Dużo pracy przy małym oku

Dr Ewa Karoń, ordynator okulistyki Szpitala Powiatowego w Zawierciu, mówi o krajobrazie w środku oka, pasji operowania i miłości.

Co było w nich niesamowitego?

Niezwykle mocno poczułam serdeczną obecność bliskich mi osób. Bo muszę zdradzić – urodziłam się w Wigilię, a na dodatek mam na imię Ewa.

Z kim Pani świętowała?

Mam dwoje dzieci – 10-letniego syna Jaśka i 13-letnią córkę Weronikę. Z Zamojszczyzny przyjechały też moja mama i babcia. Babcia ma 82 lata i cierpi na chorobę oczu, którą na szczęście potrafię leczyć. W czasie wspólnego świętowania miałam okazję przytulić się do niej, nic nie mówiąc, ale po prostu będąc blisko niej.

Jakie życzenia zapadły Pani w pamięć?

Córka powiedziała mi coś wspaniałego: „Mamo, życzę ci, żeby spełniły się twoje marzenia! Ale przecież ty je cały czas spełniasz” – dodała. To było dla mnie piękne, że moje dziecko tak widzi moje poszukiwania nowych wyzwań. Właśnie podczas tych świąt zrozumiałam, że nie muszę już więcej szukać poza sobą, ale w sobie.

Co Pani znajduje, spoglądając w siebie?

Dzisiaj niewielu ma ochotę na zaglądanie do własnego wnętrza. A ja ostatnio to robię, wiele myśląc o swoich korzeniach. Mam wrażenie, że właśnie teraz do nich wracam. Kiedy wspominamy siebie, gdy byliśmy mali, mamy pewność, że każdy miał w sobie piękno, dobro, czystość. Tylko później one zginęły pod lawiną doświadczeń. Ważne, by do tego wrócić, bo przecież w gruncie rzeczy każdy jest dobry, każdy ma w sobie miłość, tylko niektórzy się zagubili.

Jakie są Pani korzenie?

Pochodzę z Sanoka. Wychowywała mnie mama, bo rodzice rozwiedli się, kiedy byłam mała. W święta i przy innych okazjach odwiedzałyśmy mieszkających na Zamojszczyźnie dziadków, którzy mieli na mnie duży wpływ. Niedościgłym wzorem do dziś jest dla mnie dziadek Feliks, który nie rozstawał się z Pismem Świętym. Wiedział o nim wszystko, czytał je i cytował.

Wykonuje Pani operacje, które poprawiają widzenie. Wydaje się, że świąteczne przeżycia też poprawiały Pani widzenie.

To prawda. Bo co jakiś czas warto się zatrzymać i zobaczyć wszystko od nowa. To tak jak z zaćmą, której operacje u nas wykonujemy. Dzięki nim osoba zależna od innych staje się samodzielna. To niesamowite zobaczyć, jak pacjent cieszy się, widząc wszystko wyraźnie.

Wkoło tyle się mówi o zagrożeniu COVID-em, a przecież niewidzenie też stanowi zagrożenie.

Akurat dzisiaj do poradni okulistycznej, gdzie przyjmuję, przyszła niewidoma starsza pani, którą przyprowadził ktoś z rodziny. W jednym i drugim oku miała jedynie poczucie światła. Po omacku badała otoczenie dłońmi. Można by myśleć, że takie sytuacje nie mogą dzisiaj mieć miejsca, a jednak. Operacja nie jest równa operacji. Wiem, że oczy tej starszej pani wymagają szczególnej uwagi lekarza. Nazywamy je tzw. ciężkimi oczami do zabiegu. Takie zaćmy nie powstają z dnia na dzień, nie wiem, jak długo można żyć w takiej ciemności. Zabieg wtedy trwa dłużej i jest obarczony większym ryzykiem powikłań. Ostatnio rozmawiałam z chirurgiem ze szpitala, znakomitym prof. Czudkiem, który opowiadał, że trafiają do niego pacjenci z nowotworami w zaawansowanym stadium, bo zwlekali z leczeniem przez cały rok pandemii. Do mnie też przychodzi wiele osób w ciężkim stanie, bo odkładały wizytę. Boimy się koronawirusa, ale musimy nauczyć się z nim żyć, zachowując reżim sanitarny i lecząc inne choroby.

Chorzy na inne niż COVID schorzenia powinni się domagać konsultacji lekarskiej. Przecież nie można badać oczu za pomocą teleporady.

Nie ma takiej możliwości. Każde upośledzenie widzenia powinno skłonić do jak najszybszej wizyty u okulisty. Jeśli pacjent zauważa u siebie pogorszenie ostrości widzenia, męczenie się oczu, przymglone, zniekształcone czy podwójne widzenie, to może to być symptom zaćmy, ale też choroba siatkówki, AMD – zwyrodnienia plamki żółtej, odwarstwienia siatkówki. Wtedy trzeba szybko działać, bo inaczej schorzenie będzie już tak zaawansowane, że nie da się go wyleczyć.

Nie należy się bać usunięcia zaćmy?

Zabieg trwa zwykle 15 minut i jest bezbolesny. Polega na wykonaniu dwu-, trzymilimetrowego cięcia w rogówce, po czym usuwana jest zmętniała soczewka, a na jej miejsce zostaje wprowadzona nowa sztuczna soczewka wewnątrzgałkowa. Żeby zachować reżim sanitarny, na sali operacyjnej przebywa tylko niezbędny personel, a czas pobytu chorego w szpitalu skróciliśmy do jednego dnia. Muszę podkreślić, że nasz szpital jest świeżo po remoncie i na pacjentów czekają przestronne sale chorych, dwie niezależne sale operacyjne z urządzeniami najnowszej generacji.

Aparatura to nie wszystko.

Mój oddział tworzy zespół – profesjonalny, pracowity i zaangażowany. Jestem zaszczycona, że mogę z nim pracować. Mam wspaniałą oddziałową, z którą świetnie się uzupełniamy. Kiedy myślę o moich współpracownikach, natychmiast chce mi się iść do pracy.

A oprócz pracy co jest dla Pani najważniejsze?

W dzieciństwie w związku z tym, jak układało się moje życie, miałam dwa marzenia. Po pierwsze – chciałam założyć rodzinę. Po drugie – mieć dwójkę dzieci, bo byłam jedynaczką. Oba się spełniły. A w ostatnim czasie ważne jest dla mnie znalezienie odpowiedzi na pytanie, o co w tym życiu naprawdę chodzi i o poznanie samej siebie. •

Ewa Karoń

specjalista chorób oczu. Zajmuje się chirurgią zaćmy, chirurgią witreoretinalną, chirurgią jaskry. Od 2014 r. jest ordynatorem okulistyki w Szpitalu Powiatowym w Zawierciu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama