzyplanetarna, tylko międzygwiezdna) nie kończyła się, a niewielki pobór prądu (każda z sond zużywa tyle energii ile zwykła żarówka) powodował, że trwała i trwała, a wraz z tym trwaniem na pokładzie sondy wyłączane były kolejne urządzenia badawcze. Nie dlatego, że nie działały, po prostu stawały się bezużyteczne. Bo po co włączać kamery, skoro Voyagery podróżują teraz przez bezkresne… nic. Przez ogromne obszary pomiędzy Układem Słonecznym a resztą kosmosu, innymi gwiazdami i ich układami. Po raz ostatni Voyager 1 uruchomił swoją kamerę 14 lutego 1990 r. Zrobił zdjęcia Słońca i planet. Niesamowite zdjęcia, bo pokazujące Słońce… wcale nie większe od tysięcy innych gwiazd. Na tych zdjęciach widać, jakim pyłkiem, ziarenkiem piasku jest planeta, na której żyjemy.

Ruszył bez zarzutu

I tak oto 40 lat po wystrzeleniu Voyager 1, znajdując się 20 500 000 000 kilometrów od Ziemi, mógłby lecieć dalej w pustkę (kosmiczną, ale może w końcu trafiłby na jakiś układ planetarny) i nadawać coraz słabszy sygnał. Jednak inżynierowie z NASA postanowili sprawdzić, czy działają (a ich zdaniem działać powinny) silniki zapasowe. Te znajdują się na pokładzie sondy, ale w zasadzie nigdy nie były używane. Postanowili i sprawdzili, a silniki, które od 40 lat nie były nawet testowane, zadziałały bez zarzutu. Dzięki nim sonda może „odwrócić” się w kierunku Ziemi i nadać sygnał radiowy z podstawowymi informacjami o tym, co dzieje się wokół niej. 40 lat i silniki odpaliły bez problemu. Ciekawe, czy w samochodzie stojącym 40 lat w garażu też poszłoby to tak bezproblemowo?

Choć wyłączenie całkowite sondy planowano już wiele razy, ostatecznie podjęto decyzję, że powinna działać tak długo, jak wystarczy jej energii. Dzisiaj szacuje się, że nastąpi to w 2025 r. Co potem? Nic. Sonda będzie leciała – siłą rozpędu – dalej. I jeżeli nie rozbije jej kometa albo asteroida, może kiedyś uderzy o powierzchnię jakiegoś obiektu. Jeżeli będzie nim gwiazda, nic z Voyagera 1 nie zostanie (to samo dotyczy Voyagera 2). Jeżeli będzie to jednak planeta, może się okazać, że zainstalowane na powierzchni sondy przesłanie dla innych cywilizacji zostanie odczytane... •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • sp
    23.01.2018 23:08
    Nie powinno się pisać o potencjalnych planetach poza US jako o "odkrytych". Nikt ich nie widział, żaden Voyager jeszcze nie przesłał ich zdjęć, a bogactwo zjawisk kosmosu zapewne nie raz jeszcze nas zaskoczy, w tym i dzisiejszych analityków-"odkrywców", którym potem może być głupio, że się zbytnio pospieszyli ze zbyt kategorycznymi wnioskami.
  • Fryderyk
    25.01.2018 16:10
    To też jest ciekawe https://wp.tv/i,nasa-oglosilo-odkrycie-dwoch-planet-podobnych-do-ziemi,mid,2013806,cid,4051,klip.html?ticaid=61aa59
  • czes
    25.01.2018 18:17
    "Ciekawe, czy w samochodzie stojącym 40 lat w garażu też poszłoby to tak bezproblemowo?" - jeżeli w garażu byłaby próżnia, to czemu nie?
  • as
    26.01.2018 01:28
    Czy patrząc na oddalającą się sondę, dojść można do wniosku, że wszechświat się rozszerza? Już w starożytności doszli ludzie do wniosku, że wiedza i jej rozpowszechnianie, ogranicza możliwości jej permanentnego rozwoju... ...że tylko wyobraźnia umożliwia rozwój wiedzy.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.