Bałtyk umiera?

„Wstrzymajmy połowy na Morzu Bałtyckim” – postuluje część polskich rybaków. Powód? Dramatycznie mała liczba ryb. Szczególnie dorszy. Koledzy po fachu protestują: „Ten radykalny pomysł to gwóźdź do naszej trumny!”.

Jakie wyjście z trudnej sytuacji widzą rybacy oprotestowujący decyzję o zamknięciu strefy 6 mil? – Należałoby bezwzględnie ograniczyć działalność wielkich paszowców, szczególnie tych szwedzko-duńskich. Nie wierzę jednak, że Unia Europejska na to się zgodzi – mówi M. Necel. – W Polsce nie ma połowów paszowych, więc wprowadzanie zakazu jest bezzasadne. Takie regulacje powinny obowiązywać kraje skandynawskie z ich wielkimi, ponad 80-metrowymi jednostkami – zgadza się J. Glembin. – Niestety, żaden inny kraj nadbałtycki nie chce w ogóle rozmawiać o wprowadzeniu jakichkolwiek zakazów. A jeśli morze zostanie wyłączone tylko dla Polaków, to będzie oznaczało koniec dla wielu rybaków, którzy zajmują się tym fachem z dziada pradziada – dodaje.

Pomysł MGiŻŚ, z niewielkimi zastrzeżeniami, zyskał za to aprobatę ZRP. 6 kwietnia ok. 100 rybaków przybrzeżnych zorganizowało manifestację na terenie portu w Ustce jako wyraz poparcia dla ministra gospodarki morskiej Marka Gróbarczyka. – Idea zamknięcia strefy 6 mil jest bardzo zasadna. To konieczny krok w zakresie ochrony zasobów Bałtyku. Jeśli chcemy łowić, najpierw musimy uratować nasze ryby –podkreśla J. Wysoczański.

Jak to jest z tym dorszem?

Opinii o dramatycznym stanie ryb w Bałtyku nie podziela Daniel Lessnau ze stowarzyszenia Północnokaszubska Lokalna Grupa Rybacka. – Zasoby ulegają wahaniom. W jednym roku jest lepiej, w innym gorzej. Rybacy, którzy łowią jednostkami kutrowymi, mówią, że sytuacja jest stabilna. Rybacy przybrzeżni powiedzą o fatalnym stanie zasobów. Rybacy z Mechelinek czy Kosakowa informują, że nie ma już żadnych ryb w Bałtyku. Ale kilkadziesiąt kilometrów dalej, np. na Helu, usłyszymy, że dorsza jest pod dostatkiem – mówi.

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Morski Instytut Rybacki. – Jako organ doradczy MGiŻŚ opracowujemy raport na temat zasobów Morza Bałtyckiego. Jednak do czasu jego publikacji nie możemy na ten temat oficjalnie rozmawiać – usłyszeliśmy od Ewy Baradziej-Krzyżankowskiej, rzeczniczki prasowej MIR. Jednak opinie sporządzane w poprzednich latach przez Instytut nie potwierdzają obaw J. Wysoczańskiego ani ministerstwa. „Problemem nie jest wyłowienie szprotów, ale ich migracje oraz brak analogicznych migracji dorszy, które nie podążają za szprotami ( ). W przeszłości trzykrotnie obserwowano zanik koncentracji szprotów w południowym Bałtyku i przemieszczenie się ich dalej na północ. Nie wiązało się to z ich nadmierną eksploatacją, a raczej ze zmianami hydrologicznymi” – czytamy w „Wiadomościach Rybackich”, oficjalnym piśmie MIR. Ekolog morza prof. Jan Marcin Węsławski z Instytutu Oceanologii PAN podkreśla, że bałtyckie ryby ochronią nie zakazy, ale rozsądna polityka rybacka. „Takie eksperymenty się nie sprawdzają. Nie sądzę, byśmy uzyskali odbudowę stad, jakiej oczekujemy ( ). Znacznie ważniejsze jest przestrzeganie zasad racjonalnego połowu, jakie dziś obowiązują”. Według naukowca, jeśli polscy rybacy wstrzymaliby połowy w zamian za rekompensaty, rynek przejmą norwescy rybacy z Morza Barentsa, którzy szukają zbytu na swoje towary.

Diabeł tkwi w wymiarze ochronnym

– Każdy rybak powie: „Raz z rybą jest gorzej, innym razem lepiej”. To prawda. Śledzi i szprotów jest w Bałtyku pod dostatkiem. Dorsz ma więc co jeść. Przyczyną złej kondycji ryby nie jest więc nadmierna eksploatacja. Głównym problemem jest zbyt niski wymiar ochronny i na tym powinniśmy się skupić – twierdzi J. Glembin. Powrotu do poprzedniego wymiaru ochronnego dorsza, który wynosił 38 cm (obecnie 35), albo jego podwyższenia chce także ZRP. – Ten 35-centymetrowy rozmiar przeforsowało lobby paszowe w UE. Niestety, decyzja ta zachwiała całym ekosystemem Bałtyku. Obecnie moja jednostka wypływa na 4 dni, a wraca z 3 skrzynkami dorszy. W ogóle nie opłaca się wychodzić w morze – mówi J. Wysoczański. Poróżnione w innych kwestiach środowiska rybaków mówią jednym głosem na temat przywrócenia dawnego wymiaru ochronnego dorsza oraz wprowadzenia zakazu dla wielkich skandynawskich paszowców. – Może więc zamiast zamykać 6-milową strefę połowową, i tym samym niszczyć polskie rybołówstwo, ministerstwo powinno, zwrócić się z takimi postulatami do UE? – zastanawia się J. Glembin.

Ze stanowiskiem rybaków zgadza się dyrektor Departamentu Rybołówstwa. – Wymiar 38 centymetrów jest korzystniejszy. Natomiast ewentualna zmiana tego zapisu, tak samo jak ograniczenie połowów skandynawskich paszowców, nie leży w gestii polskiego ministerstwa, ale Komisji Europejskiej – tłumaczy. Obecnie trwają konsultacje nad nowym projektem rozporządzenia. Jak zapewnia J. Wrona, wszyscy rybacy są zaproszeni do rozmów i wniesienia swoich poprawek.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg