COVID – co dalej?

Liczba rejestrowanych w Polsce nowych przypadków COVID-19 rośnie, ale ten wzrost jest mniejszy niż w innych krajach europejskich. Jedni ostrzegają, że przed nami kolejne trudne miesiące, inni uważają, że nic się nie dzieje.

Niezależnie od tempa wzrostu liczby przypadków liczba ofiar rośnie znacznie wolniej niż przed rokiem. Innymi słowy – stosunek ilości umierających do chorujących jest znacznie mniejszy. Z całą pewnością jest to efekt tego, że część osób została zaszczepiona. W Polsce to mniej więcej połowa społeczeństwa, choć w grupie najbardziej narażonych ten odsetek jest większy i wynosi około 70 proc. Średnia wieku osób hospitalizowanych zmniejsza się, bo wraz z obniżeniem wieku maleje także odsetek zaszczepionych. Tak przynajmniej wynika z danych z Wielkiej Brytanii czy z USA. Dla dominującego teraz szczepu Delta osiągnięcie odporności zbiorowej będzie możliwe dopiero po wyszczepieniu 90 procent społeczeństwa. Z danych codziennie aktualizowanych z innych krajów europejskich wynika, że zaszczepieni także mogą chorować oraz przenosić wirusa. W ich przypadku jednak prawdopodobieństwo ciężkiego przebiegu COVID-19 oraz śmierci jest kilkunastokrotnie razy mniejsze niż dla grupy osób niezaszczepionych.

W tej sprawie bardzo często dochodzi do manipulacji. W mediach pojawiają się zestawienia, z których wynika, że dzisiejsze wzrosty liczby nowych przypadków w Izraelu, Wielkiej Brytanii czy USA są porównywalne z tym, co działo się rok temu albo wiosną tego roku. Gdzie w takim razie jest ta skuteczność szczepionek? Szczepionki były tworzone wtedy, gdy szczepu Delta jeszcze nie było. Eksperci wielokrotnie mówili, że mutacje mogą spowodować powstanie szczepów, na które szczepionki będą mniej skuteczne. Przy czym warto podkreślić, że ten spadek skuteczności dotyczy zachorowań w ogóle. Tymczasem skuteczność ochrony przed poważnym przebiegiem oraz przed śmiercią wciąż jest bardzo wysoka.

Skąd różnice?

Dlaczego w Polsce rejestrowane wzrosty są dużo niższe niż u naszych sąsiadów? Na przykład w Niemczech w ostatnich dniach rejestruje się po kilkanaście tysięcy nowych przypadków koronawirusa, podczas gdy w Polsce jest ich kilkaset. Równocześnie warto podkreślić, że w Niemczech zaszczepiło się niemal 60 proc. społeczeństwa, podczas gdy w Polsce około 50 proc.

Powodów tej sytuacji może być kilka. W Polsce jest mniejsza gęstość zaludnienia niż w Niemczech. U nas wakacje skończyły się (i dzieci poszły do szkoły) dopiero kilkanaście dni temu, podczas gdy w niektórych landach w Niemczech – ponad miesiąc temu. W przeszłości wzrost zachorowań był obserwowany w naszym kraju kilka tygodni po wzroście u naszych zachodnich sąsiadów. To, co widać na Zachodzie, może się więc zacząć i u nas, tyle tylko, że z opóźnieniem. To zdają się potwierdzać także modele matematyczne. Wynika z nich, że u nas dzienne liczby zakażonych także będą sięgały kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu tysięcy. Tyle że ma do tego dojść później. O przebiegu i skali pandemii więcej niż liczba zarejestrowanych przypadków (która jest uzależniona np. od tego, czy osoby z lekkimi objawami zgłaszają się na testy), mówi liczba ciężkich przypadków, hospitalizacji i ofiar śmiertelnych. Ta jest uzależniona od poziomu wyszczepienia. W Niemczech najszybszy wzrost nowych przypadków koronawirusa przypadał na grupę wiekową do 50. roku życia. Osoby starsze chorowały, ale ich liczba nie rosła tak szybko, dlatego, że w tej grupie poziom wyszczepienia jest stosunkowo wysoki. W wielu krajach osoby najciężej chorujące i umierające to niemal wyłącznie te osoby, które się nie zaszczepiły.

Krajem, na który dzisiaj spogląda wielu śledzących wykresy, słupki i liczby, jest Izrael. Tam liczby nowych przypadków są dzisiaj znacznie wyższe niż kiedykolwiek przedtem. Jak to możliwe, skoro to kraj, o którym mówiono, że jest najlepiej wyszczepiony na świecie? W tym ostatnim zdaniu jest jednak sporo przesady. W Izraelu dwoma dawkami zaszczepionych jest 60 proc. społeczeństwa. To mniej niż w Wielkiej Brytanii, nieco mniej niż w Niemczech i mniej więcej tyle ile we Francji. Owszem, Izrael zaczął szczepić swoich obywateli dużo wcześniej niż inne kraje i na początku radził sobie z tym procesem rewelacyjnie. Jednak mniej więcej na przełomie marca i kwietnia tego roku program szczepień się zatkał. Procent zaszczepionych nie tłumaczy jednak tak dużych różnic. Dlaczego we Francji dzisiaj jest znacznie mniej przypadków koronawirusa niż podczas poprzednich fal, a w Izraelu jest ich znacznie więcej? Przy czym liczba zgonów we Francji dzisiaj jest kilkukrotnie niższa niż podczas fali jesiennej 2020 i wiosennej 2021, a w Izraelu jest „tylko” dwukrotnie niższa. Co powoduje te różnice? Uważa się, że całkowite zniesienie wszystkich obostrzeń.

Trzecia dawka

Po spektakularnym spadku liczby zakażonych, jaki miał miejsce w pierwszych miesiącach tego roku, w Izraelu zapanowało przekonanie, że dla tego kraju pandemia się zakończyła. Szczepionki działające rewelacyjnie na szczep Alfa mają jednak niższą skuteczność w zapobieganiu infekcjom szczepu Delta. Gdy kraje Europy zmagały się z wiosenną falą, Izraelczycy mogli podróżować, nie mieli żadnych ograniczeń w organizowaniu imprez masowych. Zniesiono wszelkie limity oraz obowiązek noszenia maseczek, zrezygnowano także z promowania szczepień. Dzisiaj widać tego efekty. Choć wciąż śmiertelność w Izraelu jest znacząco mniejsza niż podczas poprzednich fal koronawirusa, jest ona wyższa niż w krajach, w których mimo szczepień wciąż zachowano pewne obostrzenia.

Izrael jest też pierwszym krajem na świecie, w którym szeroko zaczęto szczepić trzecią, przypominającą dawką. W pierwszej kolejności były nią szczepione osoby starsze. Teraz wszyscy chętni po 30. roku życia mogą tam być zaszczepieni po raz trzeci. Co do sensowności tego rozwiązania są wątpliwości w samym Izraelu. Niektórzy uważają, że najpierw powinno się szczepić osoby, które nie otrzymały jeszcze żadnej dawki, a gdy wszyscy będą już zaszczepieni, przyjrzeć się rozwojowi sytuacji i dopiero wtedy podjąć decyzję o trzeciej dawce.

Trzecia dawka jest podawana już w kilku krajach świata, ale na innych zasadach niż w Izraelu. Zwykle tylko osobom, które mają niski poziom przeciwciał po przyjęciu dwóch dawek. Taka sytuacja – statystycznie – występuje u jakiejś części zaszczepionych. Wtedy podanie dawki trzeciej powoduje dodatkową mobilizację systemu odporności. Ta mobilizacja nie dotyczy wszystkich, ale części osób tak. Taką zasadę przyjęto także w Polsce. Kilkanaście dni temu Rada Medyczna doradzająca instytucjom państwowym wydała stanowisko, że trzecia dawka będzie podawana osobom z zaniżoną odpornością. Ta sama Rada nie rekomendowała podawania trzeciej dawki wszystkim.

Trzecią dawkę można przyjąć nie wcześniej niż po 28 dniach od zakończenia podstawowego cyklu szczepień. Procedura ma dotyczyć osób w trakcie leczenia nowotworowego, osób po przeszczepach narządów, w tym szpiku, oraz tych, które przyjmują leki obniżające odporność, a także tych, które cierpią na wrodzony bądź nabyty brak i obniżenie odporności. Szacuje się, że w Polsce może to dotyczyć kilku, kilkunastu tysięcy osób. Członkowie Rady nie ukrywali, że czekają na oficjalne rekomendacje Europejskiej Komisji Leków (EMA). Gdy te się pojawią, możliwe, że rekomendacje polskiej Rady zostaną zmienione. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama