Lecimy na Marsa!

NASA ogłosiła: pierwszy człowiek stanie na Marsie za 24 lata. Koszt wyprawy – 450 miliardów dolarów. .:::::.

Pierwszym krokiem było lądowanie na Księżycu. Jest blisko, a to jego podstawowa zaleta. Mars będzie kolejny, bo, w przeciwieństwie do naszego satelity, na Marsie mogą funkcjonować ludzie. Oczywiście w kombinezonach i maskach, ale jednak w warunkach bardziej zbliżonych do ziemskich niż te na Księżycu. Mars jest bardzo podobny do Ziemi. I geologicznie, i historycznie. Podobno w przeszłości były tutaj rzeki, jeziora i oceany. Gdzie się podziały? Chyba w większości wyparowały, ale stosunkowo dużo wody znajduje się pod powierzchnią marsjańskiego gruntu. Wieczna zmarzlina czeka, by ją wydobyć.

Duży dystans pomiędzy Ziemią i Marsem powoduje, że tak jak lecący na Księżyc ludzie wszystko mieli ze sobą, tak w przypadku kolonizacji Czerwonej Planety musimy być samowystarczalni. Jeżeli uda się wydobywać spod marsjańskiego gruntu wodę, będzie to krok milowy w kolonizacji tej planety. Prawdę powiedziawszy, kolonizacja będzie niemożliwa, jeżeli wody nie uda się znaleźć na miejscu. Nie sposób jej transportować z Ziemi. Jest za ciężka i zajmuje zbyt wiele miejsca.

Ogródek na Marsie


Pierwsi ludzie lecący na Marsa zapewne będą ze sobą mieli duże zapasy prowiantu, ale jeżeli ktokolwiek poważnie myśli o zasiedlaniu planety (nawet jeżeli miałaby to być tylko stała baza naukowa), musi znaleźć sposób na produkcję żywności na miejscu. Trzeba wyhodować rośliny, których DNA będzie tak zmodyfikowane, by mogły funkcjonować w marsjańskim gruncie i niezwykle rzadkiej atmosferze.

Kolejnym kłopotem jest budowa stałej bazy. „Domem” i schronieniem dla ludzi przebywających na powierzchni Księżyca był lądownik – statek, który oderwał się od krążącego na księżycowej orbicie orbitera. Wylądował na powierzchni Srebrnego Globu i z jego powierzchni wystartował. W przypadku wyprawy na Marsa taki scenariusz jest mało prawdopodobny. Lądownik musiałby być ogromny, żeby przez kilka tygodni (a nie kilkanaście godzin, jak w przypadku zdobywców Księżyca) mogło w nim wygodnie mieszkać kilka osób załogi. No i kłopot najważniejszy. Amerykanie nie mają jeszcze statku, w którym zdobywcy polecą na Marsa i bezpiecznie powrócą na Ziemię.

Jaki statek?


Nad rozwiązaniem wspomnianych problemów eksperci z NASA systematycznie pracują. Priorytetem jest budowa odpowiedniego statku. Dzisiaj wydaje się, że będzie napędzany reaktorami jądrowymi. To rozwiązanie wydaje się być optymalne, bo nie wymaga dużego zapasu paliwa.

A miejsce to bardzo deficytowy towar w statkach kosmicznych. Ten marsjański i tak będzie olbrzymem. Cała wyprawa na Marsa ma trwać 16 miesięcy. Tak długi okres oznacza, że na statku musi być odpowiednio dużo miejsca dla ludzi i dla… roślin. Trudno sobie wyobrazić, żeby jedzenie dla kilkuosobowej załogi na kilkanaście miesięcy było spreparowane na Ziemi i zmagazynowane na pokładzie.

Choć zdobycie Marsa oznacza wielki prestiż, to jednak nauka jest głównym celem wyprawy. Czy istnieje tam życie? Czy uda się na Marsie wyhodować ziemskie rośliny? Czy człowiek może tam przetrwać? By odpowiedzieć na te i wiele innych pytań, naukowcy muszą na Marsa przywieźć kilkadziesiąt ton sprzętu badawczego. Być może część uda się na Czerwoną Planetę wysłać wcześniej statkami automatycznymi. Pod powierzchnią Marsa mogą też występować surowce i minerały, których wydobycie w przyszłości może stać się opłacalne.

Wszelkie deklaracje zobowiązują i… motywują. Jeżeli NASA chce, by pierwszy Amerykanin stanął na Marsie w 2031 r., to chwała jej za to. Jeżeli wszystko opóźni się o kilka lat – nic nie szkodzi. Lot na Marsa i bezpieczny powrót na Ziemię to zadanie tak skomplikowane, że kilka lat w przód lub w tył nie robi żadnej różnicy.



Gość Niedzielny 50/2007

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |