Czerwony alert na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej

USA potępiły Rosję za przeprowadzenie "niebezpiecznego i nieodpowiedzialnego" testu pocisków, który zagroził załodze Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

15 listopada rosyjska rakieta ASAT rozbiła starego rosyjskiego satelitę szpiegowskiego. Wskutek tego powstała chmura odłamków, która zmusiła załogę MSK do schronienia się do kapsuł Crew Dragon i Sojuz dokujących na stacji.

Aktualnie przebywa w niej czworo obywateli USA, jeden Niemiec i dwóch Rosjan. MSK orbituje na wysokości ok. 420 km. 90 minut po tym jak stacja przeszła przez punkt największego zbliżenia z chmurą odłamków, ostrzeżenie wydano po raz drugi. Okazało się, że orbita śmieci ma zbliżone parametry do orbity stacji kosmicznej, i co 93 minuty obydwa obiekty znajdują się niebezpiecznie blisko.

W czasie briefingu dla prasy Ned Price, rzecznik Departamentu Stanu, zaznaczył, że Federacja Rosyjska beztrosko przeprowadziła test pocisku antysatelitarnego. "Jak dotąd wygenerował on ponad 1500 namierzonych odłamków i setki tysięcy mniejszych fragmentów kosmicznych śmieci, które teraz zagrażają interesom wszystkich narodów" - podkreślił. 

Administrator NASA Bill Nelson wyraził swoje oburzenie incydentem. Uznał za rzecz "nie do pomyślenia", że Rosja naraziła na niebezpieczeństwo członków misji kosmicznej na MSK, w tym astronautów pochodzących z własnego kraju, oraz załogę chińskiej stacji Tiangong.

Rosyjska Agencja Kosmiczna Roscosmos zbagatelizowała wydarzenie. "Orbita obiektu, który zmusił dziś załogę do przejścia do statków kosmicznych zgodnie z obowiązującymi procedurami, opuściła już orbitę Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Stacja znajduje się w zielonej strefie" - ogłoszono na Twitterze.

Na szczęście materiał pozostały po eksplozji nie spowodował żadnych uszkodzeń w MSK, jednak samo wydarzenie, które się przyczyniło do powstania odłamków jest aktualnie przedmiotem badań. Z obserwacji wynika, że odpadki są efektem zniszczenia nieczynnego już od wielu lat rosyjskiego satelity szpiegowskiego Kosmos-1408 wysłanego na orbitę w 1982 r. Firma LeoLabs zajmująca się namierzaniem kosmicznych śmieci oświadczyła, że ich radar zlokalizowany w Nowej Zelandii wykrył liczne obiekty w obszarze, w którym dotychczas przebywał właśnie ten obiekt.

Ned Price określił działania Rosji jako "niebezpiecznie i nieodpowiedzialne" oraz zaznaczył, że sprzeciwy tego kraju wobec kosmicznego wyścigu zbrojeń są nieszczere i świadczą o hipokryzji. Zadeklarował również, że USA wraz ze swoimi sojusznikami wkrótce udzielą adekwatnej odpowiedzi na ten "nieodpowiedzialny akt".

"Odłamki powstałe wskutek tego testu pozostaną na orbicie na długie lata, stwarzając ryzyko dla kolejnych misji kosmicznych" - zaznaczył Ben Wallace, minister obrony Wielkiej Brytanii. Uznał, że test pokazuje kompletne lekceważenie bezpieczeństwa w przestrzeni kosmicznej i brak troski o jej ekologię.
 

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama