Wydrukuj sobie coś

Drukarka trójwymiarowa działa tak samo jak zwykła. Tyle tylko że dodatkowo drukuje w pionie. Proste? Technicznie tak, mentalnie nie.

Wyobraź sobie drukarkę, która tworzy przedmioty. Nie płaskie obrazy czy tekst, tylko konkretne, namacalne rzeczy. Kubek, bransoletkę, zabawkę, obudowę telefonu czy zepsute kółko zębate. Możesz to sobie wyobrazić? Mnie było trudno, póki nie zobaczyłem.

Lewa–prawa, góra–dół

Tylko po co komu drukarka przedmiotów, skoro wszystko można kupić w sklepie? Nie do końca wszystko, ale o tym później. To prawda, że wiele rzeczy można kupić. Trzeba się wybrać na zakupy, trzeba poszukać. Czasami odczekać i zapłacić. Dużo zapłacić. Znacznie więcej niż wynosi wartość tych rzeczy. Ale być może ten czas się kończy. Za kilkanaście lat wiele z tego, co na co dzień nas otacza, będzie można ściągnąć z internetu. Samo ściągnięcie to pierwszy krok, drugi to zmaterializowanie. Tak jak łatwe jest „materializowanie” ściągniętej z sieci muzyki (wystarczy ją odsłuchać) czy obrazów i tekstów (które wystarczy wydrukować), tak samo łatwe będzie urzeczywistnianie przedmiotów. Co to za różnica, czy drukujemy obraz, czy kubek? W obydwu przypadkach mamy do dyspozycji plik cyfrowy. W jednym zapisane są informacje o położeniu każdego punktu na płaskim obrazie, w drugim – o położeniu punktu w przestrzeni.

Mając więc do dyspozycji zwykłą drukarkę, można wydrukować np. obraz z Panoramy Racławickiej. Jeżeli drukarka będzie wystarczająco duża, można to zrobić w skali 1:1. Jeżeli mała – będzie trzeba obraz pomniejszyć albo drukować w częściach. A co z przedmiotami przestrzennymi? Wszystko działa dokładnie tak samo. W pliku zawarte są informacje, współrzędne każdego punktu „wydruku” w trzech wymiarach. Taki plik wystarczy „wrzucić” do drukarki, a ta dalej wie, co robić. Proces drukowania wygląda tak jak proces drukowania w drukarce atramentowej. Z tą tylko różnicą, że pod przesuwającą się w płaszczyźnie lewa–prawa głowicą z tuszem przesuwa się kartka papieru, a w przypadku druku 3D nie ma kartki, za to głowica, w miarę tworzenia przedmiotu, przesuwa się do góry. Nakłada cieniutkie warstwy tworzywa sztucznego jedna na drugą, te natychmiast zastygają, a w tym czasie głowica nieco się unosi, przesuwa się do początku „wydruku” i może nakładać kolejną warstwę. W ten sposób powstają przedmioty. Ich wielkość uzależniona jest od wielkości samego urządzenia. Duże przedmioty można wydrukować w pomniejszeniu albo w częściach.

„Tata Ci wydrukuje”

Brzmi to może nieco abstrakcyjnie, ale abstrakcją nie jest. Materiał, który jest „układany” warstwami, to popularny ABS, czyli plastik, z którego zrobione są np. klocki Lego. Do głowicy w drukarce 3D doprowadzona jest plastikowa żyłka o średnicy prawie 2 mm. Tam jest podgrzewana zwykle do temperatury przekraczającej 200 st. C, a następnie wycieka dołem głowicy jako lepka i elastyczna nitka o przekroju mniej niż 0,5 mm. Głowica drukarki, przemieszczając się kilka milimetrów ponad drukowanym przedmiotem, układa elastyczną nitkę miejsce obok miejsca. Plastik w mgnieniu oka zastyga. I to w zasadzie wszystko. Gdy po kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu minutach (to zależy od wielkości) przedmiot jest już gotowy, głowica odjeżdża na bok, a to, co zostało wydrukowane, jest gotowe do użycia. Tworzywo, które służy do drukowania, może mieć różne kolory. Drukarka może mieć więcej niż jedną głowicę, po to, by niektóre elementy drukować np. w czarnym kolorze, a inne w czerwonym. Nawet tutaj drukarka 3D nie różni się niczym od drukarki atramentowej. – Różnica jest – mówi „Gościowi” Michał Frączek z firmy Materialination. – Drukarka atramentowa jest urządzeniem bardziej zaawansowanym technicznie niż drukarka 3D – dodaje. Materialination jest spółką działającą w Krakowie. Zarabia na drukowaniu trójwymiarowym, ale jej ambicją jest stworzenie w Polsce społeczności osób mających drukarki i korzystających z druku 3D. – To problem w pewnym sensie mentalny. Gdy mówimy o tym, że zajmujemy się drukiem 3D, to w pierwszej chwili większość naszych rozmówców myśli, że chodzi o tłoczone wizytówki czy foldery – wyjaśnia Frączek. – Dzieci jakoś nie mają z tym problemu. Mój znajomy testował kiedyś w domu drukarkę 3D. W czasie zabawy jeden z jego synów popsuł drugiemu zabawkę. Gdy ten zaczął rozpaczać, brat pocieszył go: „nie martw się, tata wydrukuje ci nową”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.