Bóg u podstaw istnienia

Dla pytających o uzasadnienie wiary w Boga.

Czy ma sens wierzyć w Boga? Wiara bywa atakowana z wielu różnych pozycji. Jedni argumentują, że jeśli świat jest jaki jest, to Bóg, nawet jeśli istnieje, dobry być nie może. Nie warto więc takiemu Bogu oddawać czci. Inni z kolei, wskazując na wielość różnych systemów religijnych przyjmują postawę dystansu wobec nich wszystkich. Jeszcze inni idąc w sukurs swojej niewierze wyciągają oręż mniej czy bardziej współczesnej nauki, wskazując na rzekomą sprzeczność wiary z jej zdobyczami. Warto przyjrzeć się, ile rzeczywiście warte są przytaczane w takich dyskusjach  argumenty. Dziś o tym, czy wiara w stworzenie świata przez Stwórcę jest naprawdę bardziej naiwne niż wiara, że świat powstał z niczego.

Czy z niczego może powstać coś?

Atakujący wiarę z pozycji „naukowych” ( w cudzysłowie, bo nie o zdrową naukę tu chodzi, ale o jej filozoficzną interpretację w duchu naturalizmu czy wręcz materializmu) mówią dość często, że do wyjaśnienia istnienia świata hipoteza istnienia także i Boga nie jest wcale konieczna; że to, iż świat istnieje – choć równie dobrze mógłby nie istnieć – można wytłumaczyć odkrywanymi właśnie przez naukę prawami fizyki. To one rzekomo uświadamiać nam mają, że Jego istnienie wcale nie jest konieczne do tego, by świat zaistniał. A skoro nie jest konieczne, to znaczy – i tu następuje wyraźne i nieuprawnione uproszczenie  – że jest zbyteczne jest też istnienie Stwórcy. Boga nie ma, bo do wytłumaczenia istnienia świata nie trzeba odwoływać się do Jego stwórczego działania.

Ciekawe co by powiedział na to twórca samonakręcających się zegarków. Zegarek nakręca się tak zupełnie sam z siebie? Nie stoi za tym pomysł wynalazcy, który do nakręcania wprzągł sprytnie zwyczajne ruchy ręką?

Trochę to przypomina myślenie małych dzieci. One też czasem uważają, że jeśli tato nie chce im kupić wymarzonej zabawki tłumacząc, że nie ma pieniędzy, to jest to tylko wykręt. No bo przecież wystarczy, żeby wyciągnął taką plastikową karteczkę, włożył ją do bankomatu i pieniądze się znajdą, prawda? Dziecko nie zdaje sobie sprawy, że do zaistnienia takiego „zjawiska” potrzeba, by tatuś najpierw jakieś pieniądze w banku złożył. Podobnie jest z argumentującymi, że istnienie świata można wytłumaczyć różnymi fizycznymi prawami. To przecież nie one sprawiają, że z „niczego” mógł powstać wszechświat. Fizyczne prawa, to już przecież „coś”, nie tak?

Nikt jeszcze oczywiście nie zaobserwował samorzutnego zamieniania się „nic” w „coś”. Einstein twierdził, że E=mc2. Masa, „m”, owszem, może brać się z energii („E”), ale nie „z niczego”.  Odrzucający wytłumaczenie tego zjawiska interwencją Stwórcy wierzą jednak, że tak właśnie jest. I choć nauki przyrodnicze nie dostarczają ku temu żadnych racjonalnych argumentów tłumaczą, że dziś może już nie, ale kiedyś, w jakimś momencie zero – owszem, jak najbardziej. Dziwnie to brzmi w ustach ludzi, którzy uważają, że nauka powinna opierać się na powtarzalnej obserwacji.

Można się oczywiście spierać, czy lepiej wierzyć, że świat jest wieczny (w sensie istnienia materii czy energii) albo że powstał sam z siebie z niczego, czy lepiej wierzyć, że wieczny i koniecznie istniejący jest jego Stwórca. Racja, zgodne z filozoficzną zasadą „brzytwy Ockhama” nie należy bez potrzeby mnożyć bytów. Ale to tylko filozoficzna zasada, której naturaliści – jak zobaczymy w kolejnych artykułach tego cyklu  – w innych wypadkach wcale tak chętnie się nie trzymają. Skoro nie znajdujemy w tym świecie żadnych zjawisk czy praw, które dawałyby możliwość powstania czegoś z niczego, to czy wiara, że istnienie świata to sprawa interwencji Stwórcy jest mniej prawdopodobna niż wiara w to, że kiedyś zaistniał fakt przeczący całej naszej obecnej wiedzy na temat świata przyrody? Czy wierzący w stwarzającego świat Boga są naprawdę bardziej naiwni niż wierzący w autokreację świata?

***

W następnych odcinkach między innymi o tym, czy przypadkiem może być to, że świat stosuje się do prawideł matematyki, jakie jest prawdopodobieństwo, że przypadkiem pojawiło się życie i o tym skąd w zdeterminowanym świecie bierze się to, że człowiek potrafi powiedzieć "nie".

Pisząc korzystałem między innymi z książki Johna C Lennoxa, Czy nauka pogrzebała Boga, W drodze, Poznań 2018.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • tempestas
    11.09.2018 12:26
    Ach, tyle mam na półce książek prof. Hellera do przeczytania...
  • czloax
    11.09.2018 21:04
    Żeby nastąpiła autokreacja wszechświata, wszechświat musiałby już istnieć. Do samokreacji potrzebny jest tenże 'sam'. Zresztą co mnie to obchodzi. Trawiłem to przez 40 lat po trochu a właściwie przeżuwałem i nie pojąłem jak Bóg jest. Lepiej jest wierzyć w Chrystusa a nie udowadniać bo to bezużyteczne. Wszak sam Jezus dziękował Ojcu, że objawił prostaczkom a zakrył przed mądrymi. Sercem pojmie prostaczek a mądrala nie zdoła.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.